12.05.2013

Recenzentem być, z autorem dobrze żyć...


Od dłuższego czasu uważnie śledzę dyskusje na blogach odnośnie problemów na linii wydawnictwo – recenzent. Nie od dzisiaj wiadomo, że to trudna relacja, bo i interesy obu stron nie do końca się pokrywają. 

Dziś chciałabym jednak poruszyć nieco inny, choć równie ciekawy temat, a mianowicie recenzowanie książek polskich autorów. Mogłoby się wydawać, że książki polskich autorów recenzuje się podobnie jak zagranicznych. Większość blogerów wie jednak, że istnieją pewne różnice.

Polski autor, nad swoją książką z pewnością się napracował, być może toczył długie boje, by znaleźć wydawcę i gdy wreszcie jego dzieło pojawi się na rynku, zależy mu na tym, by zostało ono dobrze przyjęte. Dlatego siada przed komputerem i przeszukuje sieć. Trafia na różnorodne opinie i recenzje. Jedne lepsze, inne gorsze, jedne przychylne, inne bardzo negatywne. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze trochę źle się czuję, wstawiając mniej przychylną recenzję książki polskiego autora. Już sama świadomość, że być może ją przeczyta i sprawi mu przykrość sprawia, że czuję swego rodzaju wyrzut sumienia. Muszę być wierna własnej opinii, staram się dobrze uzasadnić, dlaczego dana książka mi się nie podoba, jednak mimo to z negatywną recenzją nigdy dobrze się nie czuję.

Sprawa jeszcze bardziej komplikuje się w sytuacji, gdy z danym autorem utrzymuje się jakiś kontakt. Czy to maile czy wiadomości na facebooku, może nawet spotkanie oko w oko na targach. Z jednej strony taki kontakt jest bardzo cenny – poznając autora, mamy szansę lepiej zrozumieć jego książkę, zadać jakieś pytanie, wymienić się przemyśleniami. I co tu kryć, książka z imienną dedykacją od autora to w każdej biblioteczce wyjątkowy skarb. Relacje się zacieśniają a wraz z nimi wzrasta trudność napisania krytycznej recenzji. Teraz nie mamy już do czynienia z nazwiskiem na okładce a z żywą osobą, którą w jakiś sposób „poznaliśmy” i z tego powodu nie chcemy jej robić przykrości. Całkiem niedawno wręcz drżałam z obawy czekając na książkę autora, którego bardzo sobie cenię. Najzwyczajniej w świecie bałam się, że książka nie spełni moich oczekiwań i że będę musiała sprawić mu przykrość mniej przychylną recenzją. O tym, że może to prowadzić do bardzo nieprzyjemnych sytuacji, przekonał się już niejeden recenzent. Określenia typu "idiota", zarzuty, że bloger nie ma pojęcia o pisaniu recenzji, a nawet zarzuty że "wyłudził" książkę od autora tylko po to, by zmieszać ją z błotem to już przykłady z jakimi rzeczywiście spotkali się znani mi receznenci.

Oczywiście mogłabym wyjść z założenia, że skoro autor nie radzi sobie z rzeczową krytyką (bo taką tu mam na myśli, a nie stwierdzenia typu „beznadziejna książka” czy „ten pan (pani) nie potrafi pisać”) to nie zasługuje na dalszą uwagę. Mogłabym, choć bywa trudno, bo skoro podobało mi się większość książek autora, a jedna do gustu nie przypadła, to pewnie nadal chciałabym poznać jego dalszą twórczość i mieć możliwość wymienienia z nim swoich przemyśleń.

Załóżmy jednak czysto teoretycznie, że nauczyłam się profesjonalnego pisania recenzji, takiego bez wyrzutów i tracenia nerwów na pretensje, jakie mogą się po ich opublikowaniu pojawić. Wiele wskazuje na to, że podobne dylematy z polskimi autorami, mają również zdecydowanie bardziej profesjonalne portale niż mój skromny blog. Moje recenzje pojawiają się w wielu miejscach. Czasem okazyjnie, czasem regularnie, nie ma uniwersalnej zasady. Swego czasu napisałam mniej przychylną recenzję książki bardzo znanej polskiej autorki. W książce nie podobało mi się naprawdę sporo i poświęciłam dużo czasu, by wszystko dobrze uzasadnić. Myślę, że nieźle wywiązałam się z tego zadania, bo dyskusja zarówno z jej zwolennikami jak i przeciwnikami była naprawdę kulturalna i rzeczowa. Co jednak wydarzyło się w chwili, gdy recenzję umieściłam na portalu, który z autorką „się zna”? Recenzja została przeniesiona do opinii, tak by szybko „przepadła” w masie komentarzy. Nie zostałam o tym poinformowana, zauważyłam to przypadkiem kilka tygodni później. Biorąc pod uwagę, że zamieściłam tam już dziesiątki recenzji i z podobną sytuacją nigdy się nie spotkałam, śmiem podejrzewać, że i ta recenzja zasługiwała na to, by ją jako recenzję opublikować. Dlaczego więc portalowi zależało na tym, by sprawić wrażenie, że książka wszystkim się podoba...

Podobnych refleksji mogłabym „wyprodukować” jeszcze wiele, jednak lepsza od monologu będzie rzeczowa dyskusja, do której serdecznie zapraszam wszystkich blogerów i autorów.



Chciałabym się dowiedzieć, czy również inny blogerzy mają podobne trudności w pisaniu recenzji książek polskich autorów? Czy i Wy odczuwacie jakiś dyskonfort gdy jest ona negatywna? Czy zdarzyło się Wam, że napisanie mniej przychylnej opinii sprowadziło na Was nieprzyjemności ze strony autorów?

W przypadku samych autorów interesuje mnie, jak podchodzą Państwo do negatywnych recenzji? Czy próbują Państwo dyskutować z ich autorami, czy wzbudzają w Was złość? Jak reagują Państwo, gdy receznent, który dotąd dobrze oceniał Państwa książki i którego w pewnym stopniu „znacie”, umieścił recenzję zdecydowanie mniej przychylną? Czy powierzylibyście mu kolejną książkę, czy też takich recenzentów unikacie?



Doskonale zdaję sobie sprawę, że ten temat jest dość skomplikowany i może być niewygodny. Dlatego przepominam, że istnieje możliwość wypowiedzenia się w sposób anonimowy. Myślę że w tym przypadku bardziej cenna będzie choćby i anonimowa ale szczera wypowiedź, niż podpisana nazwiskiem ale pusta deklaracja... Każda opinia się liczy i każdą przeczytam z dużą uwagą. 
Jedyne o co proszę, to to, by w wypowiedziach nie przywoływać nazwisk konkretnych autorów, którzy Waszym zdaniem nie radzą sobie z krytyką, lub nazw blogów, które Waszym zdaniem piszą nieszczere recenzje, kierowane osobistymi sympatiami. Tego typu wypowiedzi będę możliwie szybko usuwać. Piszemy o sobie, o własnych odczuciach a nie robimy na nikogo nagonki. Bardzo jestem ciekawa, do jakich wniosków dojdziemy...

83 komentarze:

  1. Ja czytam na tyle mało współczesnych polskich autorów, że jakoś mi się nie zdarzyło wejść w taki konflikt. Zresztą jak już czytam to chyba takich, którzy nie wyszukują z wypiekami na twarzy opinii na swój temat :) Albo mój blog jest na tyle mało popularny, że trafiają na inne strony :p Jestem w stanie zrozumieć, że każda krytyka - nawet słuszna - boli, natomiast jeśli ktoś nie umie przejść nad tym do porządku dziennego, to z pewnością nie zamierzam stresować się za niego. Jesteśmy dorośli, każdy ma prawo do własnych opinii i upodobań. Nie każdy też, spójrzmy prawdzie w oczy, umie pisać. Choć niedawno czytałam książkę popularnej polskiej autorki, strasznie mi się nie podobała i recenzji w ogóle nie pisałam (jako że dostałam książkę do korekty, głupio by mi było ją krytykować z góry na dół, a na nic innego nie byłoby mnie niestety stać; książka ma bardzo dobre opinie i w żadnym stopniu tego nie rozumiem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że autorzy i do Ciebie zaglądają. To dobrze, że tacy, którzy potrafią radzić sobie z krytyką :-)

      Usuń
  2. Hmm... Szczerze? Nie czuję wyrzutów sumienia po napisaniu negatywnej recenzji książki naszego rodzimego autora. Dlaczego? Jako recenzenci mamy obowiązek pisać szczere opinie na temat przeczytanych książek. Dlatego też nie powinniśmy patrzeć na osobiste relacje z danym autorem, ale spojrzeć na to z boku - czy książka spodoba się innym czytelnikom. Jeśli widzimy wady, to bezwzględnie należy o nich napisać. Przecież na naszym zdaniu polegają inni. Jeśli przez wzgląd na sympatię do danego autora przymkniemy na coś oko, albo o czymś nieco łagodniej napiszemy (żeby go nie skrzywdzić...) to wówczas czytelnicy nam zaufają, kupią książkę, a tam się okaże, że ich zawiedliśmy, bo lektura okazała się być zgoła inna, niż o tym zapewnialiśmy. Dlatego też osobiście nie przejmuję się uczuciami autora. Przecież skoro oddaje książkę do recenzji, to powinien się liczyć z negatywnym odbiorem i umieć sobie z tym poradzić. Zobaczyć, czy może faktycznie czegoś w jego książce brakuje i przyjąć odpowiednio krytykę.
    A czy spotkałam się z negatywną reakcją ze strony któregoś z autorów? Ależ oczywiście, że tak. Zarzucano mi już różne rzeczy, aż w końcu urywano ze mną kontakt. Czy się przejmuję? Nie, bo takie negatywne emocje przelewane w e-mailach kierowanych do mnie świadczą tylko i wyłącznie o kulturze danego autora. Przykre to jest, ale co się poradzi....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, najgorzej jest chyba w przypadku takich autorów, których osobiście lubimy. Pewnie wiesz, kogo mam na myśli w Twoim przypadku. Myślę że gdyby jakimś cudem ta osoba napisała coś co kompletnie by Ci się nie spodobało, rozważyłabyś opcję, by o tej książce w ogóle nie pisać. Z czystej sympatii do autora... I ja to rozumiem, być może sama bym podobnie zrobiła. Nie kłamała w recenzji tylko książkę przemilczała...

      Usuń
    2. Heh, wiem, wiem o kogo Ci chodzi :) Ale szczerze? Mimo całej mojej sympatii do tej autorki, gdybym trafiła na książkę jej autorstwa, która absolutnie by mi nie podeszła, to z całą pewnością nie przemilczałabym tego. Wręcz przeciwnie. Tym bardziej napisałabym recenzję, opublikowała ją na blogu, a dodatkowo napisała jeszcze do autorki odnośnie moich obiekcji. Jeśli się lubimy, to przecież na dobre i na złe. Nie ma książek idealnych, autorów również, więc trzeba szukać kompromisów i wzajemnego zrozumienia :)

      Usuń
    3. Mam nadzieję że nigdy nie będziesz musiała się upewniać, że właśnie tak byś postąpiła. Ja szczerze mówiąc taka pewna nie jestem. Gdyby chodziło o jakieś detale, na pewno bym o tym w recenzji napisała. Gdyby jednak książka kompletnie mi się nie podobała, pewnie długo bym się zastanawiała czy nie napisać o wszystkich moich zastrzeżeniach do autora, natomiast samej recenzji na bloga jednak nie pisać... Mam nadzieję że nie doczekam tego dylematu ale gdyby, nie jestem pewna jak bym postąpiła...

      Usuń
  3. Na szczęście książki kupuje sobie sam, tak więc wyrzuty sumienia podczas wystawiania negatywnej opinii książce polskiego autora nie są w moim przypadku aż tak silne :) Choć przyznać muszę, że zastanawiam się, czy autor trafi na recenzje :-)
    Mnie śmieszy też co innego - przy negatywnych opiniach na temat książek polskich autorów pojawiają się często anonimowe komentarze od rzekomych czytelników, którzy bronią daną pozycję, zarzucając recenzentowi to, tamto i siamto ;-) Od razu widać, że to wpis samego autora, bądź też kogoś z jego najbliższego otoczenia :-) Śmieje się, choć sam nie wiem, gdybym oczywiście był pisarzem, jak zareagowałbym na taki tekst na blogu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście coś takiego szybko podpada, bo osoby, którym książka się podoba, zwykle nie mają problemu by się ujawnić i otwarcie wypowiedzieć. Nagły wysyp anonimów jest zawsze bardzo podejrzany...

      Usuń
  4. Wiesz co, powiem Ci, że mi w ogóle jest głupio zjechać jakąś książkę od góry do dołu, czy to polskiego, czy zagranicznego autora, gdyż wiem, że się nad nią napracował. Zawsze staram się doszukać jakiegoś światełka, które wniosło coś w jakąś pozycję.
    Nie zdarzyło mi się, żeby jakiś autor mnie ,,zjechał" za recenzję, widocznie trafiałam na tych kulturalnych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I obyś na innych nie trafiała ;-)

      Usuń
  5. Obiecałem opinię kontrowersyjną, ale oczywiście to była taka salwa na podgrzanie atmosfery. Ponieważ znany jestem jako marudny gadułą spróbuję wypowiedzieć się zwięźle i krótko.
    1. Autor znany czy nieznany osobiście, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Skoro napisał książkę to musi być przygotowany, że każdy zarówno czytelnik, jak i recenzent zdecyduje się wyrazić o niej swoje zdanie i nic mi, jako Autorowi do tego. Nawet jeśli recenzja jest nieprzychylna, to nie powód aby wyjaśniać, co się chciało przekazać. Jeśli czytelnik tego nie odkrył to oznacza tylko, że pisząc nie zdołał dobrze opowiedzieć swojej historii.
    2. Każdy z nas jest inny, więc każdy z nas ma prawo do swego odbioru, swoich odczuć i swojej oceny, która nie musi być zgodna z chciejstwem Autora. To, że wcześniej przegadało się z nim mnóstwo czasu i wypiło... kilka dzbanków herbaty nie zwalnia nas od szczerych opinii na temat książki którą napisał. Nie jest to także powód aby kończyć znajomość gdy nasze opinie nie są zbieżne.
    3. Nie jestem inny od pozostałych autorów i wiem, że każdy z nas chciałby być chwalony, ale to nie oznacza, że w imię znajomości oczekuję wyłącznie dobrych opinii. Jeśli zależy mi na rozwoju, powinienem z uwagą odbierać tym bardziej mniej pozytywne opinie. Napisałem "powinienem", co nie znaczy, że chcę lub potrafię je właściwie odebrać.
    4. Osobiście nie nadaję się na oceniającego, bo już dawno temu przyznałem prawo każdemu do opowiedzenia swojej historii w sposób jaki uzna za stosowne i słuszne. To jest jeden z powodów dla których nie oceniam książek innych autorów, a zazwyczaj mówię, że ja bym to inaczej opowiedział - ale podejrzewam, że to ma każdy z nas, więc nic w tym dziwnego. Powiem jeszcze, że strasznie dużo czytam, ale rzadko kiedy trafiam na książki które zostawiam w domu na zawsze, choć mam kłopoty aby je wepchnąć na półkę w bibliotece.
    5. W żadnym przypadku nie dyskutuję z oceniającymi - jak wcześniej wspomniałem wydając książkę zgadzam się, że każdy z czytających ma prawo do swojej oceny i komentarza.
    6. Jestem autorem, oddaję swoje książki do oceny, ale nigdy nie dołączam do książek ocen innych czytających, bo każdy musi mieć możliwość odebrania tego po swojemu, bez żadnego nacisku lub delikatnego napominania. Choć zdarza mi się zapewnić, że książka jest dobra...
    7. Nie mam pamięci i nie prowadzę kajetu dobrych i złych opinii, szkoda na to czasu a poza tym oceniający zawsze może sobie sam kupić książkę.
    8. zapewne sporo ważnych spraw tu ominąłem, ale postaram się z czasem uzupełnić swoją wypowiedź.
    z poważaniem
    Władysław Zdanowicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tę wypowiedź. Chciałabym by każdy autor miał równie dojrzałe podejście do tej sprawy :-)

      Usuń
  6. Nie ukrywam, że też niekiedy odczuwam pewny strach, kiedy mam do zrecenzowania książkę polskiego autora. Jeżeli nie jest ona do recenzji, a pochodzi z mojego domowego zbiorku to zazwyczaj zastanawiam się, czy pisać recenzję. Zwłaszcza, że jest ona negatywna. W naszej blogosferze było dużo przypadków, gdzie jakiś autor wyzwał recenzenta, nawet publicznie. To przykre. Przecież nie czytamy po to, by zmieszać z błotem w recenzji. Jeżeli książka mi się nie podoba to staram się znaleźć też jakieś plusy. Nie tylko u polskich autorów, ale także u tych zagranicznych. Rzecz jasna, w ich twórczości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie. Niektórzy mogą się dziwić ale faktycznie istnieje taki problem. Chcemy pisać prawdę ale nie czerpiemy przyjemności z dokuczania autorom a czasem właśnie to się nam sugeruje...

      Usuń
  7. Kto ma inne, jest chory w swoim uwielbieniu... Ja uważam, że każdy z nas jest tylko człowiekiem i czasami może mieć gorszy dzień... Ale straciłem kiedyś koleżankę po piórze bo jej powiedziałem, że ja bym jej książki nie wydał w takiej formie jak dała ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, niekiedy tak się to też kończy, choć przecież człowiek miał naprawdę dobre intencje...

      Usuń
  8. Dostając książkę w podarunku od autora, czy od wydawnictwa, niestety zobowiązujemy się do pewnego działania. A zdrowym jest, gdy prezenty tego typu nie lubimy krytykować na oczach darczyńcy.

    Prawdą jest, że wartość przedmiotów poznajemy wtedy, gdy sami wyłożymy na nie swoje pieniądze. Wtedy nie ma litości, rozliczamy strony do grosza.

    W przypadku wydawnictw nie mam może takiego dobrego przykładu, bo odpieram wszelkiego rodzaju próby kontaktu (mój blog ma zupełnie inną konwencję literacką, nie do zaakceptowania przez "normalne" tego typu firmy), ale daje mi to dużo wolności w wyrażaniu swoich opinii.

    Miałem kontakt z Autorem i Autorką. Autor zaproponował mi przeczytanie książki, ponieważ znałem się w temacie. Nie zasugerował żadnego egzemplarza do recenzji, ale wiem, że chciałby mieć reklamę swego debiutu. Poszedłem, kupiłem i przeczytałem. Bez żadnego problemu oceniam ją tak, jak powinienem ją ocenić. Była bardzo dobra.

    W przypadku Autorki. Ta dała mi egzemplarz i powiem jedno: tej książki w inny sposób nie znalazłbym. Książka była bardzo dobra, jak na debiut. Ale problem polegał na tym, że trzeba ułożyć recenzję w taki sposób, żeby się odwdzięczyć. Nic za darmo - z takim nastawieniem ludzie powinni przyjmować podarunki. Całe szczęście, że rzeczywiście książka była niczego sobie.

    A co do spotykania się z autorami, żeby poznać lepiej ich dzieła. Książki muszą bronić się same! Jeśli musiałbym stracić po przeczytaniu powieści dwa razy więcej czasu na znalezienie informacji o twórcy i jego intencjach, oznacza to, że coś nie działa na linii pisarz-czytelnik (prawdopodobnie nośnik: książka). Jestem w trakcie pisania recenzji "Zew Cthulhu" Lovecrafta i cieszę się, że sprawiedliwie do tego podszedłem. Jego opowiadania nie są najlepsze, nawet pomimo kultu, jaki się wokół nich roztacza. Ale jest to tak intrygujący człowiek, że samą swoją ekscentryczną osobą powoduje chęć postawienia jego dziełom wyższej oceny. Prawda jest taka, że gdybym nie znał jego osobowości, to te opowiadania czytałoby mi się kiepsko. Tego typu "smaczki" powinny być dodatkiem, a nie podstawą.

    Pozdrawiam,
    MajinFox

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatni akapit dał mi do myślenia. Co prawda lubię wymieniać spostrzeżenia z autorami ale może faktycznie, gdy coś nie jest jasne po samej lekturze, oznacza że po prostu nie jest jasne ;-)

      Usuń
    2. Dalej myślę nad Twoją wypowiedzią. Myślę że poruszyłeś sprawę, o której często próbujemy zapomnieć. Prezenty od wydawnictw czy autorów faktycznie nie są za darmo. To nie tylko miły gest, czasem wszystko jest chłodno wykalkulowane, innym razem może i autor wcale o tym nie myśli jako o transakcji "coś za coś" ale oczywiście ma nadzieję że książka recenzentowi się spodoba. To normalne, to ludzkie a dla nas trudne jeśli znajdujemy się w sytuacji, gdy musimy te nadzieje rozwiać...

      Usuń
    3. Dokładnie tak, jak piszesz. Ja właśnie z tego powodu unikam współpracy z autorami i wydawnictwami - zbyt męczący dla mnie to wysiłek, gdzie muszę po każdym podarunku odwdzięczać się pięknym za nadobne. Wolę nie brać.

      Z drugiej strony, biorąc w obronę, widzę jak prosperują blogi, które utrzymują tego typu relacje. Żyć, nie umierać. Pod jednym postem, prawie 80 komentarzy; nowości na wyciągnięcie ręki; reklama na portalu wydawnictwa itp. A przecież my, jako twórcy, też chcemy być czytani i łechce nas każda pozytywna opinia pod postem/recenzją. Te związki to "pakt z diabłem", sprzedajemy się i kupujemy.Przez takie układy powstają bestsellery i zapominamy po jakimś czasie o tym, co napisałem wcześniej: książki muszą się bronić same.

      Usuń
  9. Dlaczego autor nie daje do przeczytania książki recenzentom zanim zostanie wydana ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ryzykowne, bo może się zdarzyć, że ktoś książkę "rozprowadzi" dalej. Niektórzy jednak faktycznie je udostępniają bardzo zaufanym blogerom. Mnie też zdarzało się takowe dostawać. Gdy jednak do jednej napisałam konkretne uwagi w odpowiedzi usłyszałam - teraz to już nie ważne, posłałam do druku...

      Usuń
    2. Jasna8, daje, sama jestem tego przykładem,a za krytyczne uwagi, za to konstruktywne otrzymałam niejednokrotnie podziękowania :)

      Usuń
    3. Dawanie książek przed drukiem jest bardzo dobrym pomysłem. Ale już autor mający na koncie kilka książek często publikuje więcej niż jedną w roku. I w związku z tym musi gnać szybko. Na czytanie, dywagacje często nie ma czasu. Ja postanowiłam wysyłać recenzentce powieść w odcinkach:) Ale też recenzentką jest moja mama.

      Usuń
    4. Pani Magdo, myślę że idealną recenzentkę Pani wybrała :-) Taką, która otwarcie powie, jeśli coś jej się nie spodoba, a mimo to zawsze będzie Pani pewna, że robi to w najlepszej wierze :-)

      Usuń
  10. Ciężkie działo wytoczyłaś tą niedzielną porą. :)

    Osobiście nie miałam takich nieprzyjemności (i oby mi się nie trafiły), ale... Miałam kiedyś sytuację, w której po tym jak pod krytyczną recenzją pewnej polskiej książki napisałam, że raczej się na nią nie skuszę (bo argumenty recenzentki były naprawdę silne i konkretne), autorka napisała do mnie mail z wyrzutem, że jak ja mogłam zdecydować, że nie przeczytam jej książki na podstawie recenzji... :) No kurczę, chyba po to te recenzje właśnie są, by pomogły przy wyborze PRZECZYTAM lub NIE PRZECZYTAM. Niektórzy autorzy nawet tego nie rozumieją...

    Za to znam kilka sytuacji, w których autorzy z wyrzutem pisali do recenzentów swoich dzieł, że jak to oni mogli je skrytykować. Niektórzy nawet posuwali się do gróźb!

    Rozumiem, że niektórzy latami czekają na wydanie swoich książek i jest to ich marzenie (sama mam takie), ale pokazując swoją twórczość światu trzeba się liczyć także z krytyką. Przecież nie wszystkim podoba się to samo, każdy ma inny gust... Jak można oczekiwać (będąc autorem), że każdemu spodoba się nasza książka i nikt nie znajdzie tam nawet drobnej skazy? Nie ma dzieł idealnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj fakt, ostro jak na niedzielę ale pomyślałam że może więcej osób bedzie miało czas by się wypowiedzieć. Pretensje że ktoś po lekturze recenzji nie ma ochoty na książkę to chyba najlepszy sposób by człowieka do książki całkowicie zrazić :-)

      Usuń
  11. Jedyna taka możliwość, to przesłanie książki w wersji elektronicznej, bo nie ma sensu wstrzymywać sprzedaż i trzymać wydrukowane książki w magazynie aż recenzent przeczyta książkę. U mnie jest tak, że otrzymuję książki z drukarni i następnego dnia idą w świat.
    Można by to obejść drukując cyfrowo np, 50 książek wcześniej, ale to jest koszt około 1500 zł, a po co nam dodatkowe koszty.
    Władysław Zdanowicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miewałam i elektorniczne wersje, nawet w wordzie. Było i tak, że napisałam co moim zdaniem jest nielogiczne, ponieważ jednak nikt inny podobnych "problemów" nie miał, autor w ogóle nie chciał ze mną dyskutować, problemy zbył i teraz pewnie się dziwi gdy czasem wytykane są w recenzjach...

      Usuń
  12. Recenzuję książki, nie autorów. Jeżeli jest zła - to i recenzja jest negatywna. Osoba autora nie wpływa na odbiór tej czy innej powieści. A jeżeli ktoś publikuje, to musi liczyć się z nie zawsze pozytywnym odbiorem. Jeżeli liczy na same superlatywy, to... cóż, tylko potwierdza, że nie warto interesować się jego twórczością (tudzież jej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dada podziwiam bo wiem, że faktycznie tak jest. Czasem też bym tak chciała ale jakoś nie potrafię. Autor wkłada serce w książkę więc i ja poniekąd piszę sercem ;-)

      Usuń
  13. Witam, jestem autorką i chciałabym się odnieść do komentarza, w którym sugeruje się, iż anonimowe posty broniące książki są często traktowane jako podejrzane. Nie wiem jak inni autorzy, ale ja nigdy pod żadną recenzją moich książek nie zostawiłam komentarza, tym bardziej anonimowego. Miałam natomiast przypadek, gdy na jednym z blogów pod recenzją mojej książki pojawiło się wiele anonimowych wpisów od czytelników, którym książka się podobała. Wiedząc teraz, jakie jest zdanie niektórych blogerów na ten temat, zastanawiam się, czy w tym konkretnym przypadku i mnie o to posądzono. Nie jest to myśl przyjemna...
    Co do recenzji, to czytam wszystkie recenzje moich książek, jakie udaje mi się znaleźć. Nie robię tego z "wypiekami na twarzy", lecz w nadziei, że trafią się jakieś dobre i rozsądne sugestie, które mogłabym wziąć pod uwagę przy pisaniu kolejnej powieści. Lubię czytać opinie innych. Te pozytywne są oczywiście najmilej witane, ale i z negatywnych staram się wyciągnąć wnioski :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Pani (niestety nie poznałam nazwiska)Mogę sobie wyobrazić jakie rozterki wywołał w Pani ten komentarz i jeśli mam być bardzo szczera nie wykluczam, że niektóre osoby mogłby własnie tak pomyśleć. Generalnie komentarze na blogach zostawiają przede wszystkim obserwatorzy (a wśród nich najczęściej blogerzy) "Zwykli" czytelnicy z reguły zaglądają na blogi by wyszukać ciekawe dla nich recenzje, jednak komentarzy raczej nie zostawiają. Czasem to zrobią, czasem nawet maila napiszą jednak gdyby spojrzeć na dowolną recenzję, anonimowe wpisy nie pojawiają się często. Jesli więc pojawia się recenzja pod którą następuje wysyp anonimów, to zawsze jakoś podpada. Nie zawsze musi pisać je autor, czasem bywa to też czytelnik który z opinią się nie zgadza i za pomocą masy komentarzy próbuje przekonać innych, że recenzent nie ma racji. Jeżeli jednak komentarze są w tonie "nie potrafisz pisać" "nic nie zrozumiałeś" bądź coś podobnego, lecz bardziej dosadnego podejrzenie często pada na autora. Oczywiście dowodów nie ma, więc zwykle kończy się na tym, czego bloger się domyśla. Niemniej o wiele bardziej cenię sobie otwartą krytykę niż takie podchody...

      Usuń
  14. Nie mam doświadczenia w tej dziedzinie, bo recenzje piszę od niedawna, i od niedawna bloguję, jednak chciałabym dorzucić swoje trzy grosze do dyskusji. Chyba nie ma osoby, której w życiu by się wszystko udało, każdy ma wzloty i upadki, więc i autor ma prawo popełnić złą książkę. Jednak jeśli pisze się dla ludzi, to powinno się być przygotowanym na krytykę. Jeśli się jej boimy, nie publikujmy, piszmy do szuflady, może po naszej śmierci ktoś to odnajdzie i się zachwyci, albo skrytykuje, nam to już wtedy będzie obojętne. Ciężko jest przełknąć gorzką pigułkę krytyki, oj ciężko, jeszcze trudniej wyciągnąć wnioski i coś w sobie zmienić. Konstruktywna krytyka, bo o takiej mówię, jest bardzo cenna, i autor, który się jej nie boi, a nawet potrafi ją docenić, ma szansę zajść wysoko.

    Dlatego recenzenci nie dajcie się nagiąć, piszcie, co Wam serce dyktuje. Czytam Wasze opinie i cienię, więc chciałabym, żeby były wiarygodne. Dobrą opinią nie poprawicie jakości książki, nie stanie się ona przez to perełką polskiej literatury. Nie zapominajcie, że podpisujecie się pod swoimi recenzjami.

    Jest też druga strona medalu, nie wszystkim podoba się to samo. I mnie nie zawsze negatywne opinie zniechęcają, czasami muszę się sama przekonać, i zdarza się, że książka przez większość czytelników skrytykowana, mi przypadnie do gustu. Oprócz obiektywnych kryteriów oceny, są też te subiektywne i dla mnie mają one duże znaczenie. Czasami książka przywoła jakieś wspomnienie, odczucie, tylko mi znane i stanie się lekturą dla mnie bardzo ważną, podczas gdy dla kogoś innego jest zwykłym bublem literackim.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Korciu, wierzę że w blogosferze nie brakuje wiarygodnych recenzji. Sama też staram się takie pisać, nawet jeśli czasem źle się z tym czuję. Masz rację, że to czy książka jest dobra czy zła jest bardzo subiektywne. Wystarczy że ktoś nie znosi narracji pierwszoosobowej a pewnie z miejsca będzie to rzutowało na odbiór ksiażki. Dlatego zawsze staram się dokładnie napisać co sprawiło, że książka nie przypadła mi do gustu. I wcale się nie obrażam jeśli ktoś napisze, że mimo wszystko chce ją przeczytać ;-)

      Usuń
  15. Mogę się wypowiedzieć z obu punktów widzenia, gdyż piszę recenzje i piszę książki.
    Jestem pewna, że autorzy zaglądają na mój blog z recenzjami, wielu zostawia komentarze, ale jeszcze żaden nie opatrzył mnie (przynajmniej na blogu) żadnym epitetem. Głównie dlatego, że staram się uzasadniać swoje zdanie, pisać rzeczowo i w każdej książce znaleźć coś dobrego. Owszem, czasem jest trudno, stać mnie jednak na obiektywizm. Wiadomo też, że ilu czytelników, tyle gustów, to co mnie się podoba, innemu może nie przypaść do gustu i na odwrót. Szanuję to. Jestem też gotowa podjąć z autorem dyskusję o książce, dyskusję na poziomie, a nie obrzucanie się obelgami. Czytelnicy czasem stwierdzają, że książka jest nie dla nich, ale to dlatego, że nie odpowiada im tematyka albo, że właśnie dla nich, chociaż mnie się nie podobało. Staram się w miarę rzetelnie opowiedzieć o książce, stylu pisania, problematyce, sposobie pokazania fabuły i w tym jestem obiektywna, ale mam prawo powiedzieć, że mi się nie podobało, bo...

    Podobnie podchodzę do recenzji moich książek. Jeśli jest ona napisana konkretnie, mówi o książce, a nie o niebieskich migdałach, a recenzent nie uprawia krytykanctwa, to jestem w stanie zaakceptować opinię, niektóre uwagi są nawet konstruktywne i wiele uczą. Nie toleruję tylko krytyki bez konkretów i lania wody, do którego nie potrzebna jest nawet znajomość tekstu. Opinie "nie podoba mi się, bo to książka dla dzieci" zwyczajnie mnie bawią.
    W dyskusje z recenzentami nie wchodzę, bo to bez sensu, można sobie tyłów narobić. Jeśli jednak mam pytania, szukam autora recenzji prywatnie, takie rozmowy wiele dają, a nie czyta ich masa innych osób, co pozwala na autentyczną rozmowę, a nie udowadnianie, kto jest mądrzejszy recenzent, bo jest u siebie i ma czytelników, czy autor, bo to jego książka.
    Uwielbiam rozmowy z czytelnikami. Kilka sprowokowałam anonimowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moge sobie wyobrazić, jak fajne są takie rozmowy. :-) Również staram się uzasadnić co konkretnie mi się nie podoba, jednak zawsze może się zdarzyć osoba, która stwierdzi że są one bezpodstawne i w ogóle się nie znam ;-) Kiedyś też zostałam dość niemiło potraktowana po tym jak wysłałam autorowi prywatnego maila z uwagami. Do recenzji się one nie nadawały bo zdradzały zbyt wiele fabuły. Mimo to chciałam się nimi podzielić no i dostałam za swoje...

      Usuń
    2. Jeszcze jedno, uczciwie przyznaję że przyszły mi do głowy 4 recenzje z bloga, które doprawiłam pewną dawką ironii. Byłó mi łatwiej podejść do nich z przymrużeniem oka niż wypisywać całą listę rzeczy, które mi się nie spodobały...

      Usuń
  16. Ja stawiam relację z czytelnikami ponad te z wydawnictwami, księgarniami i autorami. Wychodzę z założenia, że to im bardziej zależy na kontakcie ze mną bo dla nich obecność w świadomości czytelników to zysk i pieniądze po prostu. Dlaczego my mamy dbać o dobre samopoczucie autorów kiepskich książek i czuć się odpowiedzialni za ich reklamę? Dobre książki obronią się same :)

    Jeśli ktoś uważa, że mam obowiązek się odwdzięczyć za niesamowitą łaskę przesłania mi książki wartej 30 zł w detalu to się grubo myli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci chyba mają zdrowsze podejście do tej sprawy ;-) Widać gryzie nas ta bardziej kobieca, emocjonalna strona bytu ;-) Niemniej od określenia kiepska książka się odgradzam. Ksiązka może mi się nie podobać ale dla kogoś innego może być całkiem fajna więc raczej unikam tego typu określeń ;-)

      Usuń
  17. Wypowiem się jako autor, któremu (o zgrozo) czasem zdarza się również recenzować książki innych polskich autorów, kiedy uważam, że książka mało popularnego autora jest świetna i zasługuje na nagłośnienie. Kiedy ktoś mnie prosi o zrecenzowanie książki, a wiem, że mogłaby mi się nie spodobać, dyplomatycznie odmawiam (zresztą nie mam na recenzowanie wiele czasu, robię to rzadko). Sama nigdy nie wdałam się z recenzentem w dyskusję na forum publicznym - raz zdarzyło mi się dokonać sążnistej wymiany maili prywatnie, ale były to maile w przyjaznym tonie, raczej na zasadzie dyskusji z niezbyt zadowolonym czytelnikiem niż z recenzentem (recenzja powstała po mailach, a nie przed).

    Uważam, że wdawanie się w polemiki jest z zasady poniżej godności autora - acz przyznam, że miałabym zgryz, co zrobić, gdyby ktoś mi napisał ekstremalnie negatywną recenzję, którą odebrałabym jako nie fair (np. byłoby ewidentnie widać, że recenzent nie zrozumiał tego, co przeczytał, albo doczytał książkę do połowy - to się zdarza, widziałam przykłady). Niestety powiedzmy to otwarcie: oprócz rzetelnych recenzentów blogowych i portalowych trafiają się też szkodniki, które same próbowały pisać, wychodziło im tak średnio albo wcale, więc teraz krytykują innych. Za zjechanie książki z czystej chęci powymądrzania się/szkodzenia powinien na recenzentów czekać jakiś osobny krąg piekła, gdzie zmuszeni będą czytać najbardziej kiepskie pozycje, jakie kiedykolwiek wydano ;)

    Wyważoną, niezbyt pozytywną recenzję przyjmuję z uśmiechem, zarzuty słuszne biorę sobie do serca, nie przejmuję się też specjalnie faktem, że gusta są różne. Jest bardzo duża różnica między krytyką rzetelną a jadowitą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się teraz skojarzyła pewna autorka, która również publikuje recenzje i kiedyś napisała, że wolałaby by te książek polskich autorów można było zaznaczyć jako prywatne, i by nie były widoczne dla innych. Mogę sobie wyobrazić że dla osób, takich jak Pani recenzowanie książek "kolegów po fachu" może być jeszcze trudniejsze niż dla mnie...
      Ja również nie przepadam za recenzjami książek, które nie zostały przeczytane do końca. Jeśli już, to traktuję je jako recenzję fragmentu a nie całości.

      Usuń
  18. Recenzuje sporo książek polskich autorów i jeśli mi się coś nie podoba w nich to o tym otwarcie piszę. Oczywiście moją intencją nie jest zmieszanie pisarza z błotem, po protu w swoich tekstach pisze o swoich odczuciach, więc nie cenzuruje ich względem sympatii jaką żywię do autora. Ale też nie lubię krytykować i narzekać. Polscy pisarze często zaglądają na blogi i czytają recenzje, więc zdarzyło mi się, że ktoś miał pretensje, że skrytykowałam jego książkę, ale zdarzyło się też tak, że rozmowa z pisarzem była na poziomie, mimo tego że jego dzieło nie przypadło mi do gustu. Jeśli chodzi o portal, z którym współpracuję na stałe, to mam ten komfort, że każda recenzja się ukaże, bez względu na to czy będzie pochlebna czy negatywna, więc uważam, że to co Ciebie spotkało było bardzo niefajne i nieprofesjonalne. Natomiast jeśli chodzi o znajomości z autorami to staram się takich nie zawiązywać. Nie udzielam się na ich blogach, nie wymieniam z nikim prywatnych maili właśnie, żeby uniknąć sytuacji, w której będę zmuszona skrytykować książkę osoby, z którą utrzymuje stały kontakt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie chcę rezygnować z kontaktu z autorami bo bywa naprawdę inspirujący. Gdy dochodzi do niemiłej sytuacji oczywiście przychodzi myśl by więcej tego nie robić ale chęć poznania autora zwykle szybko zwycięża ;-) Za jakiś czas napiszę małe podsumowanie naszej dyskusji ale mogę i tu już wspomnieć, że po moim poście zgłosił się do mnie przedstawiciel portalu i cała sprawa została w bardzo kulturalny sposób wyjaśniona. Co bardzo mnie cieszy :-)

      Usuń
  19. Witam,
    chciałbym w tej dyskusji dorzucić kilka swoich zdań ale nie jako bloger z dylematem - dostałem/łam od wydawnictwa/autora/autorki książkę do recenzji. Przeczytałem/łam i stwierdzam, że to w sumie gniot. Co robić?
    Pozwolę sobie wrazić opinię o recenzjach jako autor ze skromnym dorobkiem. Nazywam się Krzysztof Spadło i w zeszłym roku zadebiutowałem zbiorem opowiadań pt "Marzyciele i pokutnicy". Sam starałem się o to, aby zupełnie nieznane mi osoby prowadzące blogi o książkach, wraziły chęć przeczytania i zrecenzowania materiału. Osobiście zależało mi na jednym, tylko na tym, żeby te opinie były szczere, prawdziwe. Dobra i uzasadniona krytyka jest cennym bodźcem dla autora (tak uważam). Ja, jako autor mogę sobie wmawiać i karmić się przekonaniem jakiż to jestem świetny, że ja to potrafię tak jak nikt inny itd. To oczywiście bzdura. Mam dystans do własnej, że tak to wzniośle nazwę, twórczości. Osobiście nie słyszałem jeszcze o książce, która podobałby się wszystkim dookoła. Takie dzieło nie istnieje i śmiem twierdzić, że nigdy nie powstanie. Jestem pierwszym, który podpisałby się pod manifestem kierowanym do recenzentów, żeby byli w swoich opiniach obiektywni. Aby ich oceny były szczere, żeby pisali uczciwie o swoich wrażeniach. Który autor/ka jeśli nie jest zadufany w sobie przejdzie obojętnie obok, jeżeli kilka recenzji tej samej książki wskazuje te same niedociągnięcia? Myślę, że żaden. Każda opinia to dla autora/ki wyraźny sygnał. Dzięki słowom innych ludzi, którzy "skonsumowali" tekst i wypowiadają się w tej kwestii, twórca (teoretycznie) powinien dostrzec swoje niedociągnięcia. Jeżeli w 5 opiniach na 10 pojawia się stwierdzenie, że dialogi są kiepskie to jaki z tego wniosek? Że chyba jest coś z nimi nie tak. Przykłady można mnożyć i dzielić ale nie chodzi o to.
    Uważam, że podejście recenzentów i autorów powinno mieć jedno wspólne motto, to słowa które ponoć wypowiedział Walter Scott - "Na­wet
    naj­gor­sza praw­da jest lep­sza od naj­lep­sze­go kłam­stwa."
    Reasumując:
    Drodzy Blogerzy! Niech Moc będzie z Wami a Wasze recenzje rzetelne, obiektywne i co najważniejsze, prawdziwe!
    Pozdrawiam wszystkich
    Krzysztof Spadło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super podejście :) Ja sam trafiłem na Pana książkę dzięki rekomendacjom blogerów, zdobyłem, przeczytałem i sam zrecenzowałem. to przykład dobrej książki, która broni się sama :)

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za tą wypowiedź :-) Ja również zawalczyłam o Pana książkę zachęcona pozytywnymi recenzjami. Nawet jeśli gatunek, jakim Pan się zajmuje do moich ulubionych nie należy. Chocby z tego powodu nie wszystkie opowiadania tak samo przypadły mi do gustu choć książkę jako całość oceniłam bardzo pozytywnie. Ani ja ani nikt ze znanych mi recenzentów nie spotkał się z niemiłym odbiorem recenzji z Pana strony. Wręcz przeciwnie, pamiętam nasz wywiad i korespondencję. Jest Pan dla mnie dobrym przykładem na to, że kontakt z autorem nie musi oznaczać udręki. Za to może być bardzo interesujący i wartościowy. Właśnie z uwagi na takie kontakty jak z Panem nie chcę całkowicie odgradzać się od autorów :-)

      Usuń
  20. Mnie najbardziej spodobało się podsumowanie przedmówcy: dobra książka broni się sama. Rzadko czytam polskich autorów, zbyt wiele razy przejechałam się na rodzimej prozie, choć zdarzyło mi się przeczytać kilka naprawdę solidnie i dobrze napisanych książek. W przypadku negatywnej recenzji zdarzyło mi się, że autor próbował mi wytłumaczyć, dlaczego źle odebrałam jego powieść i jak powinnam ją zrozumieć, co chyba nie wymaga dodatkowego komentarza. Zdarzyli się niezadowoleni autorzy, ale również miłe maile od wdzięcznych pisarzy. Zawsze staram się pozostać wierna własnym odczuciom, porządnie uzasadniać negatywne recenzje, ale wdawanie się autora w polemikę z recenzentem uważam za dziecinne, każdy ma prawo do własnej opinii i trzeba po prostu to przyjąć "na klatę". I już.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, bardzo ładne podsumowanie :-) Ciesze się że mimo wszystko nadal od czasu do czasu piszesz również o polskich autorach :-)

      Usuń
  21. No to może ja zabiorę głos z pozycji autora. Przeglądam opinie na temat swoich książek, może niekoniecznie z wypiekami na twarzy, ale jednak. To chyba zrozumiałe, ponieważ chcę wiedzieć, jak odbierane jest moje pisanie. W końcu nie piszę dla siebie, tylko dla czytelników i ich zdanie jest dla mnie najważniejsze. Nie dyskutuję z recenzentami, chociaż nie zawsze się z nimi zgadzam. Ale moje uwagi dotyczyłyby raczej kwestii technicznych, czyli błędów, literówek, albo niezbyt zgrabnych zdań, o co często recenzenci mają pretensje do samych autorów. Myślę, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że za ostateczny wygląd tekstu odpowiedzialny jest redaktor, który najczęściej "wie lepiej", a nie autor. Każdemu z nas zdarza się, że znajduje nie swoje zdania już po ostatecznej korekcie i redakcji. Podobnie rzecz ma się z okładką. Autor z reguły nie ma tu nic do powiedzenia.
    Ale, jak zaznaczyłam na wstępie, to są sprawy techniczne i oczywiście nie wpływają aż tak bardzo na ostateczny kształt książki. Słabo napisana i tak nie będzie lepsza po wyeliminowaniu tych błędów. Co do opinii na temat moich książek, zupełnie się nie wtrącam i przyjmuję je takimi, jakie są. Jedne są entuzjastyczne, inne mniej pochlebne, jak to w życiu. Zdaję sobie sprawę, że nikt nie jest w stanie napisać tak, żeby się to spodobało każdemu czytelnikowi. Każdy z nas, bo sama też jestem przecież czytelniczką, ma inny gust, innych rzeczy szuka w wybieranych przez siebie lekturach. Dlatego podoba mi się motto na stronie jednej z moich ulubionych recenzentek, że "nie ma złych książek, są jedynie nietrafieni czytelnicy". Oczywiście, pozytywne opinie cieszą każdego autora, bo jesteśmy tylko ludźmi, ale te negatywne zmuszają do większej pracy nad sobą. Myślę jednak wyłącznie o opiniach, które dotyczą samej książki. O ile bowiem w większości spotykam się z kulturalnymi recenzentami, zdarzają się i ci mniej kulturalni, którym bardziej niż na napisaniu prawdziwej recenzji zależy na udowodnieniu światu, że są lepsi od recenzowanych przed siebie autorów. Przyznam, że tylko raz spotkałam się z wyjątkowo nieprzyjemną i zadufaną w sobie blogerką, której swoim pisaniem obrażałam intelekt i która ostatecznie zaliczyła mnie do tych polskich pisarek, które nie potrafią pisać i nie powinny tego robić. Robiła to z wyraźną przyjemnością przy radosnym aplauzie licznych gości na jej blogu, którzy cieszyli się, jak to "fajnie przywaliła autorce", a z których większość książki nawet nie czytała, ale byli owej pani wdzięczni za ostrzeżenie, bo "już wiedzą, że na pewno po to nie sięgną". Tego typu „opinie” blogerów czynią wiele szkody, ponieważ sporo czytelników sugeruje się jednak nimi przed sięgnięciem po konkretną książkę. Uważam, że każdy z czytelników powinien mieć możliwość wyrobienia sobie własnego zdania, a opinia ma być tylko po to, aby przybliżyć mu tematykę i ewentualnie powiedzieć o własnych odczuciach recenzenta. Dodanie na koniec „moim zdaniem jest to książka warta/nie warta polecenia” wyjaśni wszystko i będzie przynajmniej uczciwe. Bo jest to przecież subiektywna opinia konkretnej osoby. Nikt nikogo nie zmusza na siłę do pisania opinii na temat książki, która mu się nie podoba i po której recenzent spodziewał się czegoś zgoła innego, jak to było w tym przypadku. Opinia wyrażona na blogu powinna dotyczyć książki, a nie samego autora. Obrażanie go niczemu nie służy, jedynie wystawia nie najlepszą opinię osobie, która to pisze.
    Nie obawiajcie się, kochane blogerki, że urazicie autora niezbyt pochlebną recenzją jego książki :) Jeśli napiszecie to w sposób, który nie będzie go personalnie obrażał, to z pewnością będzie Wam wdzięczny. Bo my naprawdę chcemy doskonalić swój warsztat, a Wasze opinie nam w tym pomagają.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie
    Lucyna Olejniczak


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyła Pani sprawę, o której faktycznie sama nie wspomniałam. Pisałam o tym, jak recenzje blogerów czasem odbierane są przez autorów, nie wspomniałam jednak o niekoniecznie miłych zagrywkach niektórych blogerów. Bywają wśród nich osoby, które zdają się skupiać jedynie na wadach książek. Nie tylko tych faktycznie istniejących ale również bardziej "abstrakcyjnych" Niektórym wydaje się że takie blogi są najbardziej wiarygodne - zgodnie z logiką - ma dowagę tak dowalić autorce, znaczy nie pisze pod autora czy wydawnictwo. To bardzo niedobre zjawisko i każdy recenzent powinien podobnego tonu się wystrzegać.

      Usuń
    2. Cieszę się, że mamy podobne zdanie. Chciałabym tu wspomnieć o jeszcze innym, przykrym, a jednocześnie śmiesznym aspekcie opisanej przeze mnie sytuacji. Jedna z, sympatycznych skądinąd, blogerek tak się przejęła ostrą krytyką swojej poprzedniczki, że aż założyła specjalny wątek, w którym tłumaczyła się, dlaczego napisała pozytywną opinię tej samej książki i zastanawiała się, czy aby nie przestać pisać recenzje, bo pewnie nie potrafi tego robić... No, bo skoro tamta skrytykowała coś, co jej się spodobało, to pewnie książka jest do niczego, a ona się po prostu nie zna. Nie dajmy się zwariować. Każdy ma prawo do swojej własnej oceny, jednemu podoba się to, innemu zupełnie coś innego. Nikt nikomu nie ma prawa czegokolwiek narzucać. Ktoś, kto lubi czytać literaturę wysokich lotów powinien po taką sięgać i z pewnością nie będzie zawiedziony. Inny, który ma ochotę się po prostu odprężyć, czyta tę mniej "ambitną" i też powinien być zadowolony. Każdy czyta to, co lubi.

      Usuń
  22. Osobiście nie dostaje książek od polskich autorów, nie nawiązuje żadnych współpracy, bo chociaż miło jest porozmawiać z pisarzem to jednak wolę trzymać się na uboczu. Nie przeszkadza mi to, że ktoś może moje opinie odebrać osobiście. Przez całe życie spotykamy się z krytyką. A że sama kupuję książki bądź wypożyczam je z biblioteki to uznaje, że mam prawo do własnego zdania i mogę wyrazić konstruktywną krytykę. Czytelnicy, choć często nieliczni albo anonimowi ufają, że recenzent napisze całą prawdę, nie ukrywając niczego. I właśnie tak staram się robić.
    Nie powinno mieć dla blogerów znaczenia czy opinia spodoba się autorowi książki, bo musi się przecież liczyć, że nie będzie ona pozytywna. Każdy oczekuje od powieści czegoś innego i tego właśnie szuka. Trafiają się perełki jak i przyznajmy szczerze, gorsze treści. A autor zamiast ukrywać takie opinie powinien pomyśleć, co poprawić w następnej książce, aby wszyscy byli zadowoleni. Jednak mam wrażenie, że teraz pisarze starają się sprzedać jak najwięcej książek nieodpowiednią drogą. Jeżeli dany autor ma grupę oddanych czytelników, którzy kupują każdą jego książkę to oni nie będą patrzyli na jedną, negatywną opinię. A jeżeli autor oddaje swoją powieść do recenzji i nie otrzyma takiej jakiej oczekiwał, to nie powinien tego komentować. Każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii, wyrażenia konstruktywnej krytyki.

    OdpowiedzUsuń
  23. Jednym słowem recenzowanie autorów, którzy boją się obiektywizmu recenzentów to stres, który nie rekompensuje darmowa książka.
    Autorom tym brak pokory, ale to cecha większości z nas. Nie potrafią pojąć, że tylko i wyłącznie obiektywna ocena pozwala im się doskonalić w obranym "fachu", gdyż jak to od wieków wiadomo, nie od razu Kraków zbudowano.
    Dobrze, że nie recenzuję, gdyż poziom stresu, jaki jestem w stanie znieść zostałby przekroczony.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie napisałam post wyżej, że te niezbyt pochlebne, ale szczere i rzetelne opinie są najbardziej mobilizujące do działania. Przynajmniej dla mnie.

      Usuń
    2. Blogerzy recenzujący mogą się tylko cieszyć, gdy takie komentarze czytają i mieć nadzieję, że wszyscy autorzy też tak będą do tematu podchodzić.)

      Usuń
    3. Blogerzy się cieszą ;-) Przynajmniej ja się cieszę i po lekturze takich wypowiedzi naprawdę czuję się lepiej :-)

      Usuń
  24. Przepraszam za brak polskich liter. Osobiscie nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce. Taka krytyka jest bardzo pomocna i jestem za nia bardzo wdzieczna. Czego wiec nie lubie? Osobistych wycieczek, czesto pelnych jadu, maskujacych sie jako recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o tym też napisałam w swoim przydługim poście. Ale to zależy tylko i wyłącznie od kultury osobistej recenzenta.

      Usuń
  25. Alison, doskonale rozumiem, co masz na myśli... Po tym, jak jedna książka nie za bardzo przypadła mi do gustu i zostałam niezbyt sympatycznie potraktowana przez pewną pisarkę polską, a jej autorkę, bałam się, że inne tytuły napisane przez nią będę oceniać mało obiektywnie, jednak nie mam z tym problemu, czym zadziwiłam samą siebie niezmiernie :)
    Nie ma dla mnie różnicy, czy to polski, czy zagraniczny autor, książka to książka, jeżeli mi się nie podoba, to delikatnie, ale jednak, napiszę o tym, jeżeli pisarz jest "normalny" to otrzymam podziękowanie za konstruktywną krytykę. Uwielbiam nawiązywać kontakt z pisarzami, cieszę się bardzo, gdy proponują mi przeczytanie swojej książki jeszcze przed premierą, dowartościowuje mnie to, ale nie zobowiązuje do tego, by przymykać oko na cokolwiek. Bardzo lubię pytać o szczegóły, o to, skąd wziął się taki, a nie inny pomysł. Lubię ludzi i staram się być zawsze w porządku, czy to wobec czytelnika, czy blogera, wydawcy, czy pisarza. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Właśnie, powinniśmy wszyscy wobec siebie być życzliwi i mieć wzajemny szacunek do siebie:)

      Usuń
    2. Ja również lubię takie ludzkie podejście do autora. Możliwość poznania nie tylko jego twórczości ale i jego samego. :-)

      Usuń
  26. Kilkukrotnie miałam przyjemność recenzować powieści napisane i przesłane mi przez rodzimych autorów. Już w samej korespondencji zaznaczali Oni,że oczekują rzetelnej recenzji a nie lukrowej laurki. Takie podejście podziwiam i szanuję.
    W książkach staram się znaleźć jak najwięcej plusów ale nie ukrywam co mi się nie podoba.
    Pozdrawiam blogerów i autorów :)))) Połamania piór. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby jak najwięcej takich autorów było :)

      Usuń
    2. I to też się zauważa - gdy bloger faktycznie stara się dostrzec dobre strony książki, nawet jeśli nie przypadła mu do gustu. Osobiście bardzo to sobie cenię, dlatego też z przyjemnością do Ciebie zaglądam :-)

      Usuń
    3. Bardzo Ci dziękuję :)

      Usuń

  27. Prowadzę blog od trzech miesięcy, także doświadczenie mam marne w pisaniu opinii, bo recenzjami raczej bym tego jeszcze nie nazwała.
    Źródłem są dla mnie książki, które sama sobie kupię, wypożyczę lub pozyskam poprzez wymianę. Nie dostaję żadnych egzemplarzy do recenzji, i powiem szczerze, że po tym co tu przeczytałam nie wiem czy bym chciała narażać się na taki stres.
    Miałabym brać książkę do ręki i od pierwszych stron zamiast skupić swą uwagę na czytaniu, bić się z myślami " ojejku co ja napiszę, jeżeli nie spodoba mi się fabuła tej książki, jeżeli znajdę w nie jakieś mankamenty?"
    Powinniśmy wszyscy mieć w sobie, jak Natanna wyżej napisała choć odrobinę pokory. My blogerzy nie możemy zachowywać się jakbyśmy pozjadali wszystkie rozumy i byli przekonani, że nasza recenzja jest najlepsza i każdy będzie myślał w ten sam sposób. Przecież ilu jest ludzi, tyle jest gustów czytelniczych. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie i nie możemy komuś narzucać swojego poglądu. Nie możemy także obrażać autorów swoimi wypowiedziami.
    Z drugiej strony autorzy powinni nas zrozumieć, że nie możemy ich twórczości za każdym razem przedstawiać w samych superlatywach. Tym bardziej powinni się zastanowić, że coś jest nie tak, skoro kolejna recenzja na temat jakiejś książki przez nich napisanej jest niepozytywna. Powinni wyciągnąć z tego wnioski, a nie zaraz się obrażać.
    Przecież całe życie uczymy się na swoich i cudzych błędach. Może trzeba porozmawiać z takim recenzentem, przedyskutować pewne sprawy, a nie pisać obraźliwe e-maile, anonimowe komentarze lub urywać zupełnie kontakt z danym blogerem. Czy takie zachowanie jest w prawidłowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokora z obu stron na pewno się przydaje. Bo pewnie od czasu do czasu każdy się zapomina. Dobrze jednak, jeśli nawet po jakimś czasie przyjdzie moment opamiętania :-)

      Usuń
  28. Generalnie nie dziwię Ci się, że recenzowanie polskiej książki, jest pewnego rodzaju dylematem. Niemniej uważam, że konstruktywna krytyka nie powinna być postrzegana jako coś złego, może ona dać autorowi wskazówkę czego unikać w kolejnych lekturach. Jeśli ktoś na siłę szuka błędów, to rozumie, że można się zezłościć, ale w końcu mamy wolność słowa, a i tak Twoje recenzje zawierają moim zdaniem jeśli już, to konstruktywną krytykę. Na miejscu autora wolałabym znać prawdę, niż czytać pozytywne opinie żyjąc w niewiedzy, że czytelnicy mają poczucie najgorzej wydanych 2 dych, ale wiadomo ilu ludzi tyle opinii i osobowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie też wolałabym znać uczciwą opinię niż czytać laurki. No chyba że laurki byłyby uzasadnione ;-)

      Usuń
  29. Jestem fanką rodzimej literatury i to właśnie o niej najczęściej piszę na swoim blogu. Powiem szczerze, że raz byłam zmuszona skrytykować debiut pewnego młodego pisarza i do dziś zastanawiam się, czy nie zrobiłam mu wielkiej przykrości. Nie miałam wyjścia, książka jest naprawdę kiepska i trudno było znaleźć choć kilka plusów. Zaznaczyłam, że to moje subiektywne odczucia, z którymi nie wszyscy muszą się zgadzać. Nigdy nie piszę pod swoją opinią tekstów typu "nie sięgajcie po tę książkę". Nawet gdybym była doświadczonym krytykiem, nie pozwoliłabym sobie na taki gest. Wiadomo, że gusta są różne i to, co ja uznaję za dobrą literaturę, ktoś innym może ostro skrytykować.
    Bardzo się cieszę, że pisząc o książkach polskich autorów, mogę liczyć na komentarz z ich strony, dialog i spotkanie w cztery oczy. To daje mi ogromną satysfakcję. Mogę podziękować za wspaniałą lekturę, podyskutować, rozwiać swoje wątpliwości... Nie mam doświadczenia w recenzowaniu książek otrzymanych bezpośrednio od autora (właśnie czytam pierwszy taki egzemplarz), ale mogę powiedzieć, że nie odczuwam jakiejś presji, że muszę się odwdzięczyć pozytywną opinią. Książka ma prawo mi się nie podobać. Jeśli już krytykuję robię to szczerze i staram się wytłumaczyć z takiej właśnie opinii.
    Do tej pory mam tylko miłe i ciepłe doświadczenia. Autorzy znajduję recenzje i zaznaczają swój ślad, co jest dla mnie wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że tak jak do tej pory będę mieć kontakt ze wspaniałą rodzimą literaturą. Nasi autorzy górą!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się że lubisz sięgać po naszych autorów, bo faktycznie nie brakuje wartościowych książek na naszym rynku. I mam nadzieję że wszystkie doświadczenia z autorami, jakie jeszcze Cię czekają będą równie miłe :-)

      Usuń
  30. To teraz ja. Jestem autorką, a z wykształcenia analitykiem marketingowym. Dlatego analizuję/ śledzę w necie wszystko co o mnie piszą. Mam ustawiony google alert, który mi wysyła każdą wzmiankę o mnie i o moich książkach na bieżąco. Ostatnio mam dobrą passę, bo negatywnych recenzji mam niewiele, ale przy debiucie (Milaczek) zdarzało mi się pół nocy przepłakać. Teraz jestem nieco mądrzejsza, odsiewam ze swojej głowy recenzje negatywne typu "beznadziejna książka, szkoda na nią było papieru" od konstruktywnej, rzeczowej krytyki. Wiem, że moje książki mają wielu fanów, ale też wiem, że są tacy, którym kompletnie nie podchodzą. Taki lajf. Ale to tak, jak ja nie czytuję fantastyki, to z założenia do każdej książki tego typu podchodziłabym z dystansem. Podsumowując - rzeczowa krytyka ok. I powinno się krytykować książkę, nie autora. A nie, jak mi ktoś napisał po Milaczku "Jakim cudem autorka zrobiła maturę":)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Uwielbiam" recenzję w stylu - czy ona ma w ogóle maturę... Takie osobiste podjazdy są bardzo niemiłe i przykre, nie tylko dla samego autora ale i osób czytających...

      Usuń
  31. Acha i jak już wiecie recenzenci - czytam wszystkie recenzje. Nie zawsze komentuję, bo nie chcę właśnie, by ktoś posądził recenzenta o to, że napisał dobrą recenzję tylko dlatego, że autorka zagląda na bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem, czemu wstrzymuje się Pani od komentarzy pod recenzją choć z drugiej strony szkoda, bo to często duże wyróżnienie dla blogera. Jest jednak tak jak Pani pisze. Gdy otwarcie podziękuje autor, zawsze znajdzie się ktoś, kto zarzuci, że recenzja była pisana pod niego...

      Usuń
    2. Dla mnie to zawsze wielka radość i wyróżnienie, gdy autor opiniowanej przeze mnie książki napisze pod nią kilka słów :)

      Usuń
  32. Pozwolę sobie powtórzyć mniej więcej to, co napisałam w komentarzu na fb. Że krytyka boli, ale jest potrzebna, żeby wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski. Często autorzy porównują napisane książki do swoich dzieci i myślę, że chyba coś w tym jest. Lubimy, jak je ludzie chwalą, ale z kolei jeśli nasze ukochane dzieciaczki coś zbroją, wolelibyśmy o tym wiedzieć. Mimo że to może zaboleć. :)
    Poza tym zgadzam się z powyższymi wypowiedziami, krytyka powinna być spokojna i rzeczowa. Podczas kulturalnego wyrażania opinii przez równie kulturalnych ludzi nikt się nie obrazi, nawet jeśli opinie są niezbyt przyjemne.
    Uważam też za niestosowne wyrażania opinii w imieniu wszystkich czytelników, stwierdzając ogólnie i autorytatywnie, że książka jest zła, czy też dobra. Warto podkreślić, że czytelnik wypowiada się tylko w swoim imieniu, a wtedy ma prawo do wszelkich opinii - to są tylko jego wrażenia czytelnicze i ma święte prawo je wyrazić.
    A jeśli chodzi o dyskusje autorów z recenzentami, owszem zdarza mi się czasem pod recenzjami zabrać głos, ale tylko dziękując za recenzję. Jeden raz tylko zdarzyło mi się wysłać maila do kogoś, kto napisał, że ma dość książek z domkiem w bluszczu na okładce. Spytałam tylko dlaczego ma dość? Tylko po to, żeby się dowiedzieć, co zepsułam w moim Bluszczu, biorąc jak się okazało niepotrzebnie tę uwagę do siebie. ;) Wywiązała się z tego bardzo sympatyczna (niepubliczna) rozmowa, i została zawarta nie mniej miła znajomość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się spodobała ta historia z bluszczem. Czasem faktycznie można nadinterpretować coś, co recenzent napisze. I bardzo fajnie jeśli druga osoba będzie gotowa, by o tym rzeczowo i kulturalnie porozmawiać :-)

      Usuń
  33. Będąc młodym autorem, zarazem nie będąc recenzentem się wypowiem ;).

    IMO dobra recenzja składa się z dwóch elementów, oceny warsztatu autora i oceny klimatu książki.

    Pierwszy element z pozoru wydaje się prosty, bo IMO polega na zbadaniu wewnętrznej logiki książki. Czy bohaterowie są wiarygodni, ich zachowania wydają się uzasadnione, otoczenie reaguje w sposób wiarygodny itd. Pisuję coś w rodzaju kryminałów, więc nie mogę dopuścić do sytuacji, w której zachowanie lub wiedza bohaterów wynikają z niczego. Jako autor muszę umieć stworzyć wiarygodne postacie.

    Drugi element to klimat książki - to, niestety, jest mocno subiektywne i dlatego może być źródłem ewentualnych konfliktów. Pisząc w skrócie - nie wyobrażam sobie, by moją książkę recenzował ktoś, kto nie lubi kryminałów lub/i epoki w jakiej je osadziłem. Taka recenzja siłą rzeczy nie będzie dobra, nawet jeśli pozytywna.

    Jest jeszcze trzeci element :). Tak samo, jak nie każdy autor jest dobrym autorem, tak i nie każdy recenzent jest dobrym recenzentem. Jestem więc w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której dobry autor się wykłóca z kiepskim recenzentem. Ale to zupełnie na marginesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, tak jak bywają autorzy lepsi i gorsi, tak i z recenzentami bywa różnie. :-) Wbrew pozorom pisanie rzetelnych recenzji wcale nie jest takie łatwe. Mnie również czasem kompletnie nie wychodzi, choć bardzo się staram. Robię jednak co w mojej mocy, by były uczciwe, nawet jeśli nie idealne ;-)

      Usuń
  34. Ja się mogę wypowiedzieć z punktu widzenia autora: jeśli chcę, by recenzent zrecenzował moją książkę, liczę się z tym, że niekoniecznie musi ona być super, ekstra, ach i och. Są różne gusta, różne upodobania i jak dotąd spotykałam się z przeróżnymi opiniami. Wychodzę z założenia, że skoro mam odwagę pisać i publikować, muszę mieć też odwagę przyjmować zarówno pochwalne peany, jak i krytykę, z wysoko podniesionym czołem, acz w miarę pokornie :)

    Pozdrawiam Autorkę bloga oraz wszystkich recenzentów :)

    OdpowiedzUsuń
  35. właśnie stwierdziłam,że musze opisac to co przydarzyło mi sie w ciagu kilku ostatnich lat. Usiadłam na chwilke i nie wiadomo kiedy napisało mi sie 5 stron tekstu. Czy mogłabym go przesłac do przeanalizowania? a to dopiero malutki wstep do prawdziwego wstepu .... szukam sprawiedliwej oceny, porady,itp... kontakt skren@gazeta.pl

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...