12.04.2013

"Hurysy z katalogu" Edward Guziakiewicz



Autor: Edward Guziakiewicz
wydawnictwo: Dreams
data wydania: 2011
ISBN: 978-83-930941-9-6
liczba stron: 183





A tych, którzy uwierzyli i czynili dobro, wprowadzimy do Ogrodów; gdzie w dole płyną strumyki. Będą oni tam przebywać na wieki, nieśmiertelni. Będą tam mieli małżonki bez skazy. I wprowadzimy ich do cienia cienistego. (4:57)
Według wierzeń muzułmańskich hurysy to wiecznie młode i piękne dziewice, które stanowią w raju małżonki wiernych. Nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa jak absolwent Wydziału Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autor powieści i opowiadań, Edward Guziakiewicz, wykorzysta motyw hurys w książce SF. Opowieść naprawdę mnie zaskoczyła choć... niekoniecznie tak, jak bym sobie tego życzyła...

„Hurysy z katalogu” są kontynuacją opublikowanej w 2002 roku mikropowieści „Afrodyta”. Jej głównym bohaterem jest Raoul, który po latach służby w Siłach Kosmicznych Układu, osiada na planecie Dianie. Mężczyzna wiódłby pewnie dość przeciętny żywot, gdyby nie fakt, że udało mi się odkryć cenne złoża retelitu, którego niezwykłych właściwiści jeszcze nie zna. To odkrycie sprawia, że na starość staje się naprawdę majętnym człowiekiem, który pozwolić może sobie na wiele. Willa z basenem, w którym pływa sobie delfin, to dopiero początek jego fanaberii. To, co naprawdę zwraca uwagę to Afrodyta – blond anioł-android, skonstuowany do zaspokajania każdej męskiej potrzeby... Zajęcia Afrodyty zdają się ograniczać do dbania o nienaganną sylwetkę, biegania topless wokół basenu i oczywiście zaspokajania erotycznych fantazji swojego pana.
„Nagle się ożywił. — Wiesz, o czym dumam? Nigdy byś nie zgadła.Na tak postawione pytanie Afrodyta miała zawsze gotową tylko jedną odpowiedź.— Chcesz się teraz kochać? — gdy się z tym do niego zwracała, jej lekko wibrujący aksamitny głos wydawał się zniewalać.“
Raoul między zabawami ze swoją drogą towarzyszką rozmyśla o wizycie na Ziemi, oczywiście w towarzystwie Afrodyty. To właśnie ta wyprawa zburzy jego sielankę, na jego życie czycha bowiem ktoś, kto nie może wybaczyć faktu, że sprzątnął mu cenne złoża sprzed nosa...

W międzyczasie w firmie Body Perfect, jeden z pracowników uważnie śledzi proces kształtowania innego cud-androida – Irydy (tym razem brunetka, w końcu wiadomo, że nie wszyscy lubią blondynki...). Czy można mu się dziwić, że widząc doskonałe kształty, nieco go ponosi?
„— Narowista jesteś, kochana, ale taki ogier jak ja poradzi sobie z tobą — szepnął podniecony. — Dostaniesz więcej niż się spodziewasz, madonno. Pewnie już przełykasz ślinkę. „
Gdy zostaje przyłapany na zachowaniu dalece przekraczającym jego kompetencje, firma postanawia przydzielić mu inne zadanie. Już niedługo będzie świadkiem niezwykłych wydarzeń.

A co z naszą boską Irydą? Oczywiście trafi do Raoula, by wspólnie z nim, jak i Afrodytą stworzyć piękny trójkącik. Jakby tego było mało, okazuje się że oba bóstwa dysponują jeszcze innymi, niezwykłymi umiejętnościami, którymi popisywać się będą, gdy akurat ich pan nie będzie potrzebował ich usług gdzie indziej...

Doprawdy długo łudziłam się, że z całości wypłynie jakaś refleksja na temat coraz bardziej zaawansowanych technologii, jakie nas otaczają. Że autor w pewnym momencie da nam wyraźnie do zrozumienia, że nawet najdoskonalsza sekslala nigdy nie zastąpi tego, co może zrodzić się między dwójką ludzi. Na próżno... Widać Raoul zasłużył na to, by pod koniec życia porządnie się wybawić. I jakby dwóch androidów w skąpych ciuszkach było mało, na jego drodze stanie również Beatrycze, nastoletnia tancerka, która uzna, że nasz staruszek idealnie nada się do dionizyjskiego rytuału, którego celem jest ... utrata dziewictwa.

Szkoda, naprawdę szkoda, bo pomijając sztuczne biusty, częściej na wierzchu niż zakryte, kobiety i androidki o idealnych wymiarach i chęciach do erotycznych igraszek – zawsze i wszędzie, opowieść czytało się naprawdę całkiem dobrze. Niestety te wszystkie erotyczne podteksty sprawiły, że zamiast skupić się na treści, zaczęłam się zastanawiać: jeżeli by dodać bardziej szczegółowe opisy erotycznych dokonań bohatera a potem to wszystko sfilmować... otrzymalibyśmy film erotyczny czy raczej pornola?

Być może mężczyźni znajdą w tej opowieści coś, czego ja nie mogłam dostrzec zaślepiona nienawiścią do seks-bogiń? Może przynajmniej będą się przy tej książce lepiej bawić. Mnie ten pomysł zupełnie nie przekonał. I do książki już na pewno nie powrócę.

18 komentarzy:

  1. Brzmi jakby pisał to ktoś kto ma wyraźne problemy ze stworzeniem normalnego związku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając taka teoria również chodziła mi po głowie...

      Usuń
  2. Szkoda, że nie przekonała cię ta książka. No cóż. Czasami tak bywa. Ja teraz raczej jej podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Seks-fantasy? Dobre, dobre...;) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rany, ale kosmos! :D Nie, raczej nie dla mnie, choć nie stronię od dziwacznych książek :P
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka mnie odstraszyła...Opis fabuły mnie odstraszył...A całość Twojej recenzji tylko tę niechęć przypieczętowała. Amen!

    OdpowiedzUsuń
  6. Potrafię zrozumieć, że facet napisał tę bajkę dla innych facetów. Pomarzyć dobra rzecz.
    Ja też za nią dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie jest o czym marzyć, pewnie większość z chęcią zamieniłaby się miejscami z tym staruszkiem ;-)

      Usuń
  7. Niestety ale na pewno po nią nie sięgnę, całkowicie nie moja bajka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna recka , książkę polecę mężowi

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj nie, nie moja bajka. Nie wiem dlaczego, ale czytając opis tej książki, poczułam się hmm... rozbawiona raczej niż zaintrygowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oficjalny opis na okładce mówi o tajemniczych złożach itp. stąd kompletnie nie wiedziałam, na co się porywam. I do tego słowo husysy w tytule... Czasem człowiek nieźle wdepnie ;-) Choć, czytałam i pozytywne opinie ;-)

      Usuń
  10. Kompletnie nie gustuję w tego typu książkach, ale recenzja jest jak zwykle znakomita. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz zastanawiam się czy śmiać się czy płakać ;) Okładka dobija :) Podziwiam Cię, że dotrwałaś do końca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście za długa nie była ;-)

      Usuń
  12. Nie jestem jakoś przekonana...

    OdpowiedzUsuń
  13. Brakuje jeszcze rudej androidki do kompletu :)A poważnie to autor może przelał na papier jakieś swoje niespełnione fantazje :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...