14.06.2018

Kapitan Nauka: Poznaję Liczby

Wydawnictwo: Edgard
Seria: Kapitan Nauka
ISBN: 978-83-6588-464-0
Data wydania: luty 2018



Dzieci w wieku przedszkolnym ... bardzo lubią się uczyć i poznawać świat, o ile tylko sprawimy, że te zajęcia będą kojarzone z zabawą, a nie przykrym obowiązkiem. Kapitan Nauka to seria, która oferuje nam szereg atrakcyjnych wizualnie i skutecznych pomocy naukowych. Jednym z nich jest zestaw Kapitan Nauka: Poznaję Liczby, dzięki któremu dzieci nie tylko poznają cyferki, ale i uczą się dokonywać pierwszych obliczeń.

Zestaw składa się z 35 kolorowych kart i książeczki z zadaniami. Na kartach znajdziemy liczby od 1 do 10, a także realistyczne fotografie, pozwalające wprowadzić dziecko w fascynujący świat matematyki. Na początku pomagamy dziecku liczyć przedmioty przedstawione na kartach i dopasowywać je do właściwych cyfr. Z czasem możemy pokusić się nawet o wykonanie prostych obliczeń: w zestawie nie zabrakło bowiem takich znaków jak "+", "-" "=" czy też "<". 

Jeżeli brak nam inwencji twórczej i nie za bardzo wiemy, jak moglibyśmy wykorzystać karty, warto sięgnąć po dołączoną do zestawu książeczkę, w której znajdziecie szereg propozycji zabaw z maluchami, w których można wykorzystać karty. Co wyjątkowo fajne, przy każdej zabawie oznaczono poziom jej trudności. Jeżeli więc któraś sprawia maluchowi trudność, można obniżyć poprzeczkę i poczekać, aż dziecko poczuje się pewniej. W książeczce znajdziecie również szereg dodatkowych ćwiczeń, łamigłówek i zakreślanek, jednym słowem wszystko, co może być przydatne w procesie nauki liczenia. 

Jak już wspomniałam, na kartach znalazły się realistyczne obrazki. Wiele z nich, choćby książki, liście, orzechy, dziecko zna z najbliższego otoczenia. Zestaw tradycyjnie umieszczono w bardzo solidnym i poręcznym pudełku, nic więc nie stoi na przeszkodzie, by naukę liczenia przenieść na łono natury - to jeden ze sposobów, dzięki którym będzie jeszcze bardziej atrakcyjna i skuteczna. 

Kapitan Nauka: Poznaję Liczby to bardzo wszechstronny zestaw, dzięki któremu maluchy nie tylko oswajają się z pojęciem cyfry, ale również uczą się wykonywać piewsze obliczenia. Staranna i solidna oprawa pozwala korzystać z zestawu nie tylko w domu, ale również w podróży, czy też na łonie natury. Na pierwsze efekty nie trzeba długo czytać, a wiadomo, że to również bardzo motywuje do dalszej pracy. Waszej uwadze polecam również zestaw do nauki literek Kapitan Nauka. Poznaję Litery. Warto.

12.06.2018

"Pod szkarłatnym niebem" Mark Sullivan




Autor: Mark Sullivan
Tłumaczenie: Anna Klingofer-Szostakowska
Wydawnictwo: Edipresse Książki
tytuł oryginału: Beneath a Scarlet Sky
data wydania: 4 kwietnia 2018
ISBN: 9788381175326
liczba stron: 490



Najbardziej niesamowite historie pisze samo życie. Każdy z nas z pewnością zetknął się już z wieloma poruszającymi historiami niezwykłych ludzi. To, co zdołali w życiu osiągnąć, inspiruje nas i motywuje do działań, więc naprawdę szkoda, gdy jeden z tych niesamowitych ludzi, pomimo swoich niewiarygodnych dokonań, popada w niemal całkowite zapomnienie. Całe szczęście, że Mark Sullivan odkrył historię jednego z takich zapomnianych bohaterów i oparł na niej niezwykle fascynującą powieść. Powieść, która zdobywa listy bestsellerów, ale co ważniejsze, również serca czytelników.

Pino Lella jest całkiem zwyczajnym, włoskim nastolatkiem. Pragnie wieść beztroskie życie, kochać i być kochanym. Niestety wojna przekreśla jego plany. Aktywna pomoc Żydom, uciekającym przez Alpy, utwierdza go w przekonaniu, że jego przeznaczeniem jest walka z nazistami. Tym trudniej jest mu zaakceprować fakt, że jego rodzina oczekuje, by przyłączył się do niemieckiej armii. Los okazuje się być bardzo przewrotny. Gdy Pino zostaje ranny, przypadkowo zwraca na siebie uwagę generała Hansa Leyersa, jednego z najbardziej tajemniczych i potężnych dowódców Trzeciej Rzeszy. Staje się jego osobistym kierowcą, jednocześnie rozpoczynając działalność szpiegowską. Podwójne życie jest szalenie wymagające i być może przerosłoby zwykłego, włoskiego chłopca, gdyby nie uczucie do czarującej wdowy, Anny...

Powieść "Pod szkarłatnym niebem" oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Wszystkie osoby pojawiające się w książce żyły naprawdę. Powieść wzbogacono jedynie o szereg bardziej osobistych zdarzeń czy dialogów, niezbędnych by stworzyć sensowną całość. Czytając trudno jednak uwierzyć, że jakby nie spojrzeć zupełnie przeciętny nastolatek, mógł mieć swój udział w tylu niesamowitych i wstrząsających wydarzeniach. Początkowo Pino jest zupełnym przeciętniakiem, któremu trudno choćby zyskać przychylność jakiejkolwiek dziewczyny. Z czasem poznaje dramatyczną sytuację Żydów i dla wielu z nich staje się furtką do lepszego życia. Przeprowadzanie przez Alpy ludzi, którzy nigdy nie mieli do czynienia z górami, to bardzo karkołomne zadanie. Do tego trzeba nieustannie uważać, by nie wpaść w zasadzkę zastawioną przez nazistów lub przestępców pragnących w jakiś sposób zarobić na wojnie. To doświadczenie kształtuje zupełnie nowego młodzieńca, który z dnia na dzień staje przed kolejnym, zdecydowanie gorszym wyzwaniem. Rodzina zmusza go do przystąpienia do niemieckiego wojska. Ma więc zasilać szeregi ludzi, którymi gardzi z całego serca. I choć rodzinie zależy tylko na tym, by uchronić go od śmierci, życie wbrew przekonaniom, pogardliwe spojrzenia dawnych przyjaciół, słowo "zdrajca" to rzeczy, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego. Trudno powiedzieć, czy Pino byłby w stanie dłużej unieść taki ciężar, gdyby nie pojawiła się dla niego szansa na działalność szpiegowską, wspierającą to, w co sam wierzy. Jednak będąc kierowcą Hansa Leyersa nie tylko nieustannie naraża życie, ale również dla wielu bliskich mu osób staje się jednym z wrogów, osobą, która wyparła się własnego narodu. Trudno jest sobie wyobrazić obciążenie, z jakim żyje. Towarzysząc potężnemu generałowi staje się świadkiem wielu strasznych wydarzeń, okrucieństwa i bestialstwa. Z całego serca nienawidzi człowieka, dla którego pracuje, jednak wie, że zabijając go zamknąłby sobie drogę, by ratować wielu innych ludzi. Musi więc trwać na stanowisku i zachowywać się tak, jakby to, czego doświadcza, nie robiło na nim najmniejszego wrażenia. W historię wpleciono również wątek romantyczny - związek Pina ze służącą kochanki generała. Dla młodego mężczyzny do malutkie światełko w tunelu, coś dzięki czemu utwierdza się w przekonaniu, że istnieje jeszcze coś dla czego warto aż tak się poświęcać i ryzykować. 

Książka "Pod szkarłatnym niebem" opisuje niewiarygodną historię, nic więc dziwnego, że tak wstrząsa i porusza. Trudno ogarnąć umysłem obciążenie psychiczne, z jakim musi żyć jeden, zwykły chłopak. Nie sposób zrozumieć, co musi dziać się w jego sercu, gdy widzi wszystkie niegodziwości wojny: dzieci wywożone do obozów śmierci, ludzi pozbawianych wszelkich środków do życia, zmuszanych do ponadludzkiej pracy, okrutnych nazistów, którzy potrafią pozbawiać życia i sprawiają wrażenie, jak gdyby było to zupełnie naturalne zachowanie. Czytając książkę nie sposób nie zwrócić uwagę również na inną, bardzo intrygującą postać, a mianowicie generała Hansa Leyersa. Od bliskiego współpracownika Hitlera można by oczekiwać dużej bezwzględności i całkowitego oddania sprawie, Leyers zachowuje się jednak co najmniej dwuznacznie. Z jednej strony potrafi zachowywać się bezwzględnie i bezdusznie, zdarzają się jednak również sytuacje, w których można by go podejrzewać o sprzyjanie wrogom nazistów. W którymś z dialogów sam nawet podkreśla dwuznaczność swojego położenia. Wie, że w niektórych zakątkach świata postrzegany jest jako zbrodniarz, dla innych jest jednak bohaterem i wzorem do naśladowania. Zło i dobro zdaje się być niesamowicie względne, w zależności od punktu widzenia... 

Powieść Marka Sullivana napisana jest prostym, mało wyrafinowanym językiem, jednak sama fabuła rekompensuje wszelkie niedociągnięcia. Historia Pino porusza i wstrząsa do głębi, sprawia, że powieść czyta się szybko i trudno przestać o niej myśleć. Dodatkowym plusem jest fakt, że akcja rozgrywa się we Włoszech, kraju, o którym wiemy stosunkowo niewiele w kontekście wojny. "Pod szkarłatnym niebem" to historia, którą warto poznać i przeżyć po swojemu. Opowieść tak niewiarygodna, a przy tym w dużej mierze prawdziwa. To zdecydowanie jedna z bardziej interesujących pozycji, wydanych w tym roku, dlatego też polecam ją Waszej uwadze.

08.06.2018

Kapitan Nauka: Na tropie angielskich słówek




Redakcja: Hubert Bobrowski, Renata Kicka
Wydawnictwo: Edgard
Seria: Kapitan Nauka
Ilustracje: Kamila Kozłowska, Agata Kopff, Daria Bidzińska, Katarzyna Urbaniak, Katarzyna Fus, Paulina Wyrt, Maciej Łazowski, Tomasz Kowal Katarzyna Kołodziej, Robert Romanowicz, Marcin Minor
ISBN: 978-83-6588-422-0
Liczba stron: 24




Na naukę języków obcych nigdy nie jest za wcześnie. Już bardzo małe dzieci są w stanie zapamiętać wiele słówek i zwrotów, o ile ich nauka będzie kojarzyć się z dobrą zabawą. W ofercie wydawnictwa Edgard pojawiła się rewelacyjna książka dla dzieci, właśnie do nauki języka angielskiego. Pomysł na nią był bardzo prosty, ale i skuteczny. Bardzo ładne wydanie sprawiło, że wiele dzieci zaczęło regularnie zaglądać do książeczki. Nic więc dziwnego, że wkrótce otrzymała ona pierwsze wyróżnienia i nagrody.

Książka "Kapitan Nauka: Na tropie angielskich słówek" liczy sobie 11 wielkoformatowych ilustracji, stworzonych przez znakomitych polskich ilustratorów. Każdy obrazek to nowa przygoda i wyzwanie polegająca nie tylko na nauce słówek i zwrotów, ale również na odnajdywaniu licznych szczegółów. To zadanie lubiane przez większość dzieci i często wykorzystywane w książeczkach dla najmłodszych. Tutaj korzyść jest podwójna, bo nie tylko bawimy się w poszukiwanie detali, ale i poszerzamy słownictwo malucha.




Bardzo dobrym pomysłem było zaproszenie do współtworzenia tak wielu utalentowanych ilustratorów. Dzięki nim każdy obrazek ma zupełnie inny styl. Nawet jeśli któryś nie przypadnie dziecku do gustu, do dyspozycji mamy wiele innych. Na kolejnych planszach wybierzemy się w podróż pirackim statkiem, przyjrzymy zajęciom typowym dla różnych pór roku, zajrzymy do zoo, czy też pracowni malarskiej. Na każdej stronie znajdziemy szereg słówek po angielsku, wraz z polskim tłumaczeniem. Jeżeli sami nie jesteśmy pewni, czy potrafimy prawidłowo wymówić poszczególne słowa, możemy skorzystać z gotowych nagrań, które można ściągnąć ze strony internetowej serii Kapitan Nauka (TUTAJ).

Z książki mogą korzystać zarówno bardzo małe dzieci, jak również te nieco starsze. Maluchy mogą uczyć się z nią mówić, starsze rodzeństwo poznawać język angielski. Trwałe, twarde strony dają nam spore szanse na to, że książka będzie nam służyć przez ładnych parę lat. 

Książka "Kapitan Nauka: Na tropie angielskich słówek" to kolejny strzał w dziesiątkę. Pięknie wydana książka ani trochę nie kojarzy się ze żmudną nauką, dzieci chętnie po nią sięgają, analizują obrazki i utrwalają słówka i zwroty. Co prawda ta pozycja skierowana jest dla dzieci od 3 roku życia, jestem jednak zdania, że równie dobrze sprawdzi się i u mniejszych dzieci, które dopiero uczą się mówić. Polecam.

05.06.2018

"Ostatni kucharz chiński" Nicole Mones



Autor: Nicole Mones
Tłumaczenie: Elżbieta Kowalewska
Wydawnictwo: Świat Książki
tytuł oryginału: The last chinese chef
data wydania: sierpień 2012
ISBN: 978-83-7799-437-5
liczba stron: 304









Podróżowanie to zdecydowanie najbardziej ciekawy i najprzyjemniejszy sposób na poznawanie otaczającego nas świata. Jedni stawiają na zorganizowane wycieczki, odwiedzają wszystkie najważniejsze atrakcje turystyczne, inni wolą podróże spontaniczne i mało odwiedzane zakątki. Poznajemy nie tylko oglądając, ale również ... jedząc. Nad morzem chętnie sięgamy po dania rybne, wizyta w Zakopanem zwykle kończy się zakupem oscypka. "Ostatniego kucharza chińskiego" też można potraktować jako wyjątkową, kulinarną podróż. Podróż pełną niezapomnianych smaków i aromatów.

Autorka powieści, Nicole Mones, jest cenioną znawczynią kultury chińskiej i uznaną pisarką. Jej życie od wielu lat związane jest z Chinami, co naprawdę da się odczuć, czytając jej książkę.

Maggie McElroy jest dziennikarką, która pisze o amerykańskim jedzeniu. Interesuje ją przede wszystkim to, co pojawia się na talerzu przeciętnego śmiertelnika, daleka jest od poszukiwania bardziej wyrafinowanych smaków. Jej w miarę stabilne życie kończy się wraz z tragiczną śmiercią ukochanego męża. Po tym ciosie następuje kolejny. Wiele wskazuje na to, że człowiek któremu tak bardzo ufała, miał romans w Chinach. Co gorsza, jest bardzo możliwe, że owocem tego romansu jest dziewczynka, która teoretycznie powinna teraz mieć swój udział w spadku. Sytuacja jest dość niezręczna, więc gdy tylko w pracy nadarza się okazja wyjazdu do Chin, Maggie podejmuje wyzwanie. Po chińskiej kuchni, o której ma przy okazji napisać, nie spodziewa się zbyt wiele. Tym większe będzie jej zaskoczenie, gdy odkryje bogactwo tamtejszych smaków i pozna człowieka, który bardzo pragnie przybliżyć ludziom starą, znakomitą chińską kuchnię.

Nie ukrywam, że nie należę do szczególnych smakoszy, a chińskie jedzenie kojarzy mi się głównie z niewielkimi lokalami, w których niemal każde danie smakuje dokładnie tak samo... Choćby z tego powodu bardzo długo nie mogłam przekonać się do tej książki, i tym bardziej byłam zaskoczona, gdy wreszcie to zrobiłam. Choć o jedzeniu jest tu naprawdę dużo, sposób w jaki jest to wszystko opisane jest po prostu niesamowity. Tutaj każdy drobiazg jest sztuką samą w sobie, aby danie uznać za udane, wszystko musi idealnie do siebie pasować: ilość, kompozycja smaków, konsystencja... Opowiedziana wokół tej kulinarnej magii historia jest całkiem zgrabna, choć też dość łatwa do przewidzenia. Mimo to całość czyta się z dużą przyjemnością, głównie dla fragmentów na temat przygotowania najróżniejszych dań. I co ciekawe, nawet stosunkowo proste i tanie potrawy opisane są w taki sposób, jakby stanowiły prawdziwe dzieło sztuki. Nawet ktoś tak sceptycznie nastawiony do chińskiej kuchni jak ja, w pewnym momencie złapie się na myśli, że takiej potrawy bardzo chciałby spróbować. Przy okazji dowiadujemy się również wiele o samym celebrowaniu jedzenia w Państwie Środka. Jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia w pośpiechu, dań instant czy fast foodów jedzonych w biegu, Chińczycy natomiast dalej przykładają dużą wagę do wspólnych posiłków. Jedzenie jest rytuałem, który w pełni można docenić wyłącznie jedząc wspólnie. Być może warto przypomnieć sobie, jak takie spotkania zbliżają do siebie ludzi.

"Ostatni kucharz chiński" to książka pełna smaków i aromatów, w której fabuła zdaje się być sprawą drugorzędną. Myślę, że tego rodzaju "literacka odmiana" może przyjemnie zaskoczyć i szczerze się podobać. Osobiście spędziłam z nią sporo przyjemnych chwil, dlatego też zachęcam Was do tego kulinarno-czytelniczego eksperymentu. Poznajcie bogactwo smaków, opisy potraw, które brzmią niczym poezja. Zachęcam.

01.06.2018

"Siła niedoskonałości. Dlaczego perfekcyjnie nie zawsze oznacza najlepiej" Malwina Huńczak





Autor: Malwina Huńczak
Wydawnictwo: Samo Sedno
data wydania: 2018
ISBN: 9788365884510
liczba stron: 240









Gdyby przyszło Wam opisać idealnego pracownika w zaledwie jednym słowie, jakie słowo by to było? Myślę, że wiele osób wybrałaby słowo "perfekcjonista". Wybór wydaje się być oczywisty, to w końcu osoba, która bardzo angażuje się w pracę, a wykonując ją dba o wszystkie, nawet najmniejsze szczegóły. Dlaczego więc Malwina Huńczak, autorka książki "Siła niedoskonałości. Dlaczego perfekcyjnie nie zawsze oznacza najlepiej" próbuje przekonać nas, że jest inaczej? Okazuje się bowiem, że dążenie do ideału może mieć charakter bardzo destrukcyjny. Nie oznacza to jednak, że od tej chwili wszystko powinniśmy zacząć wykonywać na pół gwizdka. Sekret tkwi w naszym nastawieniu, ale i świadomości własnych granic.

Poradnik składa się z 8 rozdziałów, w których zapoznacie się z pojęciem perfekcjonizmu, zachowań z nim związanych, poznacie pułapki myślenia perfekcjonistów i problemy, jakie może on zapoczątkować. Liczne ćwiczenia pozwolą Wam sprawdzić, w jakim stopniu perfekcjonizm determinuje Wasze życie, liczne studia przypadku, to historie ludzi, którzy zagubili się w swoim dążeniu do doskonałości. Możliwe, że to właśnie w tych opisach dostrzeżecie cząstkę samych siebie? Rozpoznanie tendencji perfekcjonistycznych to jednak dopiero początek. Celem książki jest bowiem taka zmiana naszego nastawienia, która pozwoli nam pracować nad samym sobą, bez popadania w przesadę. Świadomość własnych słabości i ograniczeń, umiejętność identyfikowania istotnych problemów, wyznaczania priorytetów, mogą uchronić nas przed chronicznym niezadowoleniem, depresją czy zaburzeniami odżywiania. 

Książka dostarcza szeregu przydatnych wskazówek nie tylko osobom, które mają problem z perfekcjonizmem, ale również dla tych, którzy stykają się z nim w rodzinie czy pracy. Bo co prawda nie możemy zmusić innych osób, by nieco "odpuściły" lub zaczęły wyznaczać sobie bardziej ambitne cele, ale możemy nauczyć się utrzymywać dobre relacje z każdym typem człowieka, a tym samym uniknąć wielu konfliktów w życiu prywatnym i zawodowym.

Książka napisana jest prostym, przejrzystym językiem, wzbogacona licznymi ćwiczeniami i przykładami. Osobiście nieco skróciłabym teoretyczne wywody na temat perfekcjonizmu na rzecz jeszcze większej ilości praktycznych ćwiczeń, myślę jednak, że poradnika nie trzeba czytać od deski do deski, można po prostu wybrać to, co najbardziej nas interesuje. 

Droga do doskonałości może być bardzo inspirująca i rozwijająca, o ile jesteśmy świadomi czychających na nas zagrożeń. Poradnik "Siła niedoskonałości. Dlaczego perfekcyjnie nie zawsze oznacza najlepiej" pomaga nam je zidentyfikować i może bardzo ułatwić nam życie. Zachęcam do lektury.

30.05.2018

Kapitan Nauka: Gra edukacyjna Zakupy 3-7 lat


Kto z Was, będąc dzieckiem nie bawił się chętnie w sklep? To jedna z tych zabaw, do których bez większego trudu można było nakłonić nawet chłopców, sprzedawało się wszystko, co było pod ręką, Drewniane klocki udawały artykuły spożywcze, domino spełniało rolę środka płatniczego. Dziś w sklepach znajdziecie całą masę zabawek imitujących "dorosłe" produkty. Środki spożywcze, fikcyjne pieniądze, kasy, a nawet całe "sklepy". Wybór jest bardzo duży, ale co tu kryć, trochę kosztuje i zajmuje sporo miejsca w mieszkaniu. Być może więc zdecydujecie się na alternatywę, wydaną w serii Kapitan Nauka? Z założenia jest to gra edukacyjna, która oferuje aż 12 wersji zabawy. Szybko jednak okazuje się, że możliwości wykorzystania tego zestawu jest o wiele więcej.



Gra edukacyjna Zakupy składa się z 4 koszyków zakupowych, 4 obustronnych list zakupów oraz 48 żetonów z artykułami z ośmiu sklepów. Jak już wspomniałam, autorzy gry oferują aż 12 wariantów zabawy, które trenują pamięć, spostrzegawczość, koncentrację i myślenie logiczne, a przy okazji uczą umiejętności współdziałania z innymi graczami. Jako że nazwy wszystkich produktów zapisane są zarówno w języku polskim, jak i angielskim, gra przyda się również starszym dzieciom, które rozpoczynają właśnie przygodę z językiem angielskim. Nawet jeśli sami niezbyt dobrze władacie tym językiem, będziecie w stanie w pełni skorzystać z możliwości zestawu - na stronie internetowej Kapitana Nauki, pod opisem tej gry, znajdziecie bowiem plik z nagraniem wszystkich występujących tu słówek. 

12 wariantów gry to naprawdę sporo, jak jednak wspomniałam, możliwości jest o wiele więcej. Moja córka przykładowo już po pierwszej rozgrywce, "zabrała zakupy do domu", gdzie musiała je odpowiednio posortować. I tak czapka i kurtka trafiły do przedpokoju, urocza spódniczka w groszki do jej pokoju, nożyczki powędrowały do biura, bo można z nich korzystać tylko pod nadzorem rodziców, kredki mogą jednak od razu powędrować do dużego pokoju, tak aby w każdej chwili można było zacząć malować. Innym pomysłem jest choćby sporządzenie prawdziwej listy zakupów po zakończeniu zabawy, no i oczywiście wspólna wyprawa do sklepu. 

Gra edukacyjna Zakupy jest kolejnym strzałem w dziesiątkę, pretekstem do sympatycznej, ale i rozwijającej zabawy. Przedział wiekowy od 3-7 lat nie jest ani trochę przesadzony. Tu każde dziecko ma szansę wybrać wariant dopasowany do swojego wieku i potrzeb. Produkt warto kupić bezpośrednio na stronie https://www.kapitannauka.pl/ na której regularnie pojawiają się fajne promocje. Zachęcam.

28.05.2018

"W obłokach marzeń" Izabela M. Krasińska





Autor: Izabela M. Krasińska
Cykl: Pod skrzydłami miłości (tom 3)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
data wydania: 9 maja 2018
ISBN: 9788379769148










Izabela M. Krasińska jest absolwentką filologii polskiej. Ta wielbicielka kotów i muzyki francuskiej jest również autorką trylogii Pod skrzydłami miłości. "W obłokach marzeń" to ostatnia książka z tej serii, z której wierni czytelnicy dowiedzą się, jak ostatecznie potoczyły się losy ich ulubieńców.

Piotr dochodzi do siebie po poważnym wypadku samochodowym. Mimo początkowych oporów, razem z Martą i dziećmi przeprowadzają się do niewielkiej miejscowości Zarzewie. Tutaj ma się ziścić ich marzenie o domowej sielance. Niestety mężczyzna nadal nie potrafi poradzić sobie ze swoimi ułomnościami i upływem czasu. Chciałby, jak dawniej, nieustannie znajdować się w centrum wydarzeń, przez co notorycznie pakuje się w kłopoty. Wysoki poziom adrenaliny zapewnia mu pojawienie się sympatycznych, młodych sąsiadów z dwójką uroczych dzieci. Piotr nie może oprzeć się wrażeniu, że w życiu tej pary dzieje się coś niepokojącego. Zaczyna dokładniej ich obserwować i szybko wpada na właściwy trop. Jak jednak pomóc drugiemu człowiekowi, gdy brak bezsprzecznych dowodów, wszystko opiera się na domysłach?

Choć powieść "W obłokach marzeń" jest naprawdę interesująca i porusza ważne tematy, niestety muszę zacząć od paru słów krytyki. Po pierwsze żałuję, że na okładce nie pojawiła się choćby najmniejsza wzmianka o tym, że powieść stanowi trzecią część trylogii. Może i znajomość wcześniejszych części nie jest tutaj konieczna, autorka przywołuje wszystkie najważniejsze zdarzenia z poprzednich części, myślę, że to jednak czytelnik powinien mieć możliwość podjąć decyzję, w jakiej kolejności chciałby czytać książki. Inna sprawa to sama okładka i tytuł powieści, w moim przekonaniu bardzo mylące. Jeżeli bowiem szykacie książki lekkiej i niezobowiązującej, lekturę "W obłokach marzeń" powinniście odłożyć na później. Izabela M. Krasińska porusza bowiem tematy trudne i bolesne, kolejne rozdziały czyta się z rosnącym niepokojem.

Choć lektura "W obłokach marzeń" była czymś zupełnie innym niż zakładałam, nie żałuję czasu, jaki jej poświęciłam. Książka podejmuje bowiem jednen z bardzo złożonych i szalenie ważnych tematów, a mianowicie problem przemocy domowej. Z problemem tym każdego dnia na całym świecie zmaga się wiele kobiet. Jeśli wierzyć statystykom, w samej Polsce, w wyniku obrażeń umierają tygodniowo 3 kobiety. Ta liczba robi wrażenie i trudno nie zadać sobie pytania, jak w dzisiejszych czasach jest to w ogóle możliwe. Izabela M. Krasińska obrazuje to na przykładzie małżeństwa Lipskich. Młode małżeństwo sprawia wrażenie szczęśliwego. Kobieta jest może nieco nieśmiała, jej mąż za to jest duszą towarzystwa i łatwo zyskuje sobie sympatię otoczenia. Osoby postronne mają niewielkie szanse, by zorientować się, że w życiu tej dwójki dzieje się coś bardzo złego. Dopiero Piotr, człowiek dobrze znający problematykę, jest w stanie prawidłowo rozpoznać symptomy regularnie zastraszanej ofiary. Niestety nawet on niewiele może zrobić. Zdaje się być jedyną osobą, która jest świadoma problemu, brakuje mu namacalnych dowodów. Sama ofiara jest zaś zbyt przerażona, by skorzystać z oferty osoby, która wyciąga do niej pomocną rękę. Czy w tej sytuacji można liczyć na szczęśliwe zakończenie?

Przemoc nie jest jednak jedynym interesującym tematem, nakreślonym w powieści. Związki Piotra z Martą, a także Wojtka z Agatą przechodzą wiele trudności. Wygląda na to, że autorka książki zapragnęła odczarować romantyczne związki i pokazać, że bycie z drugą osobą to nie tylko przyjemne motylki w brzuchu, a również proces nieustannego docierania się, konflikty na różnych poziomach, kryzysy, pokusa, by poszukać czegoś, co przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje się bardziej ekscytujące. Jak więc już wspomniałam, książka może nieco zaskoczyć niepoprawnych romantyków, za to sporo zyskać w oczach czytelników mocno stąpających po ziemi. 

Książka "W obłokach marzeń" podejmuje ważne tematy i szybko przemawia do wyobraźni czytelnika, niestety pojawiły się pewne drobiazgi, które nieco utrudniły mi śledzenie wydarzeń. O ile nie mam wątpliwości, że otoczenie Lipskich uznawało ich za przykładną rodzinę, o tyle nie potrafię sobie wyobrazić, że dzieci pary przez kilka lat nie zorientowały się, co dzieje się w ich domu. Przykładowo w jednej scenie stojąca pod drzwiami Marta, słyszy niepokojące odgłosy wydobywające się z domu Lipskich. Przebywające w domu dzieci zdają się jednak zawsze spać jak zabite, nie dostrzegać coraz to nowych obrażeń na ciele matki (czy naprawdę wszystko da się aż tak dobrze zatuszować makijażem noszonym 24 godziny na dobę?). Inna sprawa to dość irytujące wykorzystanie przez pisarkę nazwisk bohaterów naprzemiennie z ich imionami. Zdaję sobie sprawę, że autorka próbowała wprowadzić pewne urozmaicenie, jednak wydaje mi się, że istnieje wiele bardziej fortunnych opcji. Czytając o rozmowie Lipskiej z Majewską mam wrażenie, że to dialog trzeciorzędnych kumoszek, który niewiele wnosi do fabuły. I tak Marta i Daria, których losy miały stać mi się bliskie, dosłownie ze zdania na zdanie "oddalały" się ode mnie na parę kilometrów. Do tego zabiegu nie zdołałam się przyzwyczaić i niestety irytował mnie do samego końca. 

"W obłokach marzeń" ma swoje niezaprzeczalne plusy, dla których książką warto się zaiteresować. To, co przy okazji dowiedziałam się o wcześniejszych książkach w zupełności mi wystarczy i raczej nie zdecyduje się na ich lekturę. Potencjalnym czytelnikom zalecam tym razem czytanie we właściwej chronologii, tak by zakończenie zrobiło na nich pełne wrażenie. Książkę polecam głównie fanom literetury obyczajowej podejmującej trudne tematy, niepoprawnym romantyczkom zalecam natomiast nieco ostrożności. To książka dająca do myślenia, nie mogę jednak obiecać, że będą to przyjemne myśli...

25.05.2018

Business English Magazine 65/2018


Piękna pogoda sprzyja ogólnemu rozleniwieniu i skutecznie odciąga od nauki. W takich chwilach warto postawić na sprawdzone materiały, naukę, która łączy się z rozrywką, połączenie przyjemnego z pożytecznym. Moja propozycja to oczywiście Business English Magazine, czasopismo dzięki któremu nieustannie możecie pracować nad znajomością języka angielskiego, jednocześnie dowiadując się wielu ciekawych szczegółów na temat otaczającego Was świata.

Za nami najbardziej ekscytujący ślub tego roku, amerykańska aktorka poślubiła angielskiego księcia. Skoro emocje nieco opadły, warto dowiedzieć się czegoś na temat fenomenu całej rodziny królewskiej. Królowa zdaje się stanowić markę samą w sobie. Co sprawia, że od lat może szczycić się tak mocną pozycją, jaki skrywa się za nią majątek? Brytyjska rodzina królewska jak zawsze intryguje i zaskakuje...

Żyjemy w bardzo stresujących czasach, ciągły pośpiech skutecznie utrudnia nam życie i często negatywnie wpływa na nasze zdrowie. W najnowszym numerze BEM będziecie mieli okazję poznać Kelly McGonigal, kobietę, która stara się udowodnić, że ... ze stresem można się zaprzyjaźnić i może się on dla nas stać pozytywnym motywatorem.

Ameryka to miejsce, w którym zwykły pucybut może stać się milionerem. To właśnie tu powstało wiele znakomitych firm, w których ludzie mogą zrobić zawrotną karierę. To również tutaj pojawiły się przedsiębiorstwa, w których praca staje się prawdziwym koszmarem. Koniecznie przeczytajcie o miejscach, w których zdecydowanie nie chcielibyście pracować.

W najnowszym numerze magazynu pojawiło się oczywiście o wiele więcej ciekawych artykułów, wiele z nich możecie ściągnąć w wersji audio, co również stanowi dobry trik w dni, gdy brakuje nam chęci do nauki. Nieustannie zachęcam do rozpoczęcia przygody z tym magazynem. Tak niewiele potrzeba, by udało się Wam połączyć przyjemne z pożytecznym. Naprawdę warto!

23.05.2018

"Ja chyba zwariuję!" Agata Przybyłek



Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta Strona
data wydania: 9 maja 2018
ISBN: 9788379769001
liczba stron: 384










Pogodne dni sprzyjają czytaniu książek lekkich, romantycznych i zabawnych. Najnowsza powieść Agaty Przybyłek pojawiła się więc w idealnym momencie. I co tu kryć, choć jest to niby lekka, niezobowiązująca komedia romantyczna, wszystko niemal idealnie się tu ze sobą harmonizuje, a książka zdecydowanie warta jest Waszej uwagi.

Tytuł książki jest idealnie powiązany z miejscem, w którym rozgrywa się wiele scen powieści, a mianowicie... ze szpitalem psychiartycznym. Miejsce niby przygnębiające i smutne, a wystarczyło dobrać przewrotny tytuł, by zrobiło się o wiele weselej. Podobnie rzecz ma się z główną bohaterką, Niną. W gruncie rzeczy historia jej życia na pierwszy rzut oka przypomina dramat. Kobieta sama wychowuje dwójkę dzieci, jej były mąż zajmuje się nimi tylko wtedy, gdy kobieta grozi mu wyciągnięciem konsekwencji z niepłaconych alimentów. Choć rodzina pomaga jej jak może, Nina żyje w wiecznym stresie i pośpiechu, nieustannie ściągając na siebie gniew nauczycielek w szkole dzieci lub przełożonych w pracy. Sama praca również dostarcza jej powodów do zmartwień. Stanowisko salowej w szpitalu psychiatrycznym pozwala jej co prawda zapewnić dzieciom skromny byt, jednak niezdrowe zainteresowanie ze strony jednego z pacjentów sprawia, że kobieta boi się własnego cienia i przelewa wiele łez. Sytuacja wydaje się być już naprawdę ciężka, a tu jeszcze dochodzi matka, która nieustannie wmawia córce nadwagę i nieumiejętność w nawiązywaniu kontaktów z płcią przeciwną. Jeśli wziąść to wszystko pod uwagę, naprawdę trudno uwierzyć, że trzymamy w ręku komedię romantyczną. A jednak, Agata Przybyłek udawadnia, że nie ma sytuacji, na którą nie można by spojrzeć z przymrużeniem oka. Losy Niny przedstawione są w taki sposób, że czytając o nich po prostu trzeba się uśmiechać. Gdy na scenie pojawia się sympatyczny, choć znerwicowany lekarz, od razu wiadomo, że wcześniej czy później tę dwójkę coś połączy. Ta oczywistość jednak wcale nie odstrasza. To podobnie jak oglądając dobrze nakręconą komedię romantyczną w telewizji - szybko orientujemy się kto z kim, a mimo to świetnie się przy niej bawimy.

W książce "Ja chyba zwariuję!" znajdziecie sporo przezabawnych, nieco przerysowanych postaci. Trudno nie wspomnieć tu o nadopiekuńczych rodzicielkach, które w jednej chwili potrafią przewrócić życie swoich dzieci do góry nogami. Jest pogodnie, barwnie, zabawnie, nic więc dziwnego, że książkę czyta się nadzwyczaj szybko, a po jej zakończeniu od razu ma się ochotę sięgnąć po kolejną książkę Agaty Przybyłek. Niewątpliwie należy ona do najbardziej utalentowanych współczesnych autorek komedii romantycznych. "Ja chyba zwariuję!" to książka pełna zabawnych dialogów, humorystycznych spostrzeżeń na temat różnych postaw życiowych i relacji między rodzicami i dziećmi. Powieść wydaje się być pełna oczywistości, a mimo to nie jest ani trochę banalna i dostarcza sporej dawki rozrywki. Warto po nią sięgnąć i zacząć wierzyć, że zawsze da się wybrnąć nawet z bardzo skomplikowanej sytuacji. Taki zastrzyk radości i pozytywnej energii jest czasem potrzebny każdemu z nas, dlatego zachęcam do lektury tej zaskakująco udanej historii.

21.05.2018

"Może kiedyś innym razem" Joanna Gawrych-Skrzypczak



Autor: Joanna Gawrych-Skrzypczak
Wydawnictwo: Czwarta Strona
data wydania: 18 kwietnia 2018

Ilość stron: 365







Nie od dzisiaj wiadomo, że dobra okładka jest jedną z najlepszych rekomendacji dla książki. To najczęściej właśnie ona sprawia, że decydujemy się na zakup powieści autora zupełnie nam nieznanego. Spoglądając na nią mamy wrażenie, że poniekąd już wiemy, jaka będzie to historia i czy ma szanse nam się spodobać. Wydawnictwo Czwarta Strona zdaje się doskonale znać tę regułę i pewnie dlatego powieść "Może kiedyś innym razem" zaopatrzyło w okładkę delikatną i klimatyczną. Od razu dobrze nam się kojarzy i stanowi obietnicę subtelnej i nieco romantycznej historii. Czy oczekiwania potwierdzą się po otwarciu książki? O tym już za moment.

Bohaterkami powieści są dwie przyjaciółki, Anna i Aśka. Anna jest właścicielką pensjonatu i stadniny koni, kobietą której do pełni szczęścia potrzeba jeszcze nieco miłości. Z tą jednak nie jest tak prosto. Z kolei Asia wiedzie w miarę spokojne i ustabilizowane życie. Mieszka w urokliwym domu, otrzymanym w spadku po ciotce, której prawdę mówiąc Aśka wcale dobrze nie znała. Gdyby nie intrygująca wizyta pewnego notariusza, kobieta pewnie nigdy nie zainteresowałaby się przeszłością swojej krewnej. Jedna rozmowa, a właściwie jedno zdanie, które przekazuje jej mężczyzna, kompletnie przewraca jej poukładane, spokojne życie.

W tym miejscu warto wspomnieć, że Joanna Gawrych-Skrzypczak wydała wcześniej powieść "Księżyc jest kobietą", przybliżającą nam perypetie miłosne Anny. Jeżeli więc ważna jest dla Was chronologia, swoją przygodę z tą autorką powinniście zacząć właśnie od tej pozycji. Mogę Was jednak zapewnić, że jej znajomość nie jest niezbędna do lektury "Może kiedyś innym razem". Książki stanowią dla siebie raczej rodzaj uzupełnienia, nie stanie się więc nic złego, jeśli poznacie je w odwrotniej kolejności.

Powieść oparta jest na dość popularnym schemacie. Bohaterka książki odkrywa coś, co staje się dla niej furtką do niesamowitych historii z przeszłości. I choć tego rodzaju książek jest naprawdę wiele, zaskakująco dobrze się sprawdzają, a "zapomniane" historie nieustannie urzekają czytelników. Nie inaczej jest w tym przypadku. Tragiczne, wojenne losy krewnych Asi poruszają i pobudzają naszą wyobraźnię. To właśnie one stanowią najmocniejszą stronę tej powieści, to głównie dla nich "połykamy" kolejne rozdziały. 

Współczesność nie jest może tak dramatyczna i spektakularna, została jednak całkiem dobrze skonstruowana, poniekąd łatwo przewidzieć pewne wydarzenia, ale i tak całkiem przyjemnie się o nich czyta. Liczba bohaterów nie jest szczególnie duża, łatwo więc rozeznać się w sytuacji i skupić na perypetiach dwóch przyjaciółek. Całość napisana jest łatwym, przyjemnym językiem i w moim odczuciu bardzo dobrze harmonizuje się z oczekiwaniami czytelnika, spoglądającego na jej okładkę.

"Może kiedyś innym razem" to bardzo sympatyczna i klimatyczna opowieść dla wielbicielek powieści obyczajowych. Jej najmocniejszym atutem jest przejmująca historia z przeszłości i choćby dla niej warto poznać tę książkę. W sam raz na odprężający wieczór w ulubionym fotelu. Zachęcam.

17.05.2018

"Tamta dziewczyna" Erica Spindler




Autor: Erica Spindler
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Edipresse Książki
data wydania: 28 lutego 2018
ISBN: 9788381173100
liczba stron: 304








Erica Spindler jest amerykańską pisarką, autorką licznych powieści z gatunku thillera romantycznego. Jej praca odznaczona została wieloma wyróżnieniami, nic więc dziwnego, że zdobyła serca czytelników na całym świecie. Jej książki regularnie pojawiają się też na amerykańskich listach bestsellerów. Nie inaczej stało się z "Tamtą dziewczyną", ciepło przyjętą zarówno przez krytyków, jak i czytelników.

Miranda Rader, funkcjonariuszka policji w Harmony w stanie Luizjana, musiała sobie ciężko zapracować na uznanie ze strony współpracowników. Mało kto wierzył, że ta pochodząca z biednej dzielnicy dziewczyna ma przed sobą jakąś przyszłość. Niegdyś notorycznie wpadająca w tarapaty imprezowiczka, zdaje się mieć bardzo solidną pozycję i dobre perspektywy kariery. Niestety wszystko zmienia się w chwili, gdy zostaje wezwana do pewnego morderstwa. Ofiarą okazuje się ceniony i cieszący się ogólną sympatią wykładowca. To, co jednak porusza Mirandę, to wycinek z gazety, znaleziony na miejscu zbrodni. Dotyczy on pewnego wydarzenia, które od lat próbowała wyprzeć z pamięci. Otwiera się skrzynka z masą bolesnych wspomnień i zagadką, którą wreszcie należy rozwiązać.

Pomysł na książkę jest bardzo udany. Historia dziewczyny, która zawsze była na bakier z prawem, za co z czasem płaci słoną cenę, od razu działa na wyobraźnię. Momentami ma się wrażenie, że Mirandę w ogóle nie interesuje, kto stoi za morderstwem poważanego wykładowcy, a jedynie rozwikłanie zagadki z przeszłości, to jednak nie stanowi żadnego mankamentu, bowiem właśnie ta część opowieści jest zdecydowanie najciekawsza. Przyznam, że dość długo miałam pewne podejrzenia co do tożsamości mordercy i wszystko zdawało się potwierdzać moją teorię. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy autorka zakręciła kołowrotkiem i nagle można było odnieść wrażenie, że za przestępstwem może stać niemal każdy bohater książki. To oczywiście również przemawia na korzyść powieści. 

Całość czyta się bardzo szybko, może nie ma tu zbyt wielu wątków pobocznych, ale fabuła jest i tak całkiem nieźle zbudowana, autorka umiejętnie buduje napięcie i wprowadza ciekawe zwroty akcji. To wszystko sprawia, że historię czyta się z dużą przyjemnością i trochę żal, gdy wszystkie zagadki zostają wreszcie rozwikłane. "Tamta dziewczyna" to dobra pozycja dla fanów lekkich, poniekąd rozrywkowych thillerów. Nie ma tu zbyt wielu frapujących problemów, jest za to ciekawa, warta poznania historia. Zachęcam więc do jej lektury.

30.04.2018

"Angielski W firmie i w biznesie." Poziom A2-B1




ISBN: 978-83-6588-406-0
Data wydania: październik 2017
Stron: 136
Poziom: A2-B1







Od wielu lat znajomość języka angielskiego stanowi jeden z podstawowych wymogów dla wielu pracodawców z bardzo różnorodnych branży. I nie mamy tu na myśli umiejętności przedstawienia się i porozmawiania o pogodzie, a komunikację na tematy zawodowe. Kurs "Angielski W firmie i w biznesie." stanowi bardzo dobry wstęp do opanowania właśnie takiego słownictwa. Mogą po nią sięgnąć już osoby, które opanowały podstawy języka (poziom A2).


Kurs składa się z podręcznika i płyty CD. W sumie liczy sobie 16 rozdziałów, poświęconych takim tematom jak aplikowanie na nowe stanowisko, rozmowa kwalifikacyjna, przekładanie spotkań czy też awans. Każdy rozpoczyna zestaw słówek do opanowania, po czym mamy do przeczytania (i/lub odsłuchania) dłuższy tekst. Po zapoznaniu się z tekstem należy wykonać krótki test weryfikujący poziom jego zrozumienia. Kolejne ćwiczenia pomagają nam przyswoić nowe słówka, ich zastosowanie w zdaniach. Każdy rozdział kończy się małą ciekawostką, a co kilka rozdziałów mamy możliwość wykonać ćwiczenia powtórzeniowe. 

Całość jest bardzo kompaktowa i mam tu na myśli zarówno format książki, która bez problemu zmieści się do mniejszej torebki, ale również prezentację samego materiału. Myślę więc, że jest to pozycja idealna dla osób rozpoczynających swoją przygodę z angielskim biznesowym. Kurs nie zniechęci nas nadmierną ilością materiału do opanowania, ale też pozwoli w krótkim czasie zrobić widoczne postępy. Płyta CD pozwoli nam osłuchać się z językiem i szkolić prawidłową wymowę. Warto również wspomnieć, że w podręczniku znalazło się miejsce na prezentację podstawowych reguł gramatycznych, dzięki czemu zawsze będziecie je mieli pod ręką.

Podsumowując kurs "Angielski W firmie i w biznesie." to dobra pozycja dla osób, które w możliwie krótkim czasie pragną poszerzyć swoją znajomość języka angielskiego o tematy bardziej zawodowe. Szereg ćwiczeń, jak i płyta CD, pozwalają na wszechstronną i samodzielną naukę. To wszystko otrzymujemy za bardzo przystępną cenę. Warto rozważyć zakup na stronie https://www.jezykiobce.pl na której bardzo często można spotkać się z atrakcyjnymi rabatami. Zachęcam.

27.04.2018

Business English Magazine nr 64




Business English Magazine to magazyn dla ludzi aktywnych i otwartych na świat oraz dla wszystkich, którym w pracy potrzebny jest język angielski biznesowy. Słowo "biznesowy" w tytule nie powinno Was jednak przerażać, w środku znajdziecie bowiem teksty na wiele interesujących tematów. Specjalistyczne słownictwo przyswajane jest niemal mimochodem. Magazyn od lat reprezentuje bardzo dobry poziom, nie inaczej jest z jego 64 wydaniem. Co możemy znaleźć w środku? O tym już za moment.

Redaktorzy BEM zabierają nas w podróż do dwóch fascynujących zakątków świata i prawdę mówiąc trudno mi zdecydować, który z nich jest bardziej interesujący. Rwanda kojarzy nam się z biedą i wojną, tym bardziej zaskakujący wydaje się artykuł o pozytywnych zmianach, jakie tam następują. Nowa Zelandia zaś fascynuje od dawna, nadal wiemy jednak o niej stosunkowo niewiele. Tym bardziej warto poświęcić parę chwil na lekturę obszernego tekstu na jej temat.

Brytyjska rodzina królewska cieszy się właśnie z przyjścia na świat kolejnego maleństwa, społeczeństwo jednak nadal żyje przede wszystkim zbliżającym się ślubem księcia Harry’ego i Meghan Markle. Wybranka księcia budzi wiele kontrowersji. Łatwiej to zrozumieć zapoznając się z artykułem na jej temat, w którym znajdziecie między innymi informacje na temat jej przeszłości.

W magazynie nie zabrakło też innych ciekawych tematów, choćby tekstu na temat płyt winylowych, które zaskakująco dobrze trzymają się na rynku, czy też nowego trendu w modzie - produkcji odzieży dziecięcej w rozmiarach ... dla dorosłych. Jak zwykle możemy sobie ściągnąć wiele plików z nagraniami artykułów, a także obejrzeć kilka filmików powiązanych tematycznie z bieżącym magazynem. Do dyspozycji mamy także specjalny dodatek tematyczny, tym razem na temat żywności organicznej. Do tego dochodzą jeszcze dialogi z miejsca pracy i krótkie ćwiczenia. Wszystko urzymane jest tradycyjnie na wysokim poziomie, możemy więc być pewni, że magazyn zapewni nam ładnych parę godzin intensywnej, ale i interesującej pracy. Zachęcam do lektury.

25.04.2018

"Co Pan na to Doktorze z sieci?" Anna Krysiukiewicz Fenger, Katarzyna Koper



Autorzy: Anna Krysiukiewicz Fenger, Katarzyna Koper
Wydawnictwo: Edipresse Książki
data wydania: 7 grudnia 2017
ISBN: 9788381171571
liczba stron: 224




Marzeniem każdego rodzica jest, by jego pociecha rozwijała się zdrowo i bezproblemowo. Jesteśmy gotowi zrobić niemal wszystko, by zapewnić dziecku prawidłowy rozwój. Niestety nikt z nas nie jest specjalistą w każdej dziedzinie, dlatego często, podejmując ważne dla dobra malucha decyzje, musimy opierać się na wiedzy i opinii innych osób. W idealnym świecie, w razie jakichkolwiek wątpliwości, moglibyśmy sięgnąć po telefon i wybrać numer specjalisty, który byłby w stanie udzielić nam wyczerpującej odpowiedzi na każde pytanie. Rzeczywistość wygląda oczywiście inaczej. Czasem opieramy się na wiedzy naszych rodziców czy znajomych. O wiele częściej jednak ... wpisujemy nasze pytania w internetową wyszukiwarkę... Rozwiązanie wydaje się niemal idealne. Google zna odpowiedź na praktycznie każde pytanie, jest dostępny o każdej porze dnia i nocy, a do tego jego porady są całkowicie bezpłatne. Cóż, wszystko było by piękne, gdyby informacje zawsze tworzyły osoby kompetentne w danym temacie. Niestety, o wiele łatwiej natknąć się na wypowiedzi osób, które nie posiadają choćby podstawowej wiedzy, a jedynie PRZEKONANIE, że w danym temacie mają coś do powiedzenia. W rezultacie, opierając się na radach "internetowych specjalistów", można dziecku nawet bardziej zaszkodzić niż pomóc. Właśnie z tego powodu tak ważne było, by pojawiła się taka książka jak "Co Pan na to Doktorze z sieci?".

Jej autorki: lekarz pediatra z dużym doświadczeniem zawodowym oraz dziennikarka specjalizująca się w tematach o zdrowiu, postanowiły rozprawić się z problemami, które najczęściej trapią rodziców. Znalazło się więc tu miejsce na kwestię antybiotyków, alergii, szczepień, otyłości czy też odporności maluchów. Każdy temat to osobny rozdział, rozpoczynający się cytatami znalezionymi w internecie. Zdarza się, że cytaty już wzajemnie się wykluczają - to mały dowód na to, że musimy bardzo uważać porady, z jakimi stykamy się w sieci. Dalsza część to już szereg bardzo przydatnych informacji i wyjaśnień, podzielonych na małe bloki (forma pytanie-odpowiedź). Co prawda można czytać tylko odpowiedzi na najbardziej interesujące nas pytania, osobiście jednak zachęcam do choć jednokrotnego przeczytania książki od deski do deski. Okazuje się bowiem, że często sami postępujemy w oparciu o własne doświadczenia, będąc przekonani, że nasze działanie jest właściwe. Książka "Co Pan na to Doktorze z sieci?" może okazać się dla nas sporym zaskoczeniem i uświadomić, że zupełnie nieświadomie popełniamy poważne błędy. Przykładem może być choćby duża dbałość o czystość w domu i higienę dziecka. Teoretycznie jest oczwiste, jak bardzo to ważne, a jednak... Choć chętnie podzieliłabym się z Wami kilkoma bardzo ciekawymi informacjami z książki, uważam, że o wiele lepiej będzie, jeśli sami po nią sięgniecie. Każdy z nas jest bowiem inny, posiadamy odmienną wiedzę nawet na najbardziej podstawowe tematy.

Już na marginesie dodam, że książka doczekała się bardzo ładnego i solidnego wydania, dzięki któremu będzie nam służyć napradę długo, no i świetnie nadaje się na prezent dla świeżo (choć nie tylko) upieczonych rodziców.

Książka "Co Pan na to Doktorze z sieci?" dostarcza nam całą masę przystępnej i solidnej wiedzy w zakresie zdrowego wychowania maluchów. Polecam ją wszystkim rodzicom, każdy bowiem znajdzie tutaj szereg interesujących i ważnych informacji. To z pewnością o wiele lepsze rozwiązanie niż bezradne przetrząsanie internetowych wiadomości. Ta książka może zaoszczędzić Wam wielu trosk, a Waszym pociechom zapewnić jeszcze zdrowsze życie. Polecam.

23.04.2018

"Zarządzanie czasem w pigułce" Agnieszka Makarow




Autor: Agnieszka Makarow
Wydawnictwo: Samo sedno
ISBN: 978-83-6588-419-0
Stron: 208







Zarządzanie czasem to temat bardzo modny i niezmiennie aktualny. Żyjemy w bardzo intensywnych czasach, często w biegu, przeciążeni terminami i zobowiązaniami. Nieraz wstajemy z mocnym postanowieniem nadrobienia wszelkich zaległości i kładziemy się z poczuciem, że zamiast ich ubyć, przybyło. Równie często pod koniec dnia nie jesteśmy nawet w stanie powiedzieć, na co go spożytkowaliśmy. Czy można żyć inaczej, efektywniej, ale i radośniej? Istnieje cała masa poradników, które zapewniają, że faktycznie da się coś zmienić. Niestety wiele z nich to jedynie zestaw pustych frazesów i "technik" tak skomplikowanych, że trudno znaleźć w sobie motywację, by je chociaż wypróbować. Dlaczego więc postanowiłam sięgnąć po "Zarządzanie czasem w pigułce"? Być może dlatego, że napisała ją Agnieszka Makarow. To nie żaden amerykański guru, a studentka kierunku lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Pomimo wymagającego kierunku ta młoda osoba zebrała już wiele doświadczenia w zakresie prowadzenia szkoleń dotyczących umiejętności miękkich. Liczyłam więc, że mam przed sobą bardzo "życiowy" poradnik, który faktycznie pomaga osobom, które muszą dobrze sobie zorganizować czas. I jak się okazało, miałam rację.

W poradniku znajdziecie kilka najbardziej popularnych i skutecznych technik zarządzania czasem jak przykładowo S.M.A.R.T., OATS, GTD, Pomodoro czy macierz Eisenhowera. To jednak nie one decydują o wartości poradnika, a życiowe podejście autorki do tematu. Mam wrażenie, że pisząc go, autorka ani na chwilę nie zapomniała, na czym polega problem przeciążonych nauką studentów i starała się dostarczyć im rozwiązań, które faktycznie mogą im pomóc. Właśnie dlatego kładzie nacisk na stawianie sobie priorytetów, zarówno krótko-, jak i długoterminowych, szczegółowe formułowanie zadań, tak by faktycznie można było określić czas potrzebny do ich wykonania. Oczywiście nie mogło obyć się bez omówienia jakże popularnych "odciągaczy od nauki" jak choćby portale społecznościowe. Część porad może wydać się bardzo oczywista ale gdy dobrze się nad nimi zastanowić, są to sprawy, w których najczęściej popełniamy błędy, więc może właśnie dlatego warto o tym pisać i przypominać.

Miło zaskoczyło mnie omówienie różnego rodzaju aplikacji mobilnych mających na celu usprawnienie naszego procesu planowania i zarządzania czasem. Przyznam, że nie miałam pojęcia, że jest ich tak wiele i ile mogą zaoferować. To z pewnością niezła pomoc dla osób, które nie wyobrażają sobie życia bez "komórki".

Poradnik "Zarządzanie czasem w pigułce" jest bardzo przystępnie napisany, ale i bardzo treściwy. W mojej ocenie znalazło się tu wszystko, co faktycznie ma sens i może nam pomóc zapanować nad ogromem zadań i obowiązków. To problem z którym boryka się niemal każdy, tym bardziej poradnik polecam.

18.04.2018

"Trudne światło" Tomás González



Autor: Tomás González
Tłumaczenie: Marta Szafrańska-Brandt
Wydawnictwo: Znak
tytuł oryginału: La luz dificil
data wydania: 26 lutego 2018
ISBN: 9788324053391
liczba stron: 208






Każdego dnia na księgarnianych półkach pojawia się wiele nowych książek. Niestety większość nich to zwykłe "zapychacze czasu" - opowieści lekkie, nie wymagające refleksji, tak banalne i przewidywalne, że po paru dniach trudno nam przypomnieć sobie, o czym w ogóle były. Tym bardziej cieszy pojawianie się takich "perełek" jak "Trudne światło" autorstwa Tomása Gonzáleza. Ten kolumbijski pisarz nie tworzy dla rozgłosu, a z miłości do literatury i co tu kryć, ta różnica jest odczuwalna już od pierwszych stron książki.


David, uznany malarz, wspomina przełomowe chwile w swoim życiu. Choć osiągnął w życiu wiele, wiele też utracił, a każda strata na dobre zapisała się w jego sercu. Wypadek syna, podróż do kliniki, śmierć ukochanej żony. Mogłoby się wydawać, że "Trudne światło" to powieść o cierpieniu i stracie, jednak w rzeczywistości to również historia o życiu i prawdziwej miłości.

Powieść jest stosunkowo krótka, warto jednak zarezerwować dla niej więcej czasu i delektować się każdą stroną. Tomás González stworzył bohatera boleśnie doświadczonego przez upływ czasu, ale też postać, która doświadczyła wiele dobrego i potrafi docenić każdą pozytywną drobnostkę w swoim życiu. David opowiada o swoim związku z Sarą, która niewątpliwie była miłością jego życia. Jest coś bardzo poruszającego w sposobie, w jakim ten stary człowiek wspomina kobietę, u boku której spędził wiele lat, rozpamiętuje jej mądrość i nieprzemijającą urodę. 

Nie mniej intrygujący jest wątek Jacobo, syna Davida. Jacob uległ wypadkowi, a jego dalsze życie jest wypełnione bólem, którego nie potrafi ukoić nikt z bliskich mu osób. Czy takie życie w ogóle jeszcze ma sens? Czy większym źródłem cierpienia jest bezsilne obserwowanie udręki własnego dziecka, czy też decyzja, by pozwolić mu odejść?

"Trudne światło" wymaga dużego skupienia. Z jednej strony zachwyca sposobem, w jaki bohater rozpamiętuje i celebruje radosne momenty swego życia, z drugiej porusza ogromem doświadczonego przez niego cierpienia. To historia o bólu i utracie, ale jeszcze bardziej o życiu, bliskości, szczerych uczuciach. To powieść frapująca, ale i wyjątkowa. Tej historii nie ma sensu opisywać w wielu słowach, ją trzeba przeczytać i "przeżyć" na własny sposób, do czego Was zachęcam.

12.04.2018

"Dzień 7" Kerry Drewery


Autor: Kerry Drewery
Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych
Cykl: Cela 7 (tom 2)
Wydawnictwo: Młody Book
tytuł oryginału: Day 7
data wydania: 15 lutego 2018
ISBN: 9788380572041
liczba stron: 448




Czy zdarzyło się Wam czekać na kontynuację książki, która autentycznie Was porwała i wierzyć, że emocje jej towarzyszące będą równie intensywne? Cóż, z reguły mało któremu autorowi udaje się stworzyć drugi tom, który byłby równie pasjonujący jak początek serii. Na jego niekorzyść działa choćby brak elementu zaskoczenia - czyli to, co w pierwszej części bardzo silnie na nas oddziałuje. Wiemy już z grubsza, czego możemy spodziewać się po fabule, któremu bohaterowi powinniśmy kibicować, a na którego "uważać". To niekoniecznie oznacza, że lektura kontynuacji ciekawych powieści zawsze musi oznaczać rozczarowanie. Zawsze można do nich wpleść coś nowego, zaskakujący zwrot akcji, niespodziewaną przemianę bohatera. Chyba właśnie tego oczekiwałam od drugiego tomu z serii Cela 7. Niestety tym razem książka bardzo mnie rozczarowała.

Martha Honeydew, cudem ocalona z celi śmierci, nadal nie może odetchnąć. Nie brakuje osób, które utrzymują, że jej uwolnienie jest wynikiem zręcznej manipulacji i niesłusznie uniknęła kary. Jakby tego było mało z każdym dniem przybliża się dzień, w którym może zostać stracony jej ukochany. Jak pomóc Isaacowi nie wpadając w nowe tarapaty?

"Dzień 7" to jedna z tych książek, których raczej nie powinno się czytać oddzielnie, bo nie trzymając się chronologii tracimy sporo cennych informacji. W tym przypadku są to szczegóły działania wyrafinowanego wymiaru sprawiedliwości, w którym (teoretycznie) każdy może zadecydować o czyjejś śmierci. Po lekturze "Celi 7" wiemy już, jak to działa, dlatego też wątek Isaaca, przechodzącego do kolejnych cel jest stosunkowo skąpy, a i tak nudny. Chłopak wspomina swoje dzieciństwo, czasem rozmyśla o swej ukochanej, innym razem nad tym, jak mogą go postrzegać osoby, które mają zadecydować o jego winie. To wszystko jest niemal całkowicie zbyteczne dla rozwoju fabuły, tym lepiej, że przemyślenia chłopaka nie pojawiają się zbyt często. Bardzo rozczarowuje główna bohaterka pierwszej części, Martha. Dziewczyna tuła się od drzwi do drzwi bez większego pomysłu na siebie i na to, jak pomóc człowiekowi, który za parę dni może stracić życie. Trudno wyczuć tu determinację, czy choćby cień inteligencji. Koniec końcem do działania skłania ją osoba, której absolutnie ufać nie powinna. Choć sygnały ostrzegawcze są bardzo wyraźne, Martha bardzo łatwo daje wmanewrować się w kolejną pułapkę. 

Również język powieści tym razem wyraźnie nuży i w bardzo małym stopniu angażuje czytelnika. Często mamy tu do czynienia ze zbiorem pojedynczych słów. Tekst typu - Wybuch. Pył. Krzyk. Ciała. Biegnę. itd robi tak małe wrażenie, że trudno się na nim skupić, o wiele łatwiej tego typu opisy omijać.

Jeśli miałabym wskazać jakiś mocny punkt tej opowieści to jest nim niezmiennie intrygujący model wymiaru sprawiedliwości. Choć teoretycznie już wiemy, jak działa, nadal zmusza nas do przemyśleń. Jak często zdarza się nam wydawać opinie na podstawie bardzo okrojonych informacji? Może nie decydują one o czyimś życiu i śmierci, ale mogą również krzywdzić osoby, których dotyczą. "Dzień 7" pokazuje, jak łatwo można zostać wmanipulowanym, wyłączyć zdroworozsądkowe myślenie i zaprzeczać faktom. Zanim więc wyrazimy jakąś opinię pod kolejnym artykułem, znalezionym w internecie, może warto zapytać się na ile jest on wiarygodny, czy można zweryfikować zawarte w nim informacje? Oczywiście nie należy wszędzie doszukiwać się teorii spisowych, ale może warto czasem wstrzymać się od osądzania, jeśli mamy wrażenie, że nasze wiadomości nie są wyczerpujące. "Dzień 7" z całą pewnością zachęca do tego typu przemyśleń.

Niestety kontynuacja "Celi 7" zupełnie nie spełniła moich oczekiwań, choć wiem, że nie brakuje czytelników, którym bardzo przypadła do gustu. Moim zdaniem nie wniosła niemal niczego nowego do historii i stanowi jednynie jej sztuczne przedłużenie, mam jednak nadzieję, że zakończenie trylogii jeszcze czymś mnie zaskoczy i poruszy. Póki co polecam jednynie tym, którzy poznali i docenili "Celę 7" i po prostu muszą zaspokoić swoją ciekawość. Książka nie powali Was na kolana, ale być może przygotuje na mocny finał? Tego i Wam i sobie życzę...

28.03.2018

Français Présent 44 i Français Présent 1 Paris

Język francuski jest niezwykle piękny, ale i bardzo wymagający, szczególnie dla osób, które faktycznie chcą biegle nim władać, a nie tylko jakoś przetrwać kolejny test. Niestety nadal mamy do dyspozycji bardzo mało pomocy naukowych, które przygotowywałyby nas do kontaktu z żywym, aktualnym językiem. Tym goręcej zachęcam Was do zapoznania się z magazynem Français Présent, w którym znajdziecie szereg aktualnych tematów i masę materiału do samodzielnej (lub grupowej) pracy. Tym razem mam przyjemność nie tylko zaprezentować Wam najnowszy numer tego magazynu, ale również pierwsze wydanie specjalne, poświęcone jednemu z najpiękniejszych miast na świecie.



Z okładki nowego wydania magazynu spogląda na nas Brigitte Macron. W chwili, gdy jej mąż został prezydentem Francji, stała się ona jedną z najbardziej rozpoznawalnych Pierwszych Dam. Wiele kontrowersji wzbudził fakt, że jest ona o wiele starsza od wybranka swojego serca. W artykule przeczytacie historię związku Macronów, która jest świetnym potwierdzeniem na to, że prawdziwa miłość potrafi przełamać wszelkie bariery. W tym numerze przeczytacie również o młodej, utalentowanej, francuskiej piosenkarce Almie, która w roku 2017 reprezentowała swój kraj w konkursie Eurowizji.

Miłośnicy kina znajdą tu również propozycje francuskich filmów z ostatnich lat, które dostarczają emocji i wzruszeń, dla których tak chętnie zasiadamy przed "wielkim ekranem". W tym numerze pojawił się także obszerny artykuł na temat DOM - czyli departamentów zamorskich. Tekstów oczywiście jest więcej, każdy ma więc szansę znaleźć tu coś, co szczególnie go zainteresuje. 

Jak zawsze, część artykułów możemy ściągnąć w formacie mp3, osłuchać się z nimi i przećwiczyć właściwą wymowę. Ze strony magazynu można również ściągnąć arkusz pracy dla nauczyciela i listę słówek. Jeżeli uczycie się francuskiego na kursach czy w szkole, warto zwrócić na to uwagę Waszym wykładowcom, jest to bowiem dobra okazja by oderwać się od "programowych" tematów i słówek, wprowadzić do lekcji nieco więcej "życia".

Pragnę również zwrócić uwagę na oznakowanie obok artykułów - wszędzie oznaczono poziom tekstów, dzięki czemu możecie zacząć pracę od tych najłatwiejszych i przechodzić do trudnych w miarę zaostrzania apetytu. 

Magazyn dostępny jest w formie papierowej, jednak część numerów można również zakupić w korzystniejszej cenowo wersji elektronicznej. (TUTAJ)





Niezmiernie się cieszę, że Français Présent doczekał się pierwszego wydania specjalnego. I to jakiego, cały numer poświęcony jest stolicy Francji! Jeżeli kiedykolwiek byliście w Paryżu, to wiecie, jak niezwykłe jest to miasto. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie, nie inaczej jest w specjalnym wydaniu magazynu. Zaczynamy od sylwetek osób, które miały szczęście urodzić się w Paryżu. Dalej znajdziemy coś na temat muzeów, restauracji, paryskiego metra, a także kalendarz wydarzeń, które warto przeżyć w tym wyjątkowym mieście. Dowiecie się również, jakie są stereotypy na temat mieszkańców tego miasta i jacy naprawdę są Paryżanie. Paryż, miasto tak wyjątkowe, pojawiło się już w wielu filmach. Zapewne z przyjemnością przeczytacie o paru z nich, jestem pewna, że większość jest Wam doskonale znana. 

Wszystkich artykułów nie sposób wymienić, tym bardziej że wydanie specjalne liczy sobie blisko 80 stron. Oczywiście nie zabrakło charakterystycznych elementów, jak oznaczenia trudności tekstów, nagrań części artykułów w formacie mp3, słowniczków z najtrudniejszymi słowkami przy artykułach, czy też możliwości ściągnięcia arkuszy nauczyciela.

Français Présent, czy w wersji tradycyjnej czy specjalnej, przekonuje solidnie opracowanymi tekstami, różnorodnością tematów, aktualnością i wysokim poziomem artykułów. Nauka z magazynem dostarcza sporo satysfakcji, daje nam możliwość kontaktu z "żywym językiem".

Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji poznać tego magazynu, lub uczycie się innego języka (hiszpański, niemiecki, angielski, rosyjski, włoski) i zastanawiacie się, czy magazyny wydawnictwa Colorful Media to coś dla Was, zachęcam do wypełnienia formularza w celu otrzymania próbnego numeru w formie elektronicznej. Formularz znajdziecie TUTAJ.

22.03.2018

"Labirynt duchów" Carlos Ruiz Zafón




Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawnictwo: Wydawnictwo MUZA S.A.
Data premiery: 2017-10-11
Seria: Cmentarz Zapomnianych Książek
Liczba stron: 896





 
 
Jeżeli kiedykolwiek mieliście przyjemność poznać "Cień wiatru" Zafóna, to prawdopodobnie tak jak ja z dużym napięciem czekacie na kolejne książki tego autora, a już w szczególności te, należące do serii Cmentarz Zapomnianych Książek. Każda z nich jest zupełnie inna niż pozostałe, każda czymś zaskakuje. Nie inaczej więc powinno być z zakończeniem tetralogii, "Labiryntem duchów". Oczekiwania wobec tej powieści były ogromne. Czy autor zdołał im sprostać, dowiecie się już za chwilę.

Alicja Gris jest doskonale wyszkoloną i pozbawioną skrupułów agentką. Nic więc dziwnego, że to właśnie jej przydzielono skomplikowane zadanie - musi odnaleźć zaginionego ministra kultury, Mauricia Vallasa. Sprawa jest nader pilna, dlatego też do pomocy przydzielony jej zostaje kapitan policji. Para dość szybko odnajduje kilka tropów, odkrywa coraz to nowe elementy mrocznej przeszłości Vallasa. Z każdym krokiem ściąga na siebie coraz więcej niebezpieczeństw. Co więcej, Alicję dopadają demony z przeszłości. Gra idzie o najwyższą stawkę i praktycznie nikomu nie można już ufać. Czy to nie za wiele, nawet jak dla tak utalentowanej agentki?

Już pierwsze strony książki przypomniały mi, za co tak sobie cenię Zafóna. Potrafi on nie tylko stworzyć niezwykle intrygujące powieści, gdzie fikcja doprawiona zostaje odrobiną magii, ale też najzwyczajniej w świecie ... potrafi pięknie pisać. Sposób, w jaki dobiera słowa, tworzy zdania, akapity, niezmiennie zaskakuje i urzeka. I oczywiście sprawia, że na dobre przepadamy w wykreowanej przez niego rzeczywistości. To jednak dopiero początek, bo "Labirynt duchów" to historia utkana z masy intryg i powiązań, zagadek i ich zaskakujących rozwiązań. I co prawda sam autor utrzymuje, że powieść można czytać bez znajomości poprzednich, czytelnik który faktycznie sięgnie tylko po nią, naprawdę wiele straci. Powracają bowiem zapomniani bohaterowie i intrygujące wątki, poznajemy rozwiązania wielu zagadek. Do tego mamy jeszcze misję Alicji, wątek utkany z niebywałą dbałością o szczegóły, z wieloma zwrotami akcji, przyprawiający czytelnika o szybsze bicie serca. Wykreowane przez pisarza postaci wzbudzają szereg intensywnych emocji. Do jednych czujemy czystą sympatię, mamy wręcz wrażenie, że znamy ich osobiście. Inni budzą szczerą odrazę, a chwile ich triumfu dotykają czytelnika do głębi.

Wreszcie nie można zapomnieć o samej Barcelonie, nadal doświadczonej wojną, polityką, pełną swoich sekretów, ale i niezaprzeczalnego uroku. To miejsce do którego po prostu chce się jechać, by chłonąć jego klimat i poznawać jego liczne tajemnice.

"Labirynt duchów" to powieść napisana z wielkim rozmachem, dbałością o szczegóły, pełną barwnych, pełnokrwistych postaci. Mimo to niestety nie mogę powiedzieć, że jest to powieść, która spełniła wszystkie moje oczekiwania. Momentami trudno mi było nie zadać sobie pytania, czy to jeszcze Zafón, którego tak cenię, czy jakaś specyficzna mieszanka kryminału z elementami powieści obyczajowej. Próbując ogarnąć wszystkie elementy kryminalnej układanki, często brakowało mi czasu by docenić styl autora, dać się ponieść całej historii. Zabrakło mi też tak charakterystyczniej magii. Co prawda często przywoływany zostaje Cmentarz Zapomnianych Książek, ale bez znajomości wcześniejszych tomów serii, trudno zapałać pragnieniem, by tam się znaleźć. Cóż, do ideału niestety co nieco zabrakło, nie zmienia to jednak faktu, że "Labirynt duchów" to barwna i wciągająca powieść, którą naprawdę warto poznać. Fanów Zafóna zachęcać nie muszę, bo niezależnie od tego, co bym napisała, po książkę na pewno sięgną, o ile jeszcze tego nie zrobili. Pozostałych gorąco zachęcam do lektury, ale koniecznie we właściwej kolejności. Musicie poznać wszystkie elementy układanki, by prawdziwie docenić i pokochać tę serię. Naprawdę warto poświęcić jej czas, sama również z pewnością jeszcze do niej wrócę.

15.03.2018

"Rinke za kratami" Rinke Rooyens




Autor: Rinke Rooyens
Wydawnictwo: Zwierciadło

data wydania: 9 września 2015
ISBN: 9788364776632
liczba stron: 304





 
 
 
Ta książka spędziła na mojej półce bardzo dużo czasu. Niby więzienna tematyka wydawała się ciekawa, ale książka towarzysząca produkcji telewizyjnego programu? To zachęcało zdecydowanie mniej i sprawiało wrażenie popełnienia książki tylko po to, by wyciągnąć od widzów parę groszy. Do tego jeszcze postać autora książki - producenta takich programów jak „Szymon Majewski Show”, „Mamy Cię”, „Top model” albo „Jak oni śpiewają?” - czy to wszystko można w ogóle brać na poważnie? Zapewne byłam równie sceptyczna jak sami więźniowie, gdy dowiedzieli się, kto ma zamiar spędzić z nimi cały miesiąc. Rinke musiał więc zyskać nie tylko ich zaufanie, ale również i moje, jako czytelnika. I co tu kryć, spisał się po prostu śpiewająco.

Początkowe obawy, że mam przed sobą "rozrywkową publikację", nic nie wnoszącą do tematu, rozwiały się bardzo szybko. Jeszcze szybciej nabrałam szacunku do autora książki, który okazał się być człowiekiem, którego wiele osób może brać za prawdziwy wzór. Rinke należy bowiem do ludzi bardzo doświadczonych przez los. Wie, co to znaczy być uzależnionym i obracać się w wątpliwym towarzystwie, był zaskakująco blisko tego, by również trafić za więzienne kratki. Na szczęście nie zabrakło mu apetytu na życie i celów do osiągnięcia. Dziś wzięty producent, kiedyś musiał zaczynać od zera i zapewne niewiele osób uwierzyłoby, że kiedykolwiek osiągnie sukces. Jego osiągnięcia są naprawdę ogromne, szczególnie biorąc pod uwagę, że karierę zrobił nie w swoim rodzinnym kraju, a w Polsce, która nie należy do miejsc szczególnie przyjaznych obcokrajowcom. Co tu kryć, myślę, że książka "Rinke za kratami" nie byłaby w połowie tak dobra, gdyby nie fakt, że to właśnie producent musiał stanąć przed kamerą i ... przed samymi więźniami. Zanim to zrobił, napisał do nich list, opowiedział o swoich doświadczeniach i wzbudził duże zainteresowanie, które zaowocowało wieloma interesującymi spotkaniami.

Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich przedstawia jeden dzień pobytu ekipy filmowej w więzieniu. Rinke spotyka się z więźniami, zarówno tymi, których czeka długa odsiadka, jak i tymi, którzy mają niewielki wyrok za drobne wykroczenie. Co ważne, trafia również do osób pracujących w więzieniu, zadaje trudne pytania odnośnie skuteczności "odsiadki" jako formy kary, problemu osób, które notorycznie powracają za kratki. To wszystko sprawia, że otrzymujemy, bardzo interesujący i pełny obraz tego, co dzieje się w więzieniu. Obraz ten z całą pewnością obali niejedno wyobrażenie czytelników o tej instytucji.

Rozmówcy Rinke to naprawdę bardzo różne osoby. Są tacy, którzy nieustannie obiecują poprawę, by już po chwili złamać wszelkie obietnice, wielu brak wizji, jak mogliby zmienić swoje życie. Nie brakuje jednak też ludzi, którzy w więzieniu faktycznie coś zrozumieli i pracują nad tym, by już nigdy tu nie wrócić. Szczególnie boli pojawienie się tak wielu osób z talentami, które wspaniale mogliby wykorzystać na wolności. Czytając rozmowy producenta z więźniami łatwo zapomnieć, że to ludzie, którzy nie siędzą tam bez powodu, osoby, których w normalnych warunkach na pewno byśmy unikali. Również Rinke zdaje się wpadać w tą pułapkę, czuje się w jakiś sposób związany z tymi ludźmi, którzy uświadamiają mu, że i on sam mógł podobnie skończyć. Choćby z tego powodu zarówno on jak i my musimy czasem oderwać się od więziennej rzeczywoistości, nabrać do wszystkiego większego dystansu.

Podczas rozmów dość często pojawia się problem braku pomysłu na samego siebie. Osadzeni doskonale zdają sobie sprawę, jak niewielki kredyt zaufania mają po odsiadce w "normalnym" społeczeństwie. Wielu pochodzi z domów, w których wszyscy mieli problem z alkoholem, jak więc nie popełnić tych samych błędów powracając do ludzi, którzy picie i przemoc uważają za normalne? To smutne ale ci, którzy poważnie myślą o zmianach, stawiają sprawę jasno - muszą wyjechać za granicę. To naprawdę daje do myślenia i trudno nie zgodzić się z gorzką prawdą, że ludziom, którzy z różnych przyczyn popełnili błąd, bardzo rzadko gotowi jesteśmy dać drugą szansę.

W książce "Rinke za kratami" wielu może zaskakiwać sama instytucja więzienna. Wyposażenie sal, oferty zajęć (pomimo problemów z brakiem dostatecznej ilości personelu), regularne posiłki - to warunki, o jakich wielu osadzonych na wolności mogłoby tylko pomarzyć. Wielu z nas pielęgnuje w sobie zupełnie inne wyobrażenie odosobnienia, miejsca tak strasznego, że nikt nie chce w nim zostać choćby jednej minuty dłużej. Łatwo zapominamy, że w tym miejscu człowiek ma odbyć karę, ale też nabrać apetytu na wolne od przestępstw życie. I faktycznie, niektórzy odkrywają w sobie inne pasje, niż przesiadywanie przed budką z piwem. Pozostaje jednak pytanie, co stanie się w chwili, gdy naprawdę będą mogli usiąść przy tej budce...

"Rinke za kratami" to książka napisana zaskakująco dobrze, podejmująca wiele aspektów "odsiadki", dająca czytelnikowi wiele do myślenia. Książka nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, ale uczula nas na wiele spraw, daje zupełnie inny obraz więzienia jako instytucji, jak i samych osadzonych. Książkę polecam osobom zainteresowanym tą tematyką, ale również każdemu, kto chętnie weryfikuje swoje światopoglądy. Warto.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...