05.11.2012

Pięćdziesiąt twarzy Greya




autor: E L James
tłumaczenie: Monika Wiśniewska
tytuł oryginału: Fifty Shades of Grey
seria/cykl wydawniczy: 50 odcieni tom 1
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: wrzesień 2012
ISBN: 978-83-7508-556-3
liczba stron: 608



Uwaga! Recenzja zawiera niecenzuralne słowa!

O tej książce słyszał niemal każdy. Jedni się zachwycają, inni przeklinają dzień, w którym autorka zdecydowała się chwycić za pióro. Zapewne większość z Was czytała już wiele recenzji, dlatego tym razem pozwolę sobie co nieco odwrócić do góry nogami...

Książka postrzegana jest jako książka dla dorosłych. Niesłusznie. Książkę (jak i czytanie tej recenzji) odradzam wszystkim, którzy nie mieli jeszcze własnych doświadczeń seksualnych, niezależnie od tego czy mają 18, 28 czy 58 lat. Mogę sobie wyobrazić oburzenie niektórych z Was ale wierzcie mi na słowo - odradzając Wam tę książkę, absolutnie nie próbuję czegoś Wam odmówić, przed Wami schować. Chodzi mi jedynie o Wasz cenny czas i dobro Waszych doświadczeń seksualnych w przyszłości. Jak to możliwe? Seks to jedna z tych dziedzin życia w której wiedza teoretyczna na niewiele się zdaje. Można czytać setki książek a w tej ważnej chwili pierwszego kontaktu, człowiek będzie równie "zielony", jakby w życiu nie wziął do ręki choćby jednej książki o tej tematyce. Opisy scen erotycznych nie są tu szczególnie obrazowe więc możecie mi wierzyć na słowo, że ta lektura nie uczyni z Was bogiń czy bogów seksu. A może zaszkodzić. Dlaczego? Autorka opisuje sporo kontaktów seksualnych, niektóre z nich są dość kontrowersyjne, inne zdecydowanie mniej. I choć dziś może trudno Wam w to uwierzyć, ale część a nawet wszystkie praktyki tu zamieszczone MOGĄ kiedyś sprawić Wam przyjemność. Nie, wcale nie oszalałam. Wszystko zależy od Was samych, partnera i fantazji. Nie dajcie sobie odebrać własnych możliwości eksperymentowania. Nie dopuście do sytuacji, w której po całkiem niewinnej propozycji partnera na uatrakcyjnienie współżycia, Wasze głowy przeładowane opisami z tej książki, zaczną w nim dostrzegać sadystycznego Pana. Zachowajcie otwarty umysł i darujcie sobie to całe zamieszanie z Greyem...

Zakładam, że nadal towarzyszą mi osoby, które już zdobyły szereg własnych doświadczeń, choć nie wykluczam, że i część z Was nie znajdzie w tej głośnej trylogii czegokolwiek dla siebie. Ale po kolei, o co tyle zamieszania? "50 twarzy Greya" to w gruncie rzeczy dość banalna historia. Młodziutka i naiwna studentka Ana, pragnąc pomóc chorej koleżance, zgadza się przeprowadzić wywiad dla gazetki studenckiej ze znanym i niezwykle bogatym przedsiębiorcą. O czym jeszcze nie wie, Christian Grey, meżczyzna który jest ekspertem w każdej dziedzinie, jaką tylko się zajmie, ma zaledwie 27 (!) lat i wyglądem bardziej przypomina boga niż zwykłego śmiertelnika. Dziewczyna kompletnie się przy nim ośmiesza, więc można wyobrazić sobie jej zaskoczenie, gdy ten chodzący ideał zaczyna zabiegać o jej względy. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że ów przystojniak ma dość konkretne wyobrażenie na temat jego relacji z młodą studentką. Nie szuka dziewczyny, nie interesują go kwiatuszki i serduszka, chodzi o pieprzenie i to ostro... Nic nie jest pozostawione przypadkowi, istnieje nawet konkretna umowa, określająca wszystkie dopuszczalne praktyki a nawet swoiste tortury. A nasza Ana, zamiast brać nogi za pas, bądź przynajmniej ich nie rozkładać, zaczyna zastanawiać się czy dla tego bóstwa byłaby gotowa na takie ustępstwa...

Powiem wprost. Początek książki nawet mi się podobał. Co prawda historia nie należy do szczególnie wyrafinowanych, wątków pobocznych praktycznie brak, kreacje bohaterów pozostawiają wiele do życzenia ale ... z własnego doświadczenia wiem, jak to jest, gdy młoda dziewczyna trafia do wielkiego oszklonego budynku i zostaje sam na sam z mężczyzną piastującym wysokie stanowisko. Kto tego nie doświadczył, musi wierzyć mi na słowo - w takiej sytuacji mężczyzna wcale nie musi wyglądać jak młody bóg, by roztoczyć wokół siebie niezwykle podniecającą aurę bogactwa i władzy... Podejrzewam, że właśnie te dość ekscytujące wspomnienia sprawiły, że przy lekturze pierwszej połowy tej ksiażki, towarzyszyło mi uczucie dość przyjemnego napięcia... Niestety im dalej w las tym gorzej. Ileż to się mówiło o kontrowersyjnych scenach, sadyźmie i kto tam wie czym jeszcze. Ot kilka scenek, nieszczególnie dobrze opisanych i ... tyle... Ten niebezpieczny, owładnięty niezdrowymi żadzami Grey roztapia się niczym masło w obecności głupiutkiej Any. Czy ktokolwiek jest w stanie wytłumaczyć dlaczego??? Dziewczyna ani nie jest najpiękniejszą bohaterką tej opowieści, z całą pewnością nie jest intelektualnym wyzwaniem, z całą pewnością nie może zabłysnąć umiejętnościami w łóżku bo najzwyczajniej w świecie jeszcze ich nie posiada. Na dodatek ani trochę nie radzi sobie z rolą, jaką przypisał jej Grey. Ana wzbudza w mężczyźnie dość specyficzne uczucia, które sprawiają, że z jednej strony pragnie rżnąć ją do nieprzytomności, z drugiej zaś chronić przed wszystkim, choćby najmniejszym podmuchem wiatru... Okrutnie się rozczarowałam, bo skoro już ktoś miał odwagę powiedzieć A, powinien mieć czelność zaprezentować cały alfabet a nie rozpływać się w czymś co ani specjalnie nie szokuje ani nie podnieca, co najwyżej drażni, momentami nuży...

Trzeba również zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Autorka, opisując specyficzne upodobania swojego bohatera z całą pewnością Ameryki nie odkryła. Podobne praktyki od lat odbywają się za zamkniętymi drzwiami domów i klubów i to nie tylko w rezydencjach milionerów z Ameryki ale również w naszym kraju, pomiędzy zupełnie przeciętnymi osobami. Autorka jedynie opisała coś, co od dawna tam było, kompletnie zaskakując tych, którzy dotychczas tego nie dostrzegali bądź nie chcieli dostrzegać...

Przy okazji tej ksiażki nieźle dostało się biednej tłumaczce, która pewnie dwoiła się i troiła by jakoś przerobić tego bestsellera na nasz język. To, co raziło najbardziej, to liczne wstawki pomiędzy zdaniami typu: kurwa, kuźwa, o w mordę do kwadratu, rany Julek, w mordę jeża czy najlepszy z najlepszych - o święty Barnabo :-) Tak, wiem, to wszystko naprawdę działało na nerwy tylko niech mi ktoś powie, jak w sensowny sposób tłumaczyć: fuck, holy fuck, holy cow, holy fucking cow, holy shit itd, itd... Poniekąd rozgrzeszam tłumaczkę, choć trudno nie przyznać racji tym, którzy twierdzą że książkę o wiele płynniej czyta się po angielsku... Niezależnie od wersji językowej potwornie denerwuje raz po raz pojawiająca się wewnętrzna bogini, która w zależności od sytuacji albo pomacha pomponami, wykona akrobatyczne ćwiczenia czy też rozdziawi gębę... Co za licho napadło autorkę, by wprowadzić do książki to... coś...

Komu więc może podobać się to dzieło, jak to możliwe że sprzedaje się z szybkością egzemplarza na minutę? Główną grupą docelową są znudzone własnym życiem seksualnym kobiety, którym tęskno za rumieńcem na twarzy i zabójczo przystojnym mięśniakiem, który obsypałby je drogimi prezentami i przy każdym zbliżeniu doprowadzał do orgazmu... Jak się okazuje, takich osób jest naprawdę sporo i nie czarujmy się - nawet 50 negatywnych recenzji przegra ze znajomą, która z niezdrowym błyskiem w oku poleci książkę koleżance...

Sama w napływie szaleństwa nabyłam kolejne części, tym razem po angielsku, mając odrobinę nadziei, że autorka jeszcze popisze się czymś odważnym, choć... po tych pierwszych doświadczeniach, chyba nie powinnam się łudzić i nakręcać tej dziwacznej machiny...


PS Swoją drogą dodam jeszcze, że naprawdę chętnie wybiorę się na film na podstawie tej książki. Wprost nie mogę się doczekać, gdy ujrzę Anę, która co 5 minut oblewa się rumieńcem, zagryza wargę i przewaraca oczami, no i tą fantastyczną wewnętrzną boginię, wyprawiającą takie cudeńka... jak nic nominacja do Oskara :-p
Pięćdziesiąt twarzy Greya - CYFROTEKA.PL

50 komentarzy:

  1. Kolejna recenzja potwierdza, że książka zrobiła furorę, wzbudzając sporo kontrowersji. Nie ma we mnie odczucia, żę muszę tę powieść koniecznie przeczytać, ale jeśli przypadkiem wpadnie mi w ręce, to czemu nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam jakiś czas temu i nie mam zdania. Naprawdę. A "o święty Barnabo" to mój zdecydowanie ulubiony zwrot z tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. JEST u mnie na półce, nie gwarantuje, że ją doczytam. Gdy mnie znudzi, zniechęci ,to bez mrugnięcia okierm rzucę nią w kąt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wydałabym na nią złamanego grosza.A z Twoimi stwierdzeniami, jako mieszcząca siw grupie mogącej spokojnie książkę czytać w dużej mierze się się zgadzam.)

    OdpowiedzUsuń
  5. Heh...fajnie napisałaś tę recenzję, naprawdę. :) Im więcej czytam recenzji na temat tej książki, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że chyba nie sposób wypowiadać się o niej niezgryźliwie... :) Mnie do tej książki nie ciągnie. Podobne podejście do tematu widziałam w "Sto pociągnięć szczotką przed snem" Panarello albo naszej, rodzimej "Cichodajce.pl". We wszystkich tych pozycjach chodzi tylko o seks, który zawsze się dobrze sprzedawał i tak już zostanie. Tylko forma podania będzie coraz to ostrzejsza. Mała szansa bym skusiła się na "Pięćdziesiąt twarzy Greya", chyba że przypadek sprawi, iż wpadnie mi w ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo dzięki za podrzucenie kolejnych tytułów, jak już się rozsmakuję w tej tematyce to pewnie przeczytam ;-)

      Usuń
    2. Chyba już się rozsmakowałaś. ;)

      Usuń
  6. Porywająco i bardzo ciekawie napisałaś recenzję! Przeczytał ją z przyjemnością, a po książkę raczej nie sięgnę, chyba, że sama wpadnie mi w ręce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, podziwiam, że przeczytałaś tę książkę, z drugiej strony chyba trochę współczuję ;) Nie wyobrażam sobie, żeby cokolwiek czy ktokolwiek kiedykolwiek mógłby mnie przekonać do tego typu lektury.
    Swoją drogą, nawet gdybym jakimś cudem ją przeczytała i jakimś niesamowitym trafem by mi się spodobała, chyba wstydziłabym się "z niezdrowym błyskiem w oku" polecić ją koleżance. Nie wiem, kto takie rzeczy poleca. Ale ja chyba jestem zacofana, ograniczona, pruderyjna i w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. książka własnie w ten sposób do mnie trafiła - koleżanka podarowała mi ją na urodziny, choć sama jeszcze nie czytała, właśne z rekomendacji jej koleżanek. Widać takich osób nie brakuje, szkoda tylko że nie piszą później dłuższych recenzji, w których byłyby w stanie wytłumaczyć co je w tej książce uwiodło...

      Usuń
    2. No, prezent na urodziny to jeszcze nie to samo, co polecenie ;) Ale ja bym nikomu nie kupiła :p
      Cóż, ludzie są różni, dla innych pewnie ja jestem dziwna - zresztą sama też tak uważam ;)

      Usuń
    3. To fakt (tzn pierwsze zdanie nie to że jesteś dziwna ;-) ) ale koleżanka kupiła ją właśnie ze względu na takie polecenie. I już 2 dni później pytała jak tam książka bo strasznie ją korci, by ją kupić...
      A co drugiego zdania to póki co nie odniosłam wrażenia, żeby coś było z Tobą nie tak ;-)

      Usuń
    4. Nie twierdzę, że coś jest nie tak, tylko że jestem dziwna :) Nie musisz ze mną mieszkać ;)

      Usuń
    5. Ale w razie czego pomieszkiwać mogę ;-) Nie no poważnie zastanawiam się dlaczego uważasz że jesteś dziwna... No... dziwne to ;-)

      Usuń
    6. Tak poleciła mi koleżanka w średnim wieku mówiąc że ta książka uświadomiła jej że straciła całe życie .Tylko dlatego to przeczytałam i szukałam w niej odpowiedzi dlaczego ktoś mógł tak pomyśleć.Nie znalazłam w tej książce niczego oprócz nudy!!!!
      Wniosek więc jest taki że każdy znajduje co chce ;jeden pikanterię,drugi nudę trzeci stracone swoje życie itp

      Usuń
  8. Hehe, ta rola to prawdziwe wyzwanie dla aktorki!
    Jakoś mnie do książki nie ciągnie i bynajmniej nie z pruderii czy niesmaku... po prostu, pewne rzeczy lepiej jest robić, niż czytać czy opisywać :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawa dla tej pani ;-) Masz absolutną rację choć miałam nadzieję że skoro tyle szumu wokół książki to znak, że jednak komus udało się sensownie o tym napisać...

      Usuń
  9. Dosyć delikatnie obeszłaś się z tą książką, mnie się nie podobała zupełnie. A szkoda - miał być wielki hit a wyszedł shit -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh to podsumowanie powinno znaleźć się na okładce ;-)

      Usuń
  10. Widzę, że mamy podobne odczucia. Typowa lekka, niezobowiązująca pozycja, którą dobrze się czyta, ale mało się z niej wynosi. Jako odmóżdżacz spisała się nieźle;). Ja z ciekawości sięgnę po dalsze części. Jak szaleć to na całego:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez obiecałam sobie, że skoro już raz w to wlazłam to będę konsekwentna... Choć nie wiem, czy wyjdzie mi to na zdrowie ;-)

      Usuń
  11. Mam nadzieję, że kiedyś ją przeczytam! Tyle różnych opinii, że aż chce się wiedzieć, jak to jest w książce opisane:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kusi mnie ta książka niesamowicie, mimo że zdaję sobie sprawę z jej przeciętności i zastanawiam się czy nie zmarnowałabym swojego czasu... Ale chętnie wyrobię sobie opinię na jej temat, przecież to już prawie pozycja kultowa (?)!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozycja kultowa... Bardzo nie chcę ale muszę przyznać Ci rację...

      Usuń
  13. Opinie na temat tej książki są najczęściej bardzo negatywne. Sama mam mieszane uczucia, czy w ogóle po nią sięgać, czy nie.
    Nie miałam też pojęcia, że są kolejne części tej książki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana u mnie dowiesz się o nich wszystkiego ;-)

      Usuń
  14. Miałam nie czytać tej Twojej recenzji, ale nie mogłam się oderwać :P
    Książkę właśnie czytam i jestem już raczej bliżej końca, ale wypowiem się dopiero, jak skończę, chociaż odczucia mam podobne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Interesująca recenzja :)
    I masz absolutną rację. Nie ważne, ile osób napisze negatywną opinię na temat tej książki - zawsze znajdą się na nią chętne osoby.
    Jeśli natomiast chodzi o mnie, to mi do szczęścia ona w ogóle nie potrzebna :D

    OdpowiedzUsuń
  16. ta książka to straszliwy gniot, który czyta się szybko. Ot, grafomania autorki nie mająca żadnych walorów

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja sobie raczej odpuszczam, dużo negatywnych opinii czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  18. łatwo zgadnąć kto mógłby idealnie zahrać Amy w filmie:P
    z recenzją zgadzam się w stu procentach, mam identyczne odczucia co do książki. nie wiem jeszcze czy sięgnę po resztę, może z ciekawości. ale nie jest to lektura w żadnym stopniu odkrywcza i nie wiem o co cały ten szum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, czy nie umieścić na blogu streszczenia całej trylogii, by zaoszczędzić ludziom czasu... ;-)

      Usuń
  19. przeczytam głównie z ciekawości, w końcu muszę sobie wyrobić jakieś zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Recenzja świetna choć zdecydowanie nie jest to książka po którą sięgnę. Nie kręcą mnie takie klimaty. Nie wiem czemu ale czy ta książka nie powstała na podstawie fanficka do Zmierzchu? Mam znajomą, która czytała chyba wszystkie obecne na rynku amerykańskim i o czymś takim opowiadała. Tym bardziej że bohaterka też mi trochę przypomina z charakteru ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też o tym słyszałam choć jeszcze nie udało mi się zmobilizować by poszukać jakiegoś wywiadu z autorką...

      Usuń
  21. Ksiazka ma tylu zwolennikow co przeciwnikow... ja raczej zaliczam sie do tej drugiej grupy ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. O święty Barnabo! Ale kontrowersyjna recenzja! :D A tak na poważnie to po przeczytaniu Twojej opinii cieszę się, że jednak nie kupiłam tej książki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak widać opinie o tej książce są naprawdę różne. Podoba mi się recenzja. Jest długa, wyraziłaś w niej swoje zdanie, a dodatkowo w obszerny sposób omówiłaś wszystko: kreacje bohaterów, fabułę itd.
    Akurat tę powieść mam już za sobą i przeczytałam kolejną część, na całe szczęście już w oryginalnej wersji językowej i muszę przyznać, że jest o 100% lepsza : )
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga część z pewnością ma swoje plusy ale do dobrej książki jeszcze daleko ;-)

      Usuń
  24. Na temat tej książki, naczytałam się tak różnych opinii, że przyznam sama nie wiem czy po nią sięgnę, może kiedyś, ale na pewno nie teraz.

    OdpowiedzUsuń
  25. O, 1,5 więcej w ocenie ode mnie :D
    Niee, ja się już wypowiedziałam, co można pokrótce streścić słowami: ŻAŁUJĘ CZASU, niemniej film.. nie wiem czemu się garnę za coś, czego obejrzeć nie chcę i wiem że mi się nie spodoba.. ale może bym obejrzała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja na pewno obejrzę... tylko żeby koniecznie była w nim wewnętrzna bogini ;-)

      Usuń
  26. Byłam naprawdę ciekawa tej recenzji, bo z rozmowy odniosłam wrażenie, że to jest kompletna katastrofa, a tu całkiem przyzwoita ocena 4,5. Ale pamiętam kontekst naszej rozmowy - i wiem o co Ci chodziło. Fajny avatarek:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Kurczę, nie wiem co o tej książce sądzić, z jednej strony jest bezsensu, głupia,z drugiej strony nie mogę przestać jej czytać i trudno mi się z nią rozstać. Ta książka rodzi skrajne reakcje we mnie...

    OdpowiedzUsuń
  28. Tak ta książka jest potwierdzeniem na to, że im więcej szumu tym gorszy towar. Męczyłam się przy tej powieści i myślę, że ziarno prawdy jest na okładce sugerujące apele bibliotek na wycofanie jej z obiegu inie ma to nic wspólnego z seksem tylko stylem i bogactwem jezyka

    OdpowiedzUsuń
  29. Howdу! Sοmeone in my Facebοoκ group shared this website wіth
    us so I came to check it out. I'm definitely loving the information. I'm
    boοkmarkіng and will be tωeeting
    this to my fоlloωеrs! Excеllent blog
    and bгilliant design.

    my webpage - massive-atlas.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Może i jestem małolatą ale przeczytałam wszystkie części i nawet było ok. A co do tłumaczki to porażka. W polskiej wersji nie ma najważniejszego, najpopularniejszego i najbardziej kojarzącego się zwrotu w książce czyli Laters baby. W ogóle dużo rzeczy zostało pominiętych. Na przykład Ana raz rzuciła się na Christiana i ona mu rozkazywała. Zaś w polskiej wersji on jej pytał co chce robić. Dziwne prawda. No ale my nic nie możemy z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  31. Cóż.. Książki w rękach jeszcze nie miałam. Przez pewien czas nawet nie chciałam jej czytać, ponieważ wszyscy czytają, zachwycają się. To ja, na przekór, nie będę. Ale powoli dojrzewa we mnie ciekawość. Może się skuszę w końcu? Masz w połowie rację, że książka będzie doskonała dla kobiet, które marzą o gorącym kochanku i miłosnych uniesieniach. Ja z kolei uważam, że może być, nie musi, może być dobrą podpowiedzią dla (młodych) małżeństw, inspiracją?. Pomoże wprowadzić nowości w łóżku komuś kto jest mało kreatywny. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...