09.10.2018

"Lunchbox na każdy dzień. Przepisy inspirowane japońskim bento" Malwina Bareła




Autor: Malwina Bareła
Wydawnictwo: Znak Horyzont
data wydania: 17 września 2018
ISBN: 9788324054589
liczba stron: 320




Lunch to najczęściej posiłek mało doceniany i zupełnie pozbawiony kreatywności. Szybko zjadany w kantynie, odgrzewany w mikrofalówce (resztki z poprzedniego dnia) lub składający się z kilku kanapek - niezmiennie takich samych. Oczywiście można by pokusić się o przygotowanie czegoś apetycznego i zdrowego, jednak większość z nas wykręca się brakiem czasu, zmęczeniem i brakiem pomysłów. Tymczasem Malwina Bareła, autorka książki "Lunchbox na każdy dzień. Przepisy inspirowane japońskim bento" oraz bloga Filozofia smaku przekonuje, że lunch może być naprawdę smakowity, łatwy do przygotowania, a do tego bardzo efektowny. A to wszystko w duchu japońskiej tradycji...

Autorka jest wielbicielką bento, posiłku wywodzącego się z Japonii, serwowanego w niewielkich pudełkach. Zazwyczaj składa się on z porcji ryżu lub makaronu, mięsa lub ryby, a do tego warzyw i owoców. Całość prezentuje się tak apetycznie, że już widok samej okładki książki skutecznie zachęca nas do wypróbowania kilku przepisów. Zanim jednak do nich dotrzemy, przyjdzie nam dowiedzieć się nieco więcej na temat samego bento. Malwina Bareła wspomniała chyba o wszystkim, co powinien wiedzieć ktoś, kto pragnie zacząć swoją przygodę z własnoręcznie przygotowanymi lunchboxami. I tak dowiemy się jak dobrze wybrać pudełko do bento i na co zwracać uwagę, by długo nam służyło, odkryjemy masę sympatycznych akcesoriów do pudełek, które może i nie są niezbędne, ale świetnie się prezentują i trudno im się oprzeć, dowiemy się jak planować posiłki, jak często i gdzie kupować produkty potrzebne do ich sporządzenia, a nawet jak kreatywnie wykorzystać resztki. Bardzo interesujące są również informację na temat właściwego przechowywania posiłków, czy też rekomendacje, z czym najlepiej łączyć makaron, ryż czy kaszę.

W dalszej części pojawiły się przepisy podstawowe, które przydadzą się w najróżniejszych wersjach bento. Co prawda dressing czy przyprawy można też po prostu kupić w sklepie, jednak autorka książki przekonuje, że lepiej, zdrowiej i taniej przygotowywać je własnoręcznie. Po przepisach podstawowych przechodzimy do tego, co czytelników interesuje najbardziej, czyli całej masy smakowitych przepisów na lanchboxy. Wszystko to z podziałem na cztery pory roku, tak aby maksymalnie wykorzystać to, co w danej chwili oferuje nam natura. Podziału nie musimy jednak kurczowo się trzymać, wiele produktów da się przecież zamrozić i wykorzystać wtedy, gdy ma się na nie ochotę. 

Każda pora roku w książce rozpoczyna się małym wprowadzeniem, w którym znajdziemy informację na temat najważniejszych sezonowych produktów, tego, co warto mrozić, kisić czy zamykać w słoikach. 


Przepisy na bento prezentują się fantastycznie. Z jednej strony sam przepis, informacja o stopniu trudności przygotowania, czy jego czasie, a także, co bardzo przydatne w przypadku lunchboxów, informacja, jak długo dane danie można przechowywać. Po drugiej stronie mamy zaś fantastyczne zdjęcie prezentujące gotowe danie. Przeglądając książkę wprost nie można nasycić się ich widokiem. Wyobraźcie sobie też minę Waszych znajomych, gdy zobaczą u Was podobne cudeńko.

"Lunchbox na każdy dzień. Przepisy inspirowane japońskim bento" to przepięknie wydana, bardzo inspirująca i dogłębnie przemyślana książka. Jestem pod dużym wrażeniem jej przystępnego języka. Czytając ją nawet osoba, która zawsze unikała kuchni zaczyna wierzyć, że gotowanie może być nie tylko proste, ale i przyjemne. Bento to znakomity pomysł na fantazyjne, apetyczne i zdrowe posiłki. Gorąco zachęcam do zapoznania się z książką, a także do eksperymentów w kuchni.

03.10.2018

"Burka w Nepalu nazywa się sari" Edyta Stępczak





Autor: Edyta Stępczak
Wydawnictwo: Znak Literanova
data wydania: 3 września 2018
ISBN: 9788324048076
liczba stron: 384




Nepal to miejsce, które wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z zapierającymi dech w piersiach widokami. Tam wszystko wydaje się być kolorowe i radosne jak sari, jeden z tradycyjnych strojów kobiecych. Ludzie są uśmiechnięci i serdeczni, chętnie przyjmują gości i dzielą się wszystkim, co posiadają. Niełatwo jest więc pogodzić się z rzeczywistością, jaką roztacza przed nami Edyta Stępczak. Jej Nepal to miejsce nieustannego ucisku kobiet, to miejsce, gdzie narodziny kobiety interpretowane są jako przekleństwo...

Edyta Stępczak spędziła w Nepalu ponad pięć lat. W tym czasie zdołała poznać ten kraj o wiele lepiej, niż przeciętny turysta, otumaniony piękną, ale złudną otoczką szczęścia i radości. Na jej drodze stanęło wiele przeszkód. Nepalczycy skutecznie chowają swoje tajemnice, wiele drzwi pozostaje na długo zamkniętych. Na szczęście nie zabrakło osób, które wspomagały ją w dążeniach do odkrycia całej prawdy. Nepal, jaki poznała, budzi grozę i pewną dozę niedowierzania. Czy to możliwe, żeby w dzisiejszych czasach, w tak malowniczym kraju dochodziło do takich niegodziwości i praktycznie mało kto o nich wiedział?

Powiedzieć, że kobieta w Nepalu to człowiek drugiej kategorii to chyba za mało. Nierzadko traktowana jest ona jak przedmiot, z którym można zrobić wszystko, nawet zniszczyć. Poniżanie, wyzywanie, groźby odebrania dzieci czy porzucenia to tylko kilka przykładów psychicznego upodlenia. Niestety to nie wszystko, bo nadal dochodzi tu do licznych przypadków pobicia, okaleczania, morderstw poprzez oblanie kwasem, czy też palenia żywcem. Trudno to wszystko pojąć, aż strach pomyśleć, co musi dziać się w głowie kobiety, która narażona jest na tyle niebezpieczeństw. Paradoksalnie kobiety same w pewnym sensie nakręcają tę machinę cierpienia. Gdy tylko udaje im się wywalczyć nieco lepszą pozycję, momentalnie zapominają jak podle się czuły i stają się kolejnymi oprawcami. Edyta Stępczak zadbała o to, by czytelnik zrozumiał, jak złożony jest problem uciskanych kobiet, na jak wielu poziomach doświadczają one niegodziwości, jak trudno jest wydostać się z błędnego koła. Bo i cóż z tego, że teoretycznie można uwolnić się od męża tyrana, skoro odchodząc traci się wsparcie rodziny, naraża na wiele nowych niebezpieczeństw, nierzadko ląduje na ulicy? Autorka książki uświadamia nam też, jak trudno jest zrozumieć tamtejsze problemy, żyjąc w kraju, w którym nie trzeba nieustannie obawiać się o swoje życie. Jednym z przykładów może być dość dobrze znana adopcja na odległość. Proceder jest bardzo dobrze znany, wiele osób wierzy, że w ten sposób robi coś dobrego. Tymczasem nie brakuje osób, które zarabiają na naszej krótkowzroczności. I tak adopcja może przyczyniać się do procederu... handlu dziećmi.

Lektura książki "Burka w Nepalu nazywa się sari" naprawdę daje do myślenia i bardzo przygnębia. Długo ma się wrażenie, że sytuacja nepalskich kobiet jest całkowicie beznadziejna. Na szczęście końcówka książki to małe światełko w tunelu. Autorka opowiada o ludziach, którzy walczą o zmiany, próbują pomóc tym, którzy najbardziej tego potrzebują. Ich działalność napotyka na wiele przeszkód, nierzadko muszą działać w ukryciu, zmieniać swoje siedziby. Na szczęście nie przestają w próbach, i choć na wymierne efekty trzeba czekać, rewolucja już się rozpoczęła.

Nie ulega wątpliwości, że Edyta Stępczak dogłębnie poznała problem nepalskich kobiet i zdołała pokazać nam jego złożoność i powszechność. Pokazała też, jak trudno jest pomóc uciskanym i sprawić, by uwierzyły, że można żyć inaczej. Trochę szkoda, że tak mało zostało powiedziane o pomocy z zewnątrz, tej skutecznej i sensownej. Bo po lekturze książki bardzo chciałoby się coś zrobić, jakoś wesprzeć raczkujące zmiany. Być może jednak to temat zbyt obszerny na jedną książkę. W każdym bądź razie "Burka w Nepalu nazywa się sari" to książka ważna i potrzebna, dlatego też polecam ją Waszej uwadze.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...