25.04.2018

"Co Pan na to Doktorze z sieci?" Anna Krysiukiewicz Fenger, Katarzyna Koper



Autorzy: Anna Krysiukiewicz Fenger, Katarzyna Koper
Wydawnictwo: Edipresse Książki
data wydania: 7 grudnia 2017
ISBN: 9788381171571
liczba stron: 224




Marzeniem każdego rodzica jest, by jego pociecha rozwijała się zdrowo i bezproblemowo. Jesteśmy gotowi zrobić niemal wszystko, by zapewnić dziecku prawidłowy rozwój. Niestety nikt z nas nie jest specjalistą w każdej dziedzinie, dlatego często, podejmując ważne dla dobra malucha decyzje, musimy opierać się na wiedzy i opinii innych osób. W idealnym świecie, w razie jakichkolwiek wątpliwości, moglibyśmy sięgnąć po telefon i wybrać numer specjalisty, który byłby w stanie udzielić nam wyczerpującej odpowiedzi na każde pytanie. Rzeczywistość wygląda oczywiście inaczej. Czasem opieramy się na wiedzy naszych rodziców czy znajomych. O wiele częściej jednak ... wpisujemy nasze pytania w internetową wyszukiwarkę... Rozwiązanie wydaje się niemal idealne. Google zna odpowiedź na praktycznie każde pytanie, jest dostępny o każdej porze dnia i nocy, a do tego jego porady są całkowicie bezpłatne. Cóż, wszystko było by piękne, gdyby informacje zawsze tworzyły osoby kompetentne w danym temacie. Niestety, o wiele łatwiej natknąć się na wypowiedzi osób, które nie posiadają choćby podstawowej wiedzy, a jedynie PRZEKONANIE, że w danym temacie mają coś do powiedzenia. W rezultacie, opierając się na radach "internetowych specjalistów", można dziecku nawet bardziej zaszkodzić niż pomóc. Właśnie z tego powodu tak ważne było, by pojawiła się taka książka jak "Co Pan na to Doktorze z sieci?".

Jej autorki: lekarz pediatra z dużym doświadczeniem zawodowym oraz dziennikarka specjalizująca się w tematach o zdrowiu, postanowiły rozprawić się z problemami, które najczęściej trapią rodziców. Znalazło się więc tu miejsce na kwestię antybiotyków, alergii, szczepień, otyłości czy też odporności maluchów. Każdy temat to osobny rozdział, rozpoczynający się cytatami znalezionymi w internecie. Zdarza się, że cytaty już wzajemnie się wykluczają - to mały dowód na to, że musimy bardzo uważać porady, z jakimi stykamy się w sieci. Dalsza część to już szereg bardzo przydatnych informacji i wyjaśnień, podzielonych na małe bloki (forma pytanie-odpowiedź). Co prawda można czytać tylko odpowiedzi na najbardziej interesujące nas pytania, osobiście jednak zachęcam do choć jednokrotnego przeczytania książki od deski do deski. Okazuje się bowiem, że często sami postępujemy w oparciu o własne doświadczenia, będąc przekonani, że nasze działanie jest właściwe. Książka "Co Pan na to Doktorze z sieci?" może okazać się dla nas sporym zaskoczeniem i uświadomić, że zupełnie nieświadomie popełniamy poważne błędy. Przykładem może być choćby duża dbałość o czystość w domu i higienę dziecka. Teoretycznie jest oczwiste, jak bardzo to ważne, a jednak... Choć chętnie podzieliłabym się z Wami kilkoma bardzo ciekawymi informacjami z książki, uważam, że o wiele lepiej będzie, jeśli sami po nią sięgniecie. Każdy z nas jest bowiem inny, posiadamy odmienną wiedzę nawet na najbardziej podstawowe tematy.

Już na marginesie dodam, że książka doczekała się bardzo ładnego i solidnego wydania, dzięki któremu będzie nam służyć napradę długo, no i świetnie nadaje się na prezent dla świeżo (choć nie tylko) upieczonych rodziców.

Książka "Co Pan na to Doktorze z sieci?" dostarcza nam całą masę przystępnej i solidnej wiedzy w zakresie zdrowego wychowania maluchów. Polecam ją wszystkim rodzicom, każdy bowiem znajdzie tutaj szereg interesujących i ważnych informacji. To z pewnością o wiele lepsze rozwiązanie niż bezradne przetrząsanie internetowych wiadomości. Ta książka może zaoszczędzić Wam wielu trosk, a Waszym pociechom zapewnić jeszcze zdrowsze życie. Polecam.

23.04.2018

"Zarządzanie czasem w pigułce" Agnieszka Makarow




Autor: Agnieszka Makarow
Wydawnictwo: Samo sedno
ISBN: 978-83-6588-419-0
Stron: 208







Zarządzanie czasem to temat bardzo modny i niezmiennie aktualny. Żyjemy w bardzo intensywnych czasach, często w biegu, przeciążeni terminami i zobowiązaniami. Nieraz wstajemy z mocnym postanowieniem nadrobienia wszelkich zaległości i kładziemy się z poczuciem, że zamiast ich ubyć, przybyło. Równie często pod koniec dnia nie jesteśmy nawet w stanie powiedzieć, na co go spożytkowaliśmy. Czy można żyć inaczej, efektywniej, ale i radośniej? Istnieje cała masa poradników, które zapewniają, że faktycznie da się coś zmienić. Niestety wiele z nich to jedynie zestaw pustych frazesów i "technik" tak skomplikowanych, że trudno znaleźć w sobie motywację, by je chociaż wypróbować. Dlaczego więc postanowiłam sięgnąć po "Zarządzanie czasem w pigułce"? Być może dlatego, że napisała ją Agnieszka Makarow. To nie żaden amerykański guru, a studentka kierunku lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Pomimo wymagającego kierunku ta młoda osoba zebrała już wiele doświadczenia w zakresie prowadzenia szkoleń dotyczących umiejętności miękkich. Liczyłam więc, że mam przed sobą bardzo "życiowy" poradnik, który faktycznie pomaga osobom, które muszą dobrze sobie zorganizować czas. I jak się okazało, miałam rację.

W poradniku znajdziecie kilka najbardziej popularnych i skutecznych technik zarządzania czasem jak przykładowo S.M.A.R.T., OATS, GTD, Pomodoro czy macierz Eisenhowera. To jednak nie one decydują o wartości poradnika, a życiowe podejście autorki do tematu. Mam wrażenie, że pisząc go, autorka ani na chwilę nie zapomniała, na czym polega problem przeciążonych nauką studentów i starała się dostarczyć im rozwiązań, które faktycznie mogą im pomóc. Właśnie dlatego kładzie nacisk na stawianie sobie priorytetów, zarówno krótko-, jak i długoterminowych, szczegółowe formułowanie zadań, tak by faktycznie można było określić czas potrzebny do ich wykonania. Oczywiście nie mogło obyć się bez omówienia jakże popularnych "odciągaczy od nauki" jak choćby portale społecznościowe. Część porad może wydać się bardzo oczywista ale gdy dobrze się nad nimi zastanowić, są to sprawy, w których najczęściej popełniamy błędy, więc może właśnie dlatego warto o tym pisać i przypominać.

Miło zaskoczyło mnie omówienie różnego rodzaju aplikacji mobilnych mających na celu usprawnienie naszego procesu planowania i zarządzania czasem. Przyznam, że nie miałam pojęcia, że jest ich tak wiele i ile mogą zaoferować. To z pewnością niezła pomoc dla osób, które nie wyobrażają sobie życia bez "komórki".

Poradnik "Zarządzanie czasem w pigułce" jest bardzo przystępnie napisany, ale i bardzo treściwy. W mojej ocenie znalazło się tu wszystko, co faktycznie ma sens i może nam pomóc zapanować nad ogromem zadań i obowiązków. To problem z którym boryka się niemal każdy, tym bardziej poradnik polecam.

18.04.2018

"Trudne światło" Tomás González



Autor: Tomás González
Tłumaczenie: Marta Szafrańska-Brandt
Wydawnictwo: Znak
tytuł oryginału: La luz dificil
data wydania: 26 lutego 2018
ISBN: 9788324053391
liczba stron: 208






Każdego dnia na księgarnianych półkach pojawia się wiele nowych książek. Niestety większość nich to zwykłe "zapychacze czasu" - opowieści lekkie, nie wymagające refleksji, tak banalne i przewidywalne, że po paru dniach trudno nam przypomnieć sobie, o czym w ogóle były. Tym bardziej cieszy pojawianie się takich "perełek" jak "Trudne światło" autorstwa Tomása Gonzáleza. Ten kolumbijski pisarz nie tworzy dla rozgłosu, a z miłości do literatury i co tu kryć, ta różnica jest odczuwalna już od pierwszych stron książki.


David, uznany malarz, wspomina przełomowe chwile w swoim życiu. Choć osiągnął w życiu wiele, wiele też utracił, a każda strata na dobre zapisała się w jego sercu. Wypadek syna, podróż do kliniki, śmierć ukochanej żony. Mogłoby się wydawać, że "Trudne światło" to powieść o cierpieniu i stracie, jednak w rzeczywistości to również historia o życiu i prawdziwej miłości.

Powieść jest stosunkowo krótka, warto jednak zarezerwować dla niej więcej czasu i delektować się każdą stroną. Tomás González stworzył bohatera boleśnie doświadczonego przez upływ czasu, ale też postać, która doświadczyła wiele dobrego i potrafi docenić każdą pozytywną drobnostkę w swoim życiu. David opowiada o swoim związku z Sarą, która niewątpliwie była miłością jego życia. Jest coś bardzo poruszającego w sposobie, w jakim ten stary człowiek wspomina kobietę, u boku której spędził wiele lat, rozpamiętuje jej mądrość i nieprzemijającą urodę. 

Nie mniej intrygujący jest wątek Jacobo, syna Davida. Jacob uległ wypadkowi, a jego dalsze życie jest wypełnione bólem, którego nie potrafi ukoić nikt z bliskich mu osób. Czy takie życie w ogóle jeszcze ma sens? Czy większym źródłem cierpienia jest bezsilne obserwowanie udręki własnego dziecka, czy też decyzja, by pozwolić mu odejść?

"Trudne światło" wymaga dużego skupienia. Z jednej strony zachwyca sposobem, w jaki bohater rozpamiętuje i celebruje radosne momenty swego życia, z drugiej porusza ogromem doświadczonego przez niego cierpienia. To historia o bólu i utracie, ale jeszcze bardziej o życiu, bliskości, szczerych uczuciach. To powieść frapująca, ale i wyjątkowa. Tej historii nie ma sensu opisywać w wielu słowach, ją trzeba przeczytać i "przeżyć" na własny sposób, do czego Was zachęcam.

12.04.2018

"Dzień 7" Kerry Drewery


Autor: Kerry Drewery
Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych
Cykl: Cela 7 (tom 2)
Wydawnictwo: Młody Book
tytuł oryginału: Day 7
data wydania: 15 lutego 2018
ISBN: 9788380572041
liczba stron: 448




Czy zdarzyło się Wam czekać na kontynuację książki, która autentycznie Was porwała i wierzyć, że emocje jej towarzyszące będą równie intensywne? Cóż, z reguły mało któremu autorowi udaje się stworzyć drugi tom, który byłby równie pasjonujący jak początek serii. Na jego niekorzyść działa choćby brak elementu zaskoczenia - czyli to, co w pierwszej części bardzo silnie na nas oddziałuje. Wiemy już z grubsza, czego możemy spodziewać się po fabule, któremu bohaterowi powinniśmy kibicować, a na którego "uważać". To niekoniecznie oznacza, że lektura kontynuacji ciekawych powieści zawsze musi oznaczać rozczarowanie. Zawsze można do nich wpleść coś nowego, zaskakujący zwrot akcji, niespodziewaną przemianę bohatera. Chyba właśnie tego oczekiwałam od drugiego tomu z serii Cela 7. Niestety tym razem książka bardzo mnie rozczarowała.

Martha Honeydew, cudem ocalona z celi śmierci, nadal nie może odetchnąć. Nie brakuje osób, które utrzymują, że jej uwolnienie jest wynikiem zręcznej manipulacji i niesłusznie uniknęła kary. Jakby tego było mało z każdym dniem przybliża się dzień, w którym może zostać stracony jej ukochany. Jak pomóc Isaacowi nie wpadając w nowe tarapaty?

"Dzień 7" to jedna z tych książek, których raczej nie powinno się czytać oddzielnie, bo nie trzymając się chronologii tracimy sporo cennych informacji. W tym przypadku są to szczegóły działania wyrafinowanego wymiaru sprawiedliwości, w którym (teoretycznie) każdy może zadecydować o czyjejś śmierci. Po lekturze "Celi 7" wiemy już, jak to działa, dlatego też wątek Isaaca, przechodzącego do kolejnych cel jest stosunkowo skąpy, a i tak nudny. Chłopak wspomina swoje dzieciństwo, czasem rozmyśla o swej ukochanej, innym razem nad tym, jak mogą go postrzegać osoby, które mają zadecydować o jego winie. To wszystko jest niemal całkowicie zbyteczne dla rozwoju fabuły, tym lepiej, że przemyślenia chłopaka nie pojawiają się zbyt często. Bardzo rozczarowuje główna bohaterka pierwszej części, Martha. Dziewczyna tuła się od drzwi do drzwi bez większego pomysłu na siebie i na to, jak pomóc człowiekowi, który za parę dni może stracić życie. Trudno wyczuć tu determinację, czy choćby cień inteligencji. Koniec końcem do działania skłania ją osoba, której absolutnie ufać nie powinna. Choć sygnały ostrzegawcze są bardzo wyraźne, Martha bardzo łatwo daje wmanewrować się w kolejną pułapkę. 

Również język powieści tym razem wyraźnie nuży i w bardzo małym stopniu angażuje czytelnika. Często mamy tu do czynienia ze zbiorem pojedynczych słów. Tekst typu - Wybuch. Pył. Krzyk. Ciała. Biegnę. itd robi tak małe wrażenie, że trudno się na nim skupić, o wiele łatwiej tego typu opisy omijać.

Jeśli miałabym wskazać jakiś mocny punkt tej opowieści to jest nim niezmiennie intrygujący model wymiaru sprawiedliwości. Choć teoretycznie już wiemy, jak działa, nadal zmusza nas do przemyśleń. Jak często zdarza się nam wydawać opinie na podstawie bardzo okrojonych informacji? Może nie decydują one o czyimś życiu i śmierci, ale mogą również krzywdzić osoby, których dotyczą. "Dzień 7" pokazuje, jak łatwo można zostać wmanipulowanym, wyłączyć zdroworozsądkowe myślenie i zaprzeczać faktom. Zanim więc wyrazimy jakąś opinię pod kolejnym artykułem, znalezionym w internecie, może warto zapytać się na ile jest on wiarygodny, czy można zweryfikować zawarte w nim informacje? Oczywiście nie należy wszędzie doszukiwać się teorii spisowych, ale może warto czasem wstrzymać się od osądzania, jeśli mamy wrażenie, że nasze wiadomości nie są wyczerpujące. "Dzień 7" z całą pewnością zachęca do tego typu przemyśleń.

Niestety kontynuacja "Celi 7" zupełnie nie spełniła moich oczekiwań, choć wiem, że nie brakuje czytelników, którym bardzo przypadła do gustu. Moim zdaniem nie wniosła niemal niczego nowego do historii i stanowi jednynie jej sztuczne przedłużenie, mam jednak nadzieję, że zakończenie trylogii jeszcze czymś mnie zaskoczy i poruszy. Póki co polecam jednynie tym, którzy poznali i docenili "Celę 7" i po prostu muszą zaspokoić swoją ciekawość. Książka nie powali Was na kolana, ale być może przygotuje na mocny finał? Tego i Wam i sobie życzę...

28.03.2018

Français Présent 44 i Français Présent 1 Paris

Język francuski jest niezwykle piękny, ale i bardzo wymagający, szczególnie dla osób, które faktycznie chcą biegle nim władać, a nie tylko jakoś przetrwać kolejny test. Niestety nadal mamy do dyspozycji bardzo mało pomocy naukowych, które przygotowywałyby nas do kontaktu z żywym, aktualnym językiem. Tym goręcej zachęcam Was do zapoznania się z magazynem Français Présent, w którym znajdziecie szereg aktualnych tematów i masę materiału do samodzielnej (lub grupowej) pracy. Tym razem mam przyjemność nie tylko zaprezentować Wam najnowszy numer tego magazynu, ale również pierwsze wydanie specjalne, poświęcone jednemu z najpiękniejszych miast na świecie.



Z okładki nowego wydania magazynu spogląda na nas Brigitte Macron. W chwili, gdy jej mąż został prezydentem Francji, stała się ona jedną z najbardziej rozpoznawalnych Pierwszych Dam. Wiele kontrowersji wzbudził fakt, że jest ona o wiele starsza od wybranka swojego serca. W artykule przeczytacie historię związku Macronów, która jest świetnym potwierdzeniem na to, że prawdziwa miłość potrafi przełamać wszelkie bariery. W tym numerze przeczytacie również o młodej, utalentowanej, francuskiej piosenkarce Almie, która w roku 2017 reprezentowała swój kraj w konkursie Eurowizji.

Miłośnicy kina znajdą tu również propozycje francuskich filmów z ostatnich lat, które dostarczają emocji i wzruszeń, dla których tak chętnie zasiadamy przed "wielkim ekranem". W tym numerze pojawił się także obszerny artykuł na temat DOM - czyli departamentów zamorskich. Tekstów oczywiście jest więcej, każdy ma więc szansę znaleźć tu coś, co szczególnie go zainteresuje. 

Jak zawsze, część artykułów możemy ściągnąć w formacie mp3, osłuchać się z nimi i przećwiczyć właściwą wymowę. Ze strony magazynu można również ściągnąć arkusz pracy dla nauczyciela i listę słówek. Jeżeli uczycie się francuskiego na kursach czy w szkole, warto zwrócić na to uwagę Waszym wykładowcom, jest to bowiem dobra okazja by oderwać się od "programowych" tematów i słówek, wprowadzić do lekcji nieco więcej "życia".

Pragnę również zwrócić uwagę na oznakowanie obok artykułów - wszędzie oznaczono poziom tekstów, dzięki czemu możecie zacząć pracę od tych najłatwiejszych i przechodzić do trudnych w miarę zaostrzania apetytu. 

Magazyn dostępny jest w formie papierowej, jednak część numerów można również zakupić w korzystniejszej cenowo wersji elektronicznej. (TUTAJ)





Niezmiernie się cieszę, że Français Présent doczekał się pierwszego wydania specjalnego. I to jakiego, cały numer poświęcony jest stolicy Francji! Jeżeli kiedykolwiek byliście w Paryżu, to wiecie, jak niezwykłe jest to miasto. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie, nie inaczej jest w specjalnym wydaniu magazynu. Zaczynamy od sylwetek osób, które miały szczęście urodzić się w Paryżu. Dalej znajdziemy coś na temat muzeów, restauracji, paryskiego metra, a także kalendarz wydarzeń, które warto przeżyć w tym wyjątkowym mieście. Dowiecie się również, jakie są stereotypy na temat mieszkańców tego miasta i jacy naprawdę są Paryżanie. Paryż, miasto tak wyjątkowe, pojawiło się już w wielu filmach. Zapewne z przyjemnością przeczytacie o paru z nich, jestem pewna, że większość jest Wam doskonale znana. 

Wszystkich artykułów nie sposób wymienić, tym bardziej że wydanie specjalne liczy sobie blisko 80 stron. Oczywiście nie zabrakło charakterystycznych elementów, jak oznaczenia trudności tekstów, nagrań części artykułów w formacie mp3, słowniczków z najtrudniejszymi słowkami przy artykułach, czy też możliwości ściągnięcia arkuszy nauczyciela.

Français Présent, czy w wersji tradycyjnej czy specjalnej, przekonuje solidnie opracowanymi tekstami, różnorodnością tematów, aktualnością i wysokim poziomem artykułów. Nauka z magazynem dostarcza sporo satysfakcji, daje nam możliwość kontaktu z "żywym językiem".

Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji poznać tego magazynu, lub uczycie się innego języka (hiszpański, niemiecki, angielski, rosyjski, włoski) i zastanawiacie się, czy magazyny wydawnictwa Colorful Media to coś dla Was, zachęcam do wypełnienia formularza w celu otrzymania próbnego numeru w formie elektronicznej. Formularz znajdziecie TUTAJ.

22.03.2018

"Labirynt duchów" Carlos Ruiz Zafón




Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawnictwo: Wydawnictwo MUZA S.A.
Data premiery: 2017-10-11
Seria: Cmentarz Zapomnianych Książek
Liczba stron: 896





 
 
Jeżeli kiedykolwiek mieliście przyjemność poznać "Cień wiatru" Zafóna, to prawdopodobnie tak jak ja z dużym napięciem czekacie na kolejne książki tego autora, a już w szczególności te, należące do serii Cmentarz Zapomnianych Książek. Każda z nich jest zupełnie inna niż pozostałe, każda czymś zaskakuje. Nie inaczej więc powinno być z zakończeniem tetralogii, "Labiryntem duchów". Oczekiwania wobec tej powieści były ogromne. Czy autor zdołał im sprostać, dowiecie się już za chwilę.

Alicja Gris jest doskonale wyszkoloną i pozbawioną skrupułów agentką. Nic więc dziwnego, że to właśnie jej przydzielono skomplikowane zadanie - musi odnaleźć zaginionego ministra kultury, Mauricia Vallasa. Sprawa jest nader pilna, dlatego też do pomocy przydzielony jej zostaje kapitan policji. Para dość szybko odnajduje kilka tropów, odkrywa coraz to nowe elementy mrocznej przeszłości Vallasa. Z każdym krokiem ściąga na siebie coraz więcej niebezpieczeństw. Co więcej, Alicję dopadają demony z przeszłości. Gra idzie o najwyższą stawkę i praktycznie nikomu nie można już ufać. Czy to nie za wiele, nawet jak dla tak utalentowanej agentki?

Już pierwsze strony książki przypomniały mi, za co tak sobie cenię Zafóna. Potrafi on nie tylko stworzyć niezwykle intrygujące powieści, gdzie fikcja doprawiona zostaje odrobiną magii, ale też najzwyczajniej w świecie ... potrafi pięknie pisać. Sposób, w jaki dobiera słowa, tworzy zdania, akapity, niezmiennie zaskakuje i urzeka. I oczywiście sprawia, że na dobre przepadamy w wykreowanej przez niego rzeczywistości. To jednak dopiero początek, bo "Labirynt duchów" to historia utkana z masy intryg i powiązań, zagadek i ich zaskakujących rozwiązań. I co prawda sam autor utrzymuje, że powieść można czytać bez znajomości poprzednich, czytelnik który faktycznie sięgnie tylko po nią, naprawdę wiele straci. Powracają bowiem zapomniani bohaterowie i intrygujące wątki, poznajemy rozwiązania wielu zagadek. Do tego mamy jeszcze misję Alicji, wątek utkany z niebywałą dbałością o szczegóły, z wieloma zwrotami akcji, przyprawiający czytelnika o szybsze bicie serca. Wykreowane przez pisarza postaci wzbudzają szereg intensywnych emocji. Do jednych czujemy czystą sympatię, mamy wręcz wrażenie, że znamy ich osobiście. Inni budzą szczerą odrazę, a chwile ich triumfu dotykają czytelnika do głębi.

Wreszcie nie można zapomnieć o samej Barcelonie, nadal doświadczonej wojną, polityką, pełną swoich sekretów, ale i niezaprzeczalnego uroku. To miejsce do którego po prostu chce się jechać, by chłonąć jego klimat i poznawać jego liczne tajemnice.

"Labirynt duchów" to powieść napisana z wielkim rozmachem, dbałością o szczegóły, pełną barwnych, pełnokrwistych postaci. Mimo to niestety nie mogę powiedzieć, że jest to powieść, która spełniła wszystkie moje oczekiwania. Momentami trudno mi było nie zadać sobie pytania, czy to jeszcze Zafón, którego tak cenię, czy jakaś specyficzna mieszanka kryminału z elementami powieści obyczajowej. Próbując ogarnąć wszystkie elementy kryminalnej układanki, często brakowało mi czasu by docenić styl autora, dać się ponieść całej historii. Zabrakło mi też tak charakterystyczniej magii. Co prawda często przywoływany zostaje Cmentarz Zapomnianych Książek, ale bez znajomości wcześniejszych tomów serii, trudno zapałać pragnieniem, by tam się znaleźć. Cóż, do ideału niestety co nieco zabrakło, nie zmienia to jednak faktu, że "Labirynt duchów" to barwna i wciągająca powieść, którą naprawdę warto poznać. Fanów Zafóna zachęcać nie muszę, bo niezależnie od tego, co bym napisała, po książkę na pewno sięgną, o ile jeszcze tego nie zrobili. Pozostałych gorąco zachęcam do lektury, ale koniecznie we właściwej kolejności. Musicie poznać wszystkie elementy układanki, by prawdziwie docenić i pokochać tę serię. Naprawdę warto poświęcić jej czas, sama również z pewnością jeszcze do niej wrócę.

15.03.2018

"Rinke za kratami" Rinke Rooyens




Autor: Rinke Rooyens
Wydawnictwo: Zwierciadło

data wydania: 9 września 2015
ISBN: 9788364776632
liczba stron: 304





 
 
 
Ta książka spędziła na mojej półce bardzo dużo czasu. Niby więzienna tematyka wydawała się ciekawa, ale książka towarzysząca produkcji telewizyjnego programu? To zachęcało zdecydowanie mniej i sprawiało wrażenie popełnienia książki tylko po to, by wyciągnąć od widzów parę groszy. Do tego jeszcze postać autora książki - producenta takich programów jak „Szymon Majewski Show”, „Mamy Cię”, „Top model” albo „Jak oni śpiewają?” - czy to wszystko można w ogóle brać na poważnie? Zapewne byłam równie sceptyczna jak sami więźniowie, gdy dowiedzieli się, kto ma zamiar spędzić z nimi cały miesiąc. Rinke musiał więc zyskać nie tylko ich zaufanie, ale również i moje, jako czytelnika. I co tu kryć, spisał się po prostu śpiewająco.

Początkowe obawy, że mam przed sobą "rozrywkową publikację", nic nie wnoszącą do tematu, rozwiały się bardzo szybko. Jeszcze szybciej nabrałam szacunku do autora książki, który okazał się być człowiekiem, którego wiele osób może brać za prawdziwy wzór. Rinke należy bowiem do ludzi bardzo doświadczonych przez los. Wie, co to znaczy być uzależnionym i obracać się w wątpliwym towarzystwie, był zaskakująco blisko tego, by również trafić za więzienne kratki. Na szczęście nie zabrakło mu apetytu na życie i celów do osiągnięcia. Dziś wzięty producent, kiedyś musiał zaczynać od zera i zapewne niewiele osób uwierzyłoby, że kiedykolwiek osiągnie sukces. Jego osiągnięcia są naprawdę ogromne, szczególnie biorąc pod uwagę, że karierę zrobił nie w swoim rodzinnym kraju, a w Polsce, która nie należy do miejsc szczególnie przyjaznych obcokrajowcom. Co tu kryć, myślę, że książka "Rinke za kratami" nie byłaby w połowie tak dobra, gdyby nie fakt, że to właśnie producent musiał stanąć przed kamerą i ... przed samymi więźniami. Zanim to zrobił, napisał do nich list, opowiedział o swoich doświadczeniach i wzbudził duże zainteresowanie, które zaowocowało wieloma interesującymi spotkaniami.

Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich przedstawia jeden dzień pobytu ekipy filmowej w więzieniu. Rinke spotyka się z więźniami, zarówno tymi, których czeka długa odsiadka, jak i tymi, którzy mają niewielki wyrok za drobne wykroczenie. Co ważne, trafia również do osób pracujących w więzieniu, zadaje trudne pytania odnośnie skuteczności "odsiadki" jako formy kary, problemu osób, które notorycznie powracają za kratki. To wszystko sprawia, że otrzymujemy, bardzo interesujący i pełny obraz tego, co dzieje się w więzieniu. Obraz ten z całą pewnością obali niejedno wyobrażenie czytelników o tej instytucji.

Rozmówcy Rinke to naprawdę bardzo różne osoby. Są tacy, którzy nieustannie obiecują poprawę, by już po chwili złamać wszelkie obietnice, wielu brak wizji, jak mogliby zmienić swoje życie. Nie brakuje jednak też ludzi, którzy w więzieniu faktycznie coś zrozumieli i pracują nad tym, by już nigdy tu nie wrócić. Szczególnie boli pojawienie się tak wielu osób z talentami, które wspaniale mogliby wykorzystać na wolności. Czytając rozmowy producenta z więźniami łatwo zapomnieć, że to ludzie, którzy nie siędzą tam bez powodu, osoby, których w normalnych warunkach na pewno byśmy unikali. Również Rinke zdaje się wpadać w tą pułapkę, czuje się w jakiś sposób związany z tymi ludźmi, którzy uświadamiają mu, że i on sam mógł podobnie skończyć. Choćby z tego powodu zarówno on jak i my musimy czasem oderwać się od więziennej rzeczywoistości, nabrać do wszystkiego większego dystansu.

Podczas rozmów dość często pojawia się problem braku pomysłu na samego siebie. Osadzeni doskonale zdają sobie sprawę, jak niewielki kredyt zaufania mają po odsiadce w "normalnym" społeczeństwie. Wielu pochodzi z domów, w których wszyscy mieli problem z alkoholem, jak więc nie popełnić tych samych błędów powracając do ludzi, którzy picie i przemoc uważają za normalne? To smutne ale ci, którzy poważnie myślą o zmianach, stawiają sprawę jasno - muszą wyjechać za granicę. To naprawdę daje do myślenia i trudno nie zgodzić się z gorzką prawdą, że ludziom, którzy z różnych przyczyn popełnili błąd, bardzo rzadko gotowi jesteśmy dać drugą szansę.

W książce "Rinke za kratami" wielu może zaskakiwać sama instytucja więzienna. Wyposażenie sal, oferty zajęć (pomimo problemów z brakiem dostatecznej ilości personelu), regularne posiłki - to warunki, o jakich wielu osadzonych na wolności mogłoby tylko pomarzyć. Wielu z nas pielęgnuje w sobie zupełnie inne wyobrażenie odosobnienia, miejsca tak strasznego, że nikt nie chce w nim zostać choćby jednej minuty dłużej. Łatwo zapominamy, że w tym miejscu człowiek ma odbyć karę, ale też nabrać apetytu na wolne od przestępstw życie. I faktycznie, niektórzy odkrywają w sobie inne pasje, niż przesiadywanie przed budką z piwem. Pozostaje jednak pytanie, co stanie się w chwili, gdy naprawdę będą mogli usiąść przy tej budce...

"Rinke za kratami" to książka napisana zaskakująco dobrze, podejmująca wiele aspektów "odsiadki", dająca czytelnikowi wiele do myślenia. Książka nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, ale uczula nas na wiele spraw, daje zupełnie inny obraz więzienia jako instytucji, jak i samych osadzonych. Książkę polecam osobom zainteresowanym tą tematyką, ale również każdemu, kto chętnie weryfikuje swoje światopoglądy. Warto.

12.03.2018

"Czerwona jaskółka" Jason Matthews




Autor: Jason Matthews
Tłumaczenie: Krzysztof Puławski
Wydawnictwo: Świat Książki
tytuł oryginału: Red Sparrow
data wydania: 28 lutego 2018
ISBN: 9788380319936
liczba stron: 528




 
Wielu miłośników książek uparcie twierdzi, że film nigdy nie będzie lepszy od książki. Mimo to często zdarza się tak, że dopiero za sprawą spektakularnego filmu dana książka robi się bardzo popularna. Tłumy zachęcone tym, co zobaczyły na ekranie, gorączkowo zaczynają poszukiwać książki, czy choć ebooka, licząc na to, że po raz kolejny doświadczą tych samych emocji. Nie inaczej jest w przypadku "Czerwonej jaskółki". Jej treść jednak dla wielu może okazać się dość chłodnym prysznicem...

Współczesna Rosja i bezwzględne służby specjalne. Tu nie ma miejsca na sentymenty, wymaga się bezgranicznego oddania i ślepej wiary w potęgę i nieomylność władzy. Dominika Jegorowa nigdy nie marzyła, by stać się częścią takiego świata, niestety los zadecydował inaczej. Choć bardzo chciałaby zdobyć uznanie dzięki swoim umiejętnościom, wiele osób sprowadza ją do roli profesjonalnej uwodzicielki. Mimo to liczy, że zadanie, które właśnie otrzymała, wszystko zmieni. Jej celem staje się Nathaniel Nash, agent CIA, oficer prowadzący niezwykle ważnego dla Ameryki "kreta". Dziewczyna jeszcze nie przypuszcza, że ta operacja wywróci do góry nogami jej życie i postawi pod znakiem zapytania wszystko, w co dotąd wierzyła.

Fabuła zapowiada się całkiem obiecująco, szybko jednak okazuje się, że nie jest aż tak porywająca, jakby można zakładać. Autor książki, Jason Matthews, jest emerytowanym oficerem CIA z trzydziestoletnim stażem w tej instytucji, co całej powieści może nadawać wrażenie dużej autentyczności. Jak jest naprawdę, wie sam Matthews. Być może zdradził nam parę interesujących szczegółów, a może po prostu nas zmanipulował, co biorąc pod uwagę jego doświadczenia, nie powinno być żadnym zaskoczeniem. To co jest pewne, książka obfituje w najróżniejsze szczegóły pracy agenta i przeprowadzanych przez niego operacji, spisków, strategii itd. Dla wielu osób ta drobiazgowość będzie dość męcząca, nie zawsze bowiem wprowadza coś istotnego do fabuły, czasem wręcz odwraca naszą uwagę od tego, co w książce najbardziej interesujące.

Rozczarowuje również postać Dominiki. Początkowo można by zakładać, że będzie to prawdziwa super-woman, która dzięki swoim niezwykłym (nadprzyrodzonym) umiejętnościom będzie w stanie zatrząsnąć całym rosyjskim mocarstwem. Niestety, o ile na początku jako bohaterka bardzo dobrze się zapowiada, z czasem coraz bardziej ogranicza się do nieco sfrustrowanej agentki, która próbuje udowodnić całemu światu, że ma mu coś więcej do zaoferowania niż ponadprzeciętna uroda. Czy jej się to udaje? W moim przekonaniu nie. Raz po raz daje się zmanipulować, czy to Rosjanom, czy Amerykanom, a wzmianki o jej niezwykłych umiejętnościach zupełnie nic nie wnoszą do całej historii.

Dość zaskakującym, nie do końca zrozumiałym zabiegiem pisarza jest umieszczanie na końcu każdego rozdziału przepisu kulinarnego. Cóż, być może znajdzie się osoba, która zechce je przestudiować, a nawet wypróbować, większość czytelników będzie je jednak omijać, bo w końcu nie sięgali po tę książkę, by nauczyć się gotować.

"Czerwona jaskółka" to powieść z niezłym potencjałem, który jednak nie został do końca wykorzystany. Czyta się ją z umiarkowanym zainteresowaniem, licząc (chyba na próżno), że jeszcze coś pasjonującego się tutaj wydarzy. Brak lekkości pióra, umiejętnego budowania napięcia sprawiają, że jest to lektura co najwyżej przeciętna. Trudno mi było przekonać się do tej historii, jak również do autentyczności opisywanych tu szczegółów życia agentów. Niestety to raczej jedna z tych książek, którą szybko się zapomni. Film podobno okazał się o wiele ciekawszy, więc ... może tym razem przy nim pozostańmy.

09.03.2018

Magazyny wydawnictwa Colorful Media - język angielski

Magazyny wydawnictwa Colorful Media od lat towarzyszą osobom uczącym się języków obcych. Ich ogromną zaletą jest duża różnorodność tematów, aktualne, żywe słownictwo, a także wartościowe dodatki, które sprawiają, że nauka staje się jeszcze bardziej efektywna i skuteczna. Jeżeli uczycie się języka angieslkiego, a jeszcze nie słyszeliście o magazynach tego wydawnictwa, koniecznie przeczytajcie ten wpis. Dowiecie się, czego możecie spodziewać się po poszczególnych tytułach i wybrać ten, który najbardziej Wam odpowiada.
 
 
 
 
Business English Magazine to pozycja skierowana do osób, dla których najważniejsze jest słownictwo biznesowe. To również jedyny tego typu magazyn na naszym rynku, a jego największą zaletą jest fakt, że w odróżnieniu od podręczników do Business English, magazyn podejmuje aktualne tematy, a nie ogranicza się jedynie do słownictwa wymaganego przy biznesowych certyfikatach. Jednym słowem BEM to magazyn dla tych, którzy faktycznie pragną biegle poruszać się w biznesowej tematyce, a nie tylko odbębnić kolejny sprawdzian. Choć podkreślam tu Charakter biznesowy tego magazynu, osobiście uważam, że sięgnąć może po nie każdy, kto już w miarę dobrze posługuje się językiem angielskim. Znajdziecie tu naprawdę ciekawe i bardzo różnorodne artykuły, z najróżniejszych dziedzin.

Przykładowo w 63 numerze tego magazynu przeczytacie o branży fitnessowej, która od wielu lat nie przestaje być modna. Najbardziej interesujące rodzaje treningu, fitnessowi guru i ciężkie pieniądze, jakie przeciętny zjadacz chleba inwestuje w nadziei, że wreszcie uda mu się osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Temat z okładki to coś, o czym każdy z nas słyszał, a mimo to znajdzie tutaj wiele zaskakujących faktów.

Obecnie w niemal każdym mieszkaniu znajdziemy choć parę drobiazgów ze sklepu IKEA. Wydaje się, że ma on rewelacyjną pozycję i nikt nie jest w stanie mu zagrozić, Z tym większym zainteresowaniem przeczytałam o potencjalnym konkurencie, który w najbliższym czasie ma szansę zawalczyć o naszą uwagę, mieszkania i portfele. Osobiście gorąco polecam też artykuł na temat RPA. To niewątpliwie bardzo piękny kraj, który ma naprawdę wiele do zaoferowania.

W magazynie, oprócz artykułów, znajdziecie też ćwiczenia i dialogi, dodatek tematyczny, jak również kody dostępu do filmów powiązanych z danym numerem magazynów. Część artykułów uzupełniona została o wersje audio, dzięki którym możemy również osłuchać się z prawidłową wymową.
 
 


Co jakiś czas w kioskach pojawia się wydanie specjalne magazynu Business English Magazine, skupiające się na konkretnej tematyce. Ostatnie z takich wydań poświęcone jest tematyce zasobów ludzkich. To świetna pozycja dla osób pragnących poznać specjalistyczne słownictwo, a i poznać wiele ciekawostek.

Choć narzucono tu konkretny temat, wybór artykułów jest nadal bardzo różnorodny. I tak przeczytacie tu choćby o niesamowitych strategiach zatrudniania wartościowych pracowników, pracy HR Managerów, pracownikach-duchach, którzy mogą pojawić się w niemal każdej firmie, czy też o filmach powiązanych tematycznie z tym wydaniem magazynu.

Wydania specjalne magazynu BEM niezmiennie prezentują znakomity poziom i dostarczają wiele wartościowego materiału do nauki języka angielskiego. I tutaj znajdziecie szereg dodatków, z jakimi spotkać się można w tradycyjnych wydaniach magazynu.



Na koniec parę słów o magazynie English Matters, którego najnowsza okładka z całą pewnością przykuwa uwagę :-). W odróżnieniu od BEM nie ma tutaj nacisku na język biznesowy, chodzi bardziej o to, by nauczyć się swobodnie rozmawiać na różnorodne, aktualne tematy.

Skoro aktualne tematy to oczywiście związek Harrego i Megan, którym żyje cała Anglia. Książe buntownik wreszcie ofiarował komuś swoje serce i wszyscy pragną się dowiedzieć, czym mogła oczarować go sympatyczna Megan. Sporym zaskoczeniem był dla mnie tym razem artykuł na temat grupy Korn. Poznamy tu nie tylko historię zespołu, ale również szereg zwrotów z ... kukurydzą :-) "Especially" i "specially" - na pozór identyczne słowa mylą się wielu uczącym się angielskiego. Po lekturze tego magazynu na dobre zapamiętacie czym się różnią i w jakich sytuacjach można ich używać.

Również tutaj mamy do dyspozycji udźwiękowione wersje części artykułów, słowniczki z trudniejszymi słowami, dodatek tematyczny, a także kartę pracy dla nauczyciela, dzięki której magazyn można wykorzystać również na lekcjach w szkole.

Każdy z opisanych magazynów to spora dawka materiałów na bardzo dobrym poziomie. Ze swojej strony polecam wszystkie trzy, choć osobiście najchętniej sięgam po tradycyjny BEM. W tym miejscu polecam Wam również internetowy kiosk wydawnictwa Colorful Media. Możecie tam nie tylko zamówić bieżące i archiwalne magazyny, ale również skorzystać z korzystniejszej cenowo prenumeraty lub nabyć magazyny w formie elektronicznej.



Do kiosku przejdziecie klikając
TUTAJ

07.03.2018

"Pani Hazel i Klub Rosy Parks" Jonathan Odell




Autor: Jonathan Odell
Tłumaczenie: Zbigniew Kasprzyk
Wydawnictwo: WAM
tytuł oryginału: Miss Hazel and the Rosa Parks League
data wydania: 23 września 2015
ISBN: 9788327710512
liczba stron: 524



 
 
Prześladowania kolorowych w Ameryce to bardzo wdzięczny temat na poruszający film czy też przejmującą książkę. Niektóre tytuły wywarły na czytelnikach ogromne wrażenie i stały się światowymi bestsellerami. Inne przepadły gdzieś na księgarnianych półkach, choć to wcale nie oznacza, że nie są warte naszej uwagi. Jedną z takich książek jest "Pani Hazel i Klub Rosy Parks".

Hazel Graham jest kobietą z nizin społecznych. Nie może liczyć na pokaźny spadek, nie może pochwalić się dobrym wykształceniem, nie należy również do szczególnych piękności. Kobieta jest jednak tak uparta w dążeniach do wywalczenia sobie lepszego bytu, że w końcu udaje jej się zdobyć serce niejakiego Floyda. Mężczyzna zdaje się być spełnieniem jej marzeń, dzięki niemu ma dom i nie musi martwić się o swoją przyszłość. Jej jedynym zadaniem jest godne prezentowanie męża, szybko jednak okazuje się, że Hazel nie pasuje do wytwornych dam, nie jest wystarczająco oczytana, nie reprezentuje sobą poziomu, do jakiego przywykły panie z dobrych domów. Trudno jej również spełnić się w roli matki, sąsiadki nie szczędzą jej bolesnych uwag, które potęgują w niej poczucie niepewności. Rodzinna tragedia zupełnie ją załamuje i wygląda na to, że już nigdy tak na dobre się z niej nie otrząśnie. Wtedy jednak w jej domu pojawia się służąca Vida, która nie tylko pomoże jej wrócić do życia, ale również sprawi, że Hazel zapragnie walczyć o prawa kolorowych mieszkańców Missisipi.

"Pani Hazel i Klub Rosy Parks" to powieść dość stonowana i spokojna. Choć czasem jesteśmy tu świadkiem wstrząsającego wydarzenia, chyba prawie nikt nie będzie gotów zarwać nocy, by przekonać się, co wydarzy się na kolejnej stronie. Nie oznacza to jednak, że książka nie jest warta naszej uwagi. Jonathan Odell stworzył opowieść wielowarstwową, poruszającą takie tematy jak walka o własne szczęście, nierówność społeczna, walka o godne traktowanie kolorowych. Wykreowane przez niego postaci są barwne i zróżnicowane. Każda z nich ciągnie za sobą bagaż trudnych doświadczeń, które wpływają na ich przekonania i marzenia. Hazel tak na dobrą sprawę pragnie tylko szczęścia, jednak droga, jaką wybrała jest wyjątkowo wyboista i ... samotna. Bez właściwego oparcia, kobieta odnajduje ukojenie w alkoholu. Gdyby nie świeży impuls w postaci Vidy, pewnie do końca życia pozostałaby samotną, złamaną kobietą.

Vida zdaje się być przeciwieństwem Hazel. Kobieta ma za sobą gwałt i utratę dziecka, a mimo to pozostaje harda i silna. Jej siłą napędową staje się nienawiść i pragnienie odegrania się na tych, którzy tak boleśnie ją doświadczyli. Na szczęście w jej otoczeniu pojawiają się dobrzy ludzie, którzy pomagają jej się otworzyć i odnaleźć spokój ducha, którego tak bardzo potrzebuje.

Powieść zmusza nas do wielu refleksji, przypomina, jak ważne jest poszanowanie drugiego człowieka. Podkreśla, że choć jesteśmy od siebie tak różni, każdy z nas ma prawo do godnego życia i swoim istnieniem ubogaca społeczeństwo. "Pani Hazel i Klub Rosy Parks" jest piękną opowieścią o relacjach międzyludzkich, książką refleksyjną, pełną mądrości, przypominającą nam, jak żyć w zgodzie z samym sobą i drugim człowiekiem. I choć sam temat prześladowań i niesprawiedliwości ,jakie dotykają kolorowych nie jest tutaj aż tak wymowny jak w innych powieściach, książka zdobywa punkty w innych kategoriach i na pewno jest warta uwagi czytelnika. Zachęcam.

06.03.2018

Francuski: Samouczek z kryminałem i ćwiczeniami + audiobook. Tous les secrets du docteur.





Wydawnictwo: Edgard
ISBN: 978-83-7788-972-5
Data wydania: 09.2017
Stron: 216







Nauka języków obcych niezmiennie kojarzy się ze wkuwaniem masy słówek i reguł gramatycznych. Dodatkowo demotywować może tempo nauki - po pół roku możemy mieć wrażenie, że nadal potrafimy co najwyżej się przedstawić, gdy zaś próbujemy szybciej przerobić materiał, szybko tracimy nad wszystkim kontrolę. Czy naprawdę nie ma innego rozwiązania? Owszem, jest ich nawet kilka, choć od razu należy zaznaczyć, że wymagają one sporego i szczerego zaangażowania. Początkowo nowa forma może nieco przerażać, jednak warto się przełamać, próbować, by wreszcie znaleźć taką formę nauki, która naprawdę będzie nam odpowiadać.

Dziś mam przyjemność zaprezentować Wam samouczek do nauki języka francuskiego, przeznaczony dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym językiem. Nie jest to jednak taki samouczek, do jakiego byliśmy dotąd przyzwyczajeni. Brak tu rozdziałów z dialogami w sklepie, na ulicy, czy u doktora. Zamiast tego otrzymujemy natomiast ... kryminał z szeregiem ćwiczeń.

W ekskluzywnym kurorcie La Baule turyści odkrywają dryfujące w wodzie zwłoki znanego chirurga. Szybko zostaje ustalona przyczyna śmierci, jednak przyjaciel zmarłego jest przekonany, że doszło tutaj do przestępstwa. Czy wynajęty detektyw zdoła to udowodnić?

Fabuła książki nie jest może zbyt skomplikowana, jednak pamiętajmy, że samouczek przeznaczony jest dla osób, które dopiero zaczynają uczyć się języka francuskiego. Myślę, że niejedna z nich i tak będzie wręcz przerażona, widząc długi tekst w jeszcze nieznanym języku, już na pierwszej stronie samouczka. Warto jednak przełamać opór, przeczytać wstęp i dowiedzieć się jak korzystać z książki. Szybko okaże się, że nie jest ona aż tak skomplikowana, jak by mogło na początku się wydawać, a ta dość niecodzienna forma nauki ma mnóstwo plusów. Zacznijmy od najbardziej oczywistych - zamiast nudnego wkuwania słówek i reguł, od początku pracujemy z dłuższym i ciekawszym tekstem. Oczywiście i tu nie obejdzie się bez nauki słownictwa, jednak poznając je w kontekście, o wiele łatwiej wszystko zapamiętujemy. Podobnie jest z gramatyką - poznajemy nie tylko zasadę, ale i od razu mamy do czynienia z jej praktycznym zastosowaniem. Warto też zwrócić uwagę na sam język opowieści - o wiele bardziej zbliżony do żywego języka, jakim posługują się Francuzi, niż szablonowe zwroty z tradycyjnych podręczników. Praca z tekstem pozwala nam również rozwinąć intuicję językową. To normalne, że w nieznanym nam tekście, nawet po latach nauki, mogą pojawić się nieznane nam słowa. Intuicja językowa pozwala nam jednak wydedukować ich znaczenie z kontekstu zdania. Ta umiejętność znacznie ułatwia i przyspiesza naukę jezyka.

Jak już wspomniałam, samouczek to nie tylko sam tekst, ale i szereg ćwiczeń gramatycznych i leksykalnych. Do książki dołączony jest również audiobook, dzięki któremu poznajemy właściwą wymowę i osłuchujemy się z nowo poznanym materiałem. W książce znajdziemy też kod, dzięki któremu możemy pobrać e-booka z treścią książki. W ten sposób możemy wgrać ją na czytnik czy telefon, mieć ją zawsze przy sobie i uczyć się w każdej wolnej chwili.


Samouczek "Tous les secrets du docteur" to pozycja dla wszystkich, którzy pragną poznać podstawy języka francuskiego, jednak odstrasza je rutyna i nuda podczas wkuwania słówek i reguł gramatycznych. To podręcznik dla osób, które nie boją się wyzwań, są gotowe na intensywną pracę, która szybko przynosi wymierne efekty. To niewątpliwie jedna z ciekawszych pozycji na rynku, skierowana dla osób rozpoczynających naukę języka francuskiego, dlatego też gorąco polecam ją Waszej uwadze.

01.03.2018

Francuski w tłumaczeniach. Gramatyka

Wydawnictwo Preston Publishing bardzo szybko wyrobiło sobie pewną pozycję wśród wydawnictw oferujących pomoce do nauki języków obcych. Nie bez powodu - dynamicznie rozwijająca się seria książek "... w tłumaczeniach" pozwoliła wielu uczącym uwierzyć, że faktycznie są w stanie opanować język obcy. Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o tej serii, zachęcam do lektury wpisu na temat książek "Francuski w tłumaczeniach. Gramatyka". Nawet jeśli uczycie się innego języka, ten wpis da Wam odpowiedź na pytanie, czy propagowana przez autorów serii metoda nauki do Was przemawia i czy warto się nią zainteresować.

Na dzień dzisiejszy dostępne są 4 części kursu dla uczących się języka francuskiego, z którym możemy dojść aż do poziomu średnio zaawansowanego. Mam jednak nadzieję, że na tym się nie skończy i doczekamy się kontynuacji, tym bardziej, że wiele osób bardzo polubiło ten kurs i przywykło do stosowanej tu metody nauki.

Osoby, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z językiem francuskim, w pierwszej chwili mogą się ... wystraszyć. Już od pierwszej strony podręcznika naszym zadaniem jest bowiem tłumaczenie zdań zaprezentowanych po polsku. Jak to? Tłumaczyć, choć nie poznaliśmy jeszcze ani jednego słówka? To zdecydowanie nie to, do czego przyzwyczaiły nas standardowe podręczniki, wierzcie mi jednak, że jest to metoda o wiele bardziej skuteczna bo bardzo aktywna. W ten sposób ludzie na całym świecie opanowują nie tylko jeden, ale często nawet kilka języków. Osobiście znam przypadku osób, które dzięki tej metodzie biegle posługują się różnymi, nawet bardziej egzotycznymi językami, mimo że nie spędziły ani godziny na zwykłym, językowym kursie.

Wracając jednak do tej konkretnej serii, jak jej tytuł wskazuje, ma ona pomóc nam przyswoić sobie zasady gramatyczne, obowiązujące w języku francuskim. Każdy rozdział to nowa zasada do opanowania i szereg zdań do przetłumaczenia. Bez obaw, na każdej stronie znajdziemy właściwą odpowiedź, której możemy również wysłuchać w wersji audio. Co jednak bardzo ważne i decyduje o efektach nauki, ten kurs nie polega na tym, by wkuć na pamięć podane zdania, a z nimi się oswoić, zrozumieć mechanizmy funkcjonujące we francuskiej gramatyce. Tylko w ten sposób faktycznie będziemy rozwijać nasze umiejętności i tworzyć zupełnie nowe, poprawne zdania.

Bardzo ważnym elementem książek są objaśnienia zagadnień gramatycznych, znajdujące się po prawej stronie. Nie brakuje tutaj uwag odnośnie tego, z czym uczący się może mieć największe trudności jak i omówień najczęściej popełnianych błędów. Jak już wspomniałam, do książek dołączone są płyty z nagraniami wszystkich zdań, zarówno w języku polskim, jak i francuskim. Dodatkowo po kursie polsko-francuskim, pojawiły się również nagrania wyłącznie w języku obcym. W ten sposób łatwiej nam będzie osłuchać się z językiem, skupić na właściwiej wymowie. Dzięki temu książki pozwalają nam nie tylko opanować słówka, zwroty i gramatykę ale również właściwą wymowę.

Książki charakteryzują się dużą przejrzystością i bardzo dobrym poziomem. która z założenia ma nam pomóc w opanowaniu języka na poziomie A1, w rzeczywistości już ten poziom przekracza i może właśnie dlatego bardzo płynnie przeprowadza do kolejnej książki w serii. Jeżeli kiedykolwiek braliście udział w zwykłym kursie językowym, pewnie będziecie zaskoczeni ilością materiału, jaką tutaj będziecie musieli sobie przyswoić. Odpowiedzmy sobie jednak całkiem szczerze - po co tygodniami katować się zdaniami typu "Jak się masz?" skoro tak wiele uczących się udowodniło już, że można uczyć się o wiele szybciej i efektywniej?

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że seria "...w tłumaczeniach" jest dość wymagająca, ale i bardzo skuteczna. Oferta wydawnictwa Preston Publishing dynamicznie się rozwijam, więc zachęcam do regularnego odwiedzania ich strony (
TUTAJ), a także do regularnej nauki z jego publikacjami. Zapewniam, że wysiłek się opłaca i już po krótkim czasie przekonacie się do jej skuteczności. Ze swojej strony gorąco polecam.

26.02.2018

Kapitan Nauka: Łamigłówki dla przedszkolaka 3+

 

O serii Kapitan Nauka pisałam już wiele razy, gdyż bardzo ją sobie cenię i praktycznie wszystkie produkty, jakie dotąd poznaliśmy, dobrze się u nas przyjęły. Tym bardziej cieszy mnie, że ilekroć zaglądam na stronę internetową serii, znajduję tam nowe, ciekawe zestawy, książki czy też gry. Dziś parę słów o zestawie łamigłówek, przeznaczonych dla dzieci w wieku 3-5 lat.

Zestaw składa się z poradnika, 15 zmywalnych kart, zestawu 102 kolorowych zagadek i suchościernego flamastra. W sumie to wiele godzin intensywnej pracy, ale i dobrej zabawy.
 
 
 
 


Zanim podarujemy dzieciakom zestaw, warto sięgnąć po poradnik, w którym znajdziemy szereg rad i wskazówek odnośnie tego, jak możemy rozwijać zdolności umysłowe dziecka. Dodatkowo pojawiło się tutaj sporo zadań, które można wykonywać bezpośrednio w książeczce. Ich różnorodność pozwala na trenowanie pamięci, koncentracji, myślenia i kreatywności.

Zestaw 15 zmywalnych kart oferuje nam 3 rodzaje ćwiczeń - ćwiczenia grafomotoryki ręki (rysowanie po śladzie), ćwiczenia kreaywności (uzupełnianie ilustracji), a także ćwiczenia przygotowujące do nauki pisania w szkole. Dużym atutem tej części zestawu jest oczywiście możliwość zmazywania odpowiedzi. Jeżeli więc coś się nie uda, bardzo łatwo można to usunąć, a zadanie wykonać ponownie. Ponieważ w zestawie znalazł się też odpowiedni flamaster, nie musimy się martwić, czy posiadane w domu mazaki faktycznie będą łatwe do usunięcia.

Zestaw 102 łamigłówek w praktycznym formacie to coś, co zdążyliśmy już poznać, docenić i bardzo polubić. Pakiet połączonych ze sobą zagadek bez problemu można zabrać ze sobą w podróż, czy do lekarza. Nic się nie gubi, całość łatwo przechować, a i same zagadki są na tyle różnorodne i graficznie atrakcyjne, że dzieciaki bardzo chętnie po nie sięgają. Co również bardzo fajne, na odwrocie każdej karty z łamigłówkami, znajduje się odpowiedź na zadane pytanie, również w formie graficznej. Dzięki temu dzieci same mogą sprawdzać, czy udzieliły właściwej odpowiedzi. Jak już wspomniałam, zagadki w tej formie już dawno zdobyły nasze uznanie, często je ze sobą zabieramy i obserwujemy, jakie robią wrażenie na innych dzieciach, z reguły wyposażonych w ... smartfony. Nagle okazuje się, że maluchy o wiele chętniej rozwiązują takie zadania, niż wpatrują się w mały ekranik, oglądając filmiki czy grając w gierki. Nie muszę chyba dodawać, że ta forma zajęć z dzieckiem jest dla niego o wiele bardziej korzystna, bardziej rozwijająca, no i wzmacnia więź pomiędzy maluchem i rodzicem.

Zestaw
Kapitan Nauka: Łamigłówki dla przedszkolaka 3+ w zupełności spełnił nasze oczekiwania, czego z resztą od razu się spodziewaliśmy. Po raz kolejny otrzymaliśmy zestaw fajnych zagadek, dobrze dostosowanych do grupy docelowej, na tyle atrakcyjnych graficznie, że dzieci same bardzo chętnie po nie sięgają. Nagle okazuje się, że wcale nie trzeba "nagród" w postaci naklejek, by skłonić dziecko do wspólnej pracy. Fakt, że może ono spędzić czas z opiekunem, czegoś się nauczyć, się wykazać okazuje się o wiele ważniejszy. Dlatego też zachęcam do pracy z zestawem, jak i z całą serią Kapitan Nauka.

W tej serii ukazał się również pakiet dla dzieci w wieku szkolnym:
Zabawy logiczne dla ucznia 6+.

21.02.2018

"Słup ognia" Ken Follett



Autor: Ken Follett
Tłumaczenie: Janusz Ochab, Anna Dobrzańska
Cykl: Filary ziemi (tom 3)
Wydawnictwo: Albatros
tytuł oryginału: A Column of Fire
data wydania: 13 września 2017
ISBN: 9788381250719
liczba stron: 848





Ken Follett jest bardzo utalentowanym i niezwykle cenionym brytyjskim autorem szeregu powieści historycznych i thillerów. Niektóre z jego książek doczekały się znakomitych ekranizacji. Każda zostaje ciepło przyjęta przez rzesze wiernych czytelników. Do jego najbardziej znanych powieści z całą pewnością zaliczyć należy "Filary ziemi" i " "Świat bez końca". Kto by pomyślał, że po latach po raz kolejny będzie nam dane powrócić do Kingsbridge i przeżyć kolejną, niezwykłą przygodę.

Koniec roku 1557. W społeczeństwie coraz dotkliwiej odczuwa się podział na katolików i protestantów. Przyjaźń, lojalność i miłość coraz bardziej tracą na znaczeniu. I choć dla Neda Willarda szczytem marzeń byłoby poślubienie Margery Fitzgerald, jako protestant nie ma co liczyć na przychylność jej katolickiej rodziny. Gdy rodzina Neda traci majątek, mężczyzna opuszcza Kingsbridge i przyjmuje posadę u protestanckiej księżniczki, Elżbiety Tudor. Głęboko wierzy, że to właśnie ona zapewni Anglii tak potrzebny spokój. Ile jednak jest warta obietnica Elżbiety, że pod jej panowaniem żaden człowiek nie straci życia ze względów religijnych?

"Słup ognia" to napisana z niesamowitym rozmachem powieść osadzona w wyjątkowo interesującej oprawie historycznej. Wojny religijne, podróże do Nowego Świata, noc Świętego Bartłomieja w Paryżu, walka z hiszpańską Wielką Armadą - trudno znaleźć drugą powieść, która opisywałaby tyle interesujących wydarzeń z taką dokładnością. Ken Follett po raz kolejny sięga po jeden ze swoich ulubionych tematów, czyli działalność szpiegowską. Bohaterowie "Słupa ognia" biorą udział w najbardziej spekatularnych spiskach przeciwko najważniejszym postaciom w państwie, inni podążają tropem najbardziej niebezpiecznych zbrodniarzy i intrygantów. Follett przemycił do swojej powieści całą masę historycznych faktów (choć nie brakuje tu też pewnych przekłamań), zrobił to jednak w sposób, który ani trochę nie nuży, całość czyta się z zapartym tchem.

W powieści liczącej ponad 800 stron oczywiście nie mogło też zabraknąć miłości, romansów, konfliktów, przemocy. Każdy z bohaterów na swój sposób zmaga się z codziennością. Jedni tracą majątek i pozycję, inni wspinają się po szczebelkach kariery i bogacą. Wiele osób prowadzi podwójne życie, pragnąc by ich wiara wreszcie osiągnęła najwyższy statut. Poznamy osoby niezwykle odważne i szlachetne, ale i do cna zepsute. Będziemy kibicować prawdziwej miłości, nawet jeśli wszystko wskazuje na to, że nigdy nie zwycięży.

"Słup ognia" jest co prawda trzecią powieścią w serii "Filary ziemi", jednak ze względu na czasową odległość prawie w ogóle nie jest ona powiązana z poprzednimi tomami. Oznacza to, że można skusić się na jej lekturę nie znając poprzednich części, ci jednak, którzy mieli przyjemność je poznać, odkryją w tej książce szereg subtelnych nawiązań.

O "Słupie ognia" można by pisać bardzo wiele - o fascynującej fabule, interesującej oprawie historycznej, barwnych postaciach - jednak co by nie napisać, pewnie i tak byłoby to za mało. Tę powieść trzeba po prostu zacząć czytać i albo szybko nas znuży i odłożymy ją na półkę, albo przepadniemy w niej na dobre. Osobiście spędziłam z nią wiele cudownych godzin. Tak wciągające historie nie spotyka się na każdym kroku, tym bardziej polecam ją Waszej uwadze.

13.02.2018

English matters nr 68/2018




English matters jest chyba najbardziej znanym spośród magazynów wydawnictwa Colorful Media. Nic dziwnego, język angielski jest już od dawna bardzo rozpowszechniony, a jego nauka dla wielu osób nie ogranicza się już tylko do wykucia słówek na sprawdzian. Dużym atutem magazynu jest duża różnorodność tematyczna, dzięki której każdy znajdzie tu dla siebie coś ciekawego.

W najnowszym numerze przeczytacie choćby o anoreksji, bulimii i ogólnie o zaburzeniach odżywiania. Niestety ten temat pozostaje aktualny od dłuższego czasu, warto więc poznać szereg zwrotów i słówek, dzięki którym będziemy mogli swobodniej rozmawiać na ten temat. W magazynie znalazł się również artykuł na temat Mel B, która obecnie kojarzona jest głównie z filmików treningowych, choć warto przypomnieć jej wcześniejsze osiągnięcia. Marka Starbucks jest doskonale znana wszystkim miłośnikom kawy. W kolejnym artykule będziecie mogli przeczytać wywiad z Joseph Michelli na jej temat.

W najnowszym numerze nie zabrakło szeregu przykładowych dialogów - tym razem są to dialogi w samochodzie, czy też kolejnej lekcji gramatyki. Tradycyjnie do dyspozycji mamy słowniczki z trudniejszymi słówkami z artykułów, kody mp3, dzięki którym możemy odsłuchać szereg artykułów, arkusz pracy dla nauczyciela, dzięki któremu magazyn można wykorzystać również w szkole czy też na uczelni. Ambitnym zwracam również uwagę na konkurs, w którym można wygrać roczną prenumeratę magazynu.

English matters jak zwykle cieszy dobrym poziomem i ciekawym doborem tematów. To dobry wybór dla osób, które pragną poszerzać swoje słownictwo, a angielskiego uczą się po to, by faktycznie potrafić się nim porozumiewać, a nie tylko zaliczać kolejne sprawdziany. Zachęcam do czytania i nauki.

12.02.2018

Français Présent 43/2018

 
 
Język francuski jest niewątpliwie bardzo piękny ale i dość wymagający, jeśli chodzi o jego opanowanie w stopniu komunikatywnym. Pomimo, że uczą się go tysiące osób, nadal trudno jest dostać dobre pomoce naukowe, szczególnie takie, które poruszałyby aktualne tematy a nie tylko zakres słownictwa wymaganego na egzeminach. Tym bardziej cenię sobie kwartalnik Français Présent i bardzo cieszę się na każde kolejne wydanie.

W aktualnym numerze jak zwykle sporo kultury, która wielu osobom mocno kojarzy się z Francją. Na rozgrzewkę mamy trzy którkie teksty na temat filmów, które mogą skutecznie uprzyjemnić długi wieczór. Miłośników książek na pewno ucieszy tekst na temat jednego z najbardziej znanych francuskich dramatopisarzy, jakim jest Éric-Emmanuel Schmitt. Przeczytacie tu o jego debiucie w teatrze, ale również wielu znanych publikacjach. Nazwisko Mabanckou większość z Was pewnie nie kojarzy, być może tym bardziej warto zapoznać się z artykułem na temat tego kongijskiego pisarza i poety?

W 2024 roku gospodarzem Igrzysk Olimpijskich będzie Paryż. Jak zwykle przy takich imprezach w grę wchodzi masa przygotowań i ogromne pieniądze - zarówno dofinansowania, ale i również późniejsze, szacunkowe wpływy dla regionu. W najnowszym wydaniu Français Présent będziecie mogli poznać oszałamiające kwoty, związane z organizacją Igrzysk.
 
Wielu osobom Francja niezmiennie kojarzy się z ... serem. Tym razem będziecie mieli okazję przecztać o trzech jego gatunkach; comté, munster oraz roquefort. Z artykułu dowiecie się min. co oznaczają skróty występujące na opakowaniach sera: AOC oraz AOP.
 
Oczywiście to tylko kilka przykładów na to, czego możecie spodziewać się po najnowszym magazynie. Jak zwykle nie zabrakło tu dialogów, testów, słowniczka i odnośników do artykułów w formacie audio. To dla mnie niezmiennie jeden z największych plusów tego magazynu - mam możliwość nie tylko oswoić się z tekstami, poruszającymi aktualne zagadnienia, ale również mam nieustanny kontakt z prawidłową wymową, bardzo ważną w przypadku słówek, których nie znamy. Magazyny Colorful Media nieustannie cieszą mnie wysokim poziomem i starannością wykonania, dlatego też jak zwykle polecam.


02.02.2018

"Jak uczyć się szybciej i skuteczniej" Krzysztof Minge, Natalia Minge




Autor: Krzysztof Minge, Natalia Minge    
Wydawnictwo: Samo Sedno

tytuł oryginału: Jak uczyć się szybciej i skuteczniej
data wydania: 12 lipca 2017
ISBN: 9788377889824
liczba stron: 232



 
 


W dzisiejszych czasach już chyba prawie nikt nie wierzy w to, że nauka kończy się na szkole. Realia nieustannie się zmieniają, i tylko osoby, które stale się uczą i doszkalają, mają w miarę stabilną pozycję na rynku pracy. Niestety wiele osób staje w miejscu, tłumacząc się brakiem czasu czy umiejętności przyswajania nowej wiedzy. Czy naprawdę są skazani na porażkę? Nie, w wielu przypadkach bariery można pokonać, o czym próbują przekonać nas Natalia i Krzysztof Minge.

Państwo Minge to wszechstronni psycholodzy z wieloletnim doświadczeniem. W swojej poradni prowadzą m.in. warsztaty szybkiego czytania, twórczego myślenia oraz doskonalące umiejętność koncentracji, są również autorami kilku bardzo interesujących poradników, w tym książki "Jak uczyć się szybciej i skuteczniej".

Na początek dobra wiadomość - nawet jeśli w szkole nigdy nie byliście (nie jesteście) prymusami, to wcale nie oznacza, że nigdy nimi nie będziecie. Inteligencja tylko w pewnym stopniu wpływa na wyniki, równie, a może nawet bardziej ważna jest odpowiednia organizacja pracy, wykorzystanie odpowiednich metod. O niektórych z nich pewnie każdy z Was już słyszał, choćby o mapach myśli, jednak mało kto zadaje sobie trud ich przyswojenia, większość poddaje się już przy pierwszej próbie. Z technikami uczenia jest natomiast tak jak z jazdą na rowerze. Początkowo jest ciężko, może się wydawać, że nigdy tego nie opanujemy, jednak po paru próbach widzimy pierwsze efekty, które motywują nas do dalszej pracy.

W poradniku "Jak uczyć się szybciej i skuteczniej" znajdziemy w sumie 16 skutecznych technik uczenia się m.in. metodę haków, akronimy, rymowanki liczbowe, rzymski pokój czy skojarzenia przydatne w nauce języków obcych. Autorzy prezentują metody szybkiego czytania ze zrozumieniem, m.in. skanowanie slalomowe lub po przekątnej, sposoby tworzenia efektywnych map myśli, koncentrowania się na zadaniu oraz techniki wspierające kreatywność, szczególnie użyteczne przy poszukiwaniu twórczych rozwiązań problemów. Co bardzo ważne, w książce znajdziemy całą masę ćwiczeń, które koniecznie trzeba wypróbować, samo bowiem czytanie niewiele pomoże w efektywnej nauce.

Całość napisana jest w bardzo prosty i przejrzysty sposób. Mamy tutaj przykłady i ciekawostki, wyraźnie zaznaczone najważniejsze informacje, podsumowania kolejnych rozdziałów. Książki nie trzeba czytać od deski do deski, można wybrać to, co w danym momencie jest nam najbardziej potrzebne, lub jest dla nas najbardziej interesujące.

"Jak uczyć się szybciej i skuteczniej" to jeden z tych poradników, które wymagają od czytelnika autentycznego zaangażowania. Tylko aktywnie działając można dokonać wymiernych zmian i naprawdę skorzystać z tej książki. Początki bywają trudne, ale wysiłek się opłaca. Potraktujcie ją jako inwestycję w Waszą przyszłość. Życzę Wam owocnego czytania.

31.01.2018

"Performens" Karolina Wilczyńska


Autor: Karolina Wilczyńska
ISBN: 978-83-7976-824-0
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 339
Oprawa: miękka
Data premiery: 2018-01-31
 





W dniu dzisiejszym przypada premiera książki, którą miałam przyjemność poznać dziesięć lat temu. Od tego czasu przeczytałam masę książek, jednak "Performens" na dobre utkwił mi w pamięci. Z tym większą przyjemnością informuję, że blog Moje książki objął patronatem medialnym najnowsze wydanie tej powieści. Gorąco zachęcam do lektury recenzji a jeszcze bardziej do lektury samej książki. W najbliższym czasie na blogu będziecie mieli możliwość zawalczyć o egzemplarz :-).


„Performance” to angielskie słowo, oznaczające wyczyn, osiągnięcie lub spełnienie. „Performens” to z kolei bardzo ciekawy debiut cenionej, polskiej autorki, Karoliny Wilczyńskiej, który właśnie doczekał się kolejnego, pięknego wydania. Sama pisarka w międzyczasie napisała wiele nowych książek i podbiła serca wielu czytelników. Myślę jednak, że nawet ci, którzy znają już styl Wilczyńskiej, będą zaskoczeni tym, co zaprezentowała w „Performens”.

Nadia to kobieta, która poznała słodko-gorzki smak sukcesu. Posiadła moc tworzenia i zniszczenia, jednak w pogoni za sukcesem utraciła cząstkę samej siebie. Droga, którą podążała wiele lat, traci swój blask. Praktycznie z dnia na dzień decyduje się porzucić dotychczasowe życie i osiąść w malowniczej posiadłości Rozstaje, na skraju niewielkiej wsi. Szybko jednak przekonuje się, że życie w takim miejscu ma niewiele wspólnego z sielanką kreowaną w kolorowych magazynach. Tajemnicza kobieta z wielkiego miasta automatycznie staje się najgorętszym tematem w okolicy. Jakby tego było mało, poprzedni właściciel posiadłości był bardzo specyficznym osobnikiem i wiele osób oczekuje, że Nadia podąży jego drogą...

Książka Karoliny Wilczyńskiej nie jest opowieścią o znudzonej życiem kobiecie sukcesu, która nagle odkrywa uroki świeżego powietrza i domowych wypieków, choć początkowo wszystko mogłoby na to wskazywać. Być może ze względu na specyfikę miejsca, które wybrała, życie Nadii nabiera zupełnie nieoczekiwanych barw. Zamiast miejscem ucieczki i wyciszenia, jej posiadłość staje się schronieniem dla wędrownych artystów i każdej zbłąkanej duszy, która szuka chwilowej przystani. Jej najbliższymi przyjaciółmi stają się niedorozwinięty umysłowo Antoś oraz Błażej, niezwykle uczynny młodzieniec, który nie przestaje marzyć o studiach i karierze psychologa. I choć Nadia próbowała uciec od ludzi, ci odnajdują ją na nowy, bardzo zaskakujący sposób...

Sięgając po powieść trudno nie zwrócić uwagi na niezwykle wyrazistych i barwnych mieszkańców niewielkiej wsi Zabycie. Autorka okazała się być świetną obserwatorką wiejskiego życia i typowych dla niego postaw. Każda z postaci ma swoją niezawodną filozofię życiową, doprawioną całą masą uprzedzeń i przesądów. Stając się częścią takiej społeczności, trzeba być przygotowanym na to, że nic przed nikim się nie ukryje, a nawet gdyby próbowało się ukryć, zostanie dopowiedziane według uznania wiejskich autorytetów. Z wielkim rozbawieniem śledziłam liczne dialogi i sytuacje, które do złudzenia przypominały mi to, czego sama doświadczałam, spędzając wakacje w niewielkiej wiosce. To samo podejście do „miastowych”, sąsiedzkiej uczynności, prób wyrażania własnego zdania. Co tu dużo kryć, lektura tej książki przywołała wiele zabawnych wspomnień.

Życie Nadii zdecydowanie odbiega od typowego żywota mieszkańca wsi Zabycie, jednak z czasem staje się na swój sposób przewidywalne. Właśnie w tym momencie Nadia wpada na pomysł, który na dobre zakłóci spokojny rytm całej okolicy, sprowadzi w wiejskie strony stada reporterów, a nawet stanie się początkiem młodzieżowego ruchu. Jak Nadia tego dokonała jednak nie zdradzę, zachęcam do zapoznania się z tą jakże intrygującą i barwną powieścią.

Co prawda wieś nigdy nie była dla mnie szczególnie porywającym tematem, jednak sposób, w jaki przedstawiła ją autorka sprawił, że książkę czytało się niemal błyskawicznie. Nie brakuje tu ani śmiechu, ani chwili refleksji, brak natomiast banału i przewidywalnego zakończenia. Przyznaję, momentami czułam pewien niedosyt. Kilkakrotnie autorka wprowadzając do powieści nowe, bardzo istotne postaci, pominęła ich proces zbliżania się do głównej bohaterki, niejako od razu przechodząc nad nimi do porządku dziennego. Trochę szkoda, bo przez ten zabieg miałam wrażenie, że przegapiam coś ważnego, mającego ogromny wpływ na to, jakim człowiekiem staje się Nadia. Mimo to książka wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i bardzo chętnie przeczytałabym jej kontynuację.

Performens to opowieść, która zaskoczy Was na wiele sposobów. Opowieść o szukaniu sensu życia, o tym jak marzenia i wzniosłe cele weryfikuje proza życia, o potrzebie zmian, które niekoniecznie zawsze kończą się powodzeniem, o trudnych sytuacjach, w których na pewnym etapie życia, może znaleźć się każdy z nas... Zachęcam!

16.01.2018

"Hotel szczęśliwych ślubów" Hester Browne




Autor: Hester Browne
Wydawnictwo: Zwierciadło

data wydania: 9 września 2015
ISBN: 9788364776564
liczba stron: 420



 
 
 
 
 

W przypadku tej książki nic nie miało prawa pójść nie tak. Tytuł był obietnicą odprężającej obyczajówki, pewnie nieco wzruszającej ze względu na motyw ślubów. A jednak... Lektura okazała się bardzo ciężkim zadaniem, już dawno nie czytałam czegoś co byłoby równie... nudne.

Rosie McDonald jest cenioną organizatorką ślubów. Swoje obowiązki opanowała do perfekcji, rozpoznaje potrzeby swoich klientek lepiej niż same panie młode... W życiu prywatnym niestety trudno jej zachować podobny ład i porządek. Niegdyś została porzucona przed ołtarzem, obecnie, choć w związku, chyba nie do końca szczęśliwa i przekonana, że trafił jej się ten jedyny. Jej życie komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w hotelu, w którym pracuje, pojawia się syn właściciela, Joe. Nie trzeba chyba dodawać, że ma on zupełnie inne wyobrażenie organizacji ślubów niż Rosie, przez co nieustannie doprowadza do konfliktów. Czy jest szansa, by Rose uległa powiewowi świeżości i porzuciła dotychczasowe standardy? Czy przyszedł moment, by w jej życiu coś zmieniło się na lepsze?

Jak wspomniałam, zarys fabuły obiecywał przyjemną, mało zobowiązującą lekturę, z pewnością nieco romantyczną i sentymentalną. Niestety wykonanie okazało się bardzo toporne. Nie chodzi już nawet o to, że sam zarys fabuły wystarcza, by przewidzieć zakończenie tej dość obszernej powieści, ale o czas jaki musimy zmarnować na dotarcie do finałowej sceny. Narracja kompletnie do mnie nie trafiła, praca organizatorki ślubów nie wydała się ani trochę ekscytująca, główna bohaterka nie wzbudziła cienia sympatii, a główny bohater nie jest typem, o którym marzyłabym po nocach. Biorąc to wszystko pod uwagę, można sobie wyobrazić ile czasu zajęło mi przebrnięcie przez 420 stron.

Maleńkie światełko w tunelu stanowił sam hotel Bonneville. To zdecydowanie miejsce z charakterem i duszą, w odróżnieniu od bohaterów, od razu do siebie przekonuje. W takim miejscu chyba niemal każdy chciałby zaszyć się na parę dni, a może również przeżyć swój wielki dzień? Nic dziwnego, że w starych, dobrych czasach stanowił azyl dla wielu znanych osobistości...

No cóż, klimatyczna sceneria to zdecydowanie za mało bym mogła zachęcić do czytania książki o tych gabarytach. Jak dla mnie całkowicie przewidywalna, napisana bez polotu, co przy tak wdzięcznym temacie wydaje się prawie niemożliwe. Podobno Hester Browne jest bardzo popularna za granicą. Jeśli nie ma w tym przesady, to nudę trzeba by było zrzucić chyba na polskie tłumaczenie? Cóż, osobiście raczej zakończę przygodę z tą autorką, jeżeli jednak lubicie takie klimaty, zaryzykujcie. Kto wie, może uda Wam się odkryć coś, co mnie w nawale niepotrzebnych słów umknęło...

11.01.2018

"Pocałunki składane na chlebie" Almudena Grandes





Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Wydawnictwo: Sonia Draga
tytuł oryginału: Los besos en el pan
data wydania: 17 maja 2017
ISBN: 9788379999538
liczba stron: 304






Almudena Grandes, choć bardzo utalentowana i ceniona na całym świecie, w Polsce nie jest szczególnie znana. A szkoda, bo jej książki zalicza się do najbradziej wartościowych dzieł współczesnej literatury hiszpańskiej, część doczekało się też ekranizacji. Osobom, które chciałyby zapoznać się z jej stylem zachęcam do lektury książki "Pocałunki składane na chlebie".

Książka opowiada losy mieszkańców pewnej madryckiej dzielnicy w dobie kryzysu. Ścieżki bohaterów potoczyły się w różny sposób, mamy tu pary, rodziny, ludzi samotnych, a każda z tych osób musi znaleźć sposób, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zamknięto już wiele sklepów i instytucji, niektóre zdołały przetrwać, jak choćby zakład fryzjerski Amalii czy bar Pascuala, jednak ich właściciele również ledwo wiążą koniec z końcem. Wydawałoby się, że sytuacja jest beznadziejna, jednak w trudnych czasach ludzie zaczynają się jednoczyć, wielu zaczyna bardziej doceniać pozytywne drobnostki, których wcześniej nawet nie zauważał...

Kolejne strony książki "Pocałunki składane na chlebie" są niczym spracer po madryckiej dzielnicy. Zaglądamy do mieszkań i instytucji, poznajemy wnętrza, obserwujemy zachowania bohaterów. Stajemy się niemym świadkiem ważnych dla tych prostych ludzi zdarzeń, ich tragedii i momentów radości. Historie są tym bardziej przejmujące, że autorka bazowała na autentycznych wydarzeniach.

Im dalej, tym lepiej poznajemy każdą osobę, sieć powiązań między bohaterami, miejsca w których się spotykają i są dla nich ważne. Wszyscy na pozór są bardzo przeciętni, jednak każdy ma w sobie coś wyjątkowego, zasługującego na naszą uwagę. Choć kryzys zdaje się wyglądać z każdego zakątka, nie brakuje osób, które próbują mu się przeciwstawić, starają się zachęcić innych do walki o lepsze jutro. Zadanie nie jest proste, ale z każdym małym sukcesem rodzi się zalążek nadziei, że w końcu coś może się zmienić. Bo choć przeciwnik zdaje się być wszechmocny, czasem niewielka ale zaangażowana wspólnota może odnieść prawdziwy sukces.

"Pocałunki składane na chlebie" to bardzo kameralna opowieść o życiu zwykłych, przeciętnych ludzi. Każdy z nich ma swoją historię, którą chętnie się z nami podzieli. Będzie smutno, sentymentalnie ale czasem również zabawnie. Duże wrażenie robi ludzka solidarność, jaka spontanicznie rodzi się wśród ludzi w potrzebie. I choć ludzie wiele stracili, kryzys dał im coś bardzo cennego: siebie nawzajem.

Powieść Almudeny Grandes jest bardzo stonowana, brak tu gwałtownych emocji, pełno za to refleksji. To piękny i poruszający obraz ludzi zmagających się z przeciwnościami losu, szukających sposobu na dalsze, godne życie. Opisane tu historie robią wrażenie i zmuszają nas do refleksji nad własnym życiem. Co tak naprawdę jest w nim ważne, jak zachowalibyśmy się w obliczu trudności, z jakimi zmagają się bohaterowie, czy znalazłyby się osoby, gotowe nam pomóc w trudnych czasach? "Pocałunki składane na chlebie" to inteligentna i wartościowa książka, napisana z dużą wrażliwością i wyczuciem. To opowieść o tragedii, która mogła i nadal może wydarzyć się gdziekolwiek na świecie. Może właśnie dlatego warto ją przeczytać i przemyśleć. Zachęcam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...