30.05.2012

Projekt - Boliwia: Hiszpański z Blondynką


 

Blondynka na językach - Hiszpański Latynoski

 


Autor: Beata Pawlikowska
wydawnictwo: G+J RBA
ISBN: 978-83-62343-64-5
data wydania: kwiecień 2011
liczba stron: 228
+ CD (mp3)

Beaty Pawlikowskiej nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, to niewątpliwie jedna z najbardziej rozpoznawanych Polek. Kobieta o niezwykłych pasjach, którą wiecznie ciągnie w najdalsze zakątki świata. Gdy odkryłam, że pojawiła się cała seria kursów językowych, opatrzonych jej nazwiskiem, po prostu nie mogłam się oprzeć, by zapoznać się z nimi nieco bliżej. Wybrałam Blondynka na językach – Hiszpański Latynoski, czyli dokładnie to, czego mi w tym momencie potrzeba. Celowo też zaczęłam naukę właśnie od tej książki, ponieważ zachęca innowacyjną metodą, której nie chciałam zakłócić jakimikolwiek innymi pomocami naukowymi. Dla przypomnienia – mój hiszpański ogranicza się głównie do słówek i zwrotów, które poznałam dzięki kontaktom z moimi hiszpańskojęzycznymi znajomymi – nigdy nie brałam udziału w żadnym kursie, nigdy też tak naprawdę nie uczyłam się tego języka.

A więc do dzieła! Już sama okładka aż prosi się, by wziąść książkę do ręki – jej autorka niesie na ramieniu kosz smakowitych owoców – ananasy, winogrona, banany ... od razu robi się tak egzotycznie...

Lektura tylniej części okładki napawa optymizmem – koniec wkuwania słówek, koniec z gramatyką, koniec z odmianą czasowników (hmmm chyba coś przespałam w szkole, zawsze myślałam, że odmiana czasowników to zagadnienie gramatyczne...) Podejrzewam, że część z Was już zaczyna się zastanawiać, jak można w coś takiego w ogóle uwierzyć. Ano można. Pani Pawlikowska jest podróżniczką i często ma kontakt z ludzmi, którzy niekoniecznie władają językiem angielskim. A porozumieć się jakoś trzeba. W przypadku hiszpańskiego często stawałam w podobnej sytuacji. Po prostu musiałam zrozumieć, co mówi druga osoba, a gdy mi się to już udało, zwykle słówko czy zwrot trwale zapisywało się w mojej pamięci i praktycznie w ogóle nie musiałam go powtarzać. Całkowicie bezbolesna metoda. Zaopatrując się w tą książkę wierzyłam, że sławnej podróżniczce udało się jakoś wykorzystać tą metodę, jakże odmienną od standardowych technik. Co otrzymałam?

Książka podzielona jest na pięć części, a właściwie poziomów. Nie byłabym sobą, gdybym nie omówiła każdego z osobna.

Poziom I

Zdecydowanie najbardziej obszerny, liczący sobie aż 177 stron. W tej części naszym zadaniem jest opanować najbardziej podstawowe zwroty i wyrażenia. Przewracając kolejne kartki zawsze po lewej stronie znajdziemy słówka i wyrażenia po polsku a po prawej ich hiszpańskie odpowiedniki. Kolejne grupy słówek i zdań opatrzone są numerami, dzięki którym bez problemu odnajdziemy właściwą ścieżkę na dołączonej do książki płyty CD. Naszym zadaniem jest bądź to przysłonięcie prawej strony, czytanie polskich słów i tłumaczenie ich na hiszpański bądź to słuchanie płyty, na której autorka powie słówko po polsku, następnie będziemy mieli chwilę ciszy, tak by móc samemu na głos je przetłumaczyć, by w końcu ułyszeć głos Hiszpana, który poda nam właściwe rozwiązanie. Autorka podkreśla, by nie przechodzić do kolejnej ścieżki, jeżeli nie opanowaliśmy pierwszych dwudziestu zwrotów (sprawdziłam – zwrotów było osiemnaście, podejrzewam więc że wstęp najzwyczajniej przekopiowano do wszystkich książek z tej serii). Chwila moment... Polskie słówko, ja tłumaczę i jeśli nie pamiętam tłumaczenia to zaczynam od nowa... Nie wiem jak Wy, ale ja dokładnie tak wyobrażam sobie wkuwanie czegoś na pamięć. Słowa, które zachęcały mnie do zakupu, przeobrażają się w delikatną kpinę... I tak przez kolejne strony mam w kółko powtarzać słówka i zwroty, nie ma żadnych ćwiczeń, pewnie dlatego, że ma to być kurs rozmawiania no i choćby łączenie wyrazu z tłumaczeniem zaburzyłoby cały koncept... A więc powtarzam w kółko różne zwroty i potwornie się nudzę... Momenty otrzeźwienia pojawiają się tylko czasami, za sprawą wyjątkowych perełek, jakie mamy opanować. Śmiem szczerze wątpić, że kiedykolwiek przyjdzie mi np poprosić w restauracji o masło bez jajecznicy (str. 38) ale skoro mam to opanować to opanowuję... Jeszcze ciekawiej robi się w znienawidzonym przeze mnie dziale na temat pogody. Nie zrozumcie mnie źle ale na początkowym etapie nauki, gdy język ma przede wszystkim pomóc nam odnaleźć się w obcym kraju, absolutne maksimum w tematyce pogodowej, jakie będzie nam potrzebne to: dziś, jutro, ciepło, zimno, słońce, deszcz. A pewnie i bez tego uda nam się przeżyć . Pani Pawlikowska wpadła za to na pomysł, by początkująca osoba była w stnie przeprowadzić pasjonującą rozmowę na temat pogody w Finlandii. I tak po opanowaniu tego działu będziemy w stanie uświadomić każdą hiszpańskojęzyczną osobę, że w Finlandii przez pół roku w ogóle nie ma słońca, konkretniej w zimie, a ludzie są w stanie tam przetrwać, ponieważ posiadają specjalne lampy. (str. 142) Niech tylko broń Boże nasz słuchacz nie zapyta na czym polega niezwykłość tych lamp, bo tego już niestety się nie dowiemy... Takich perełek znalazłam o wiele więcej, pozwólcie jednak, że pominę je milczeniem.

Poziom II

Udało się, opanowaliśmy niezbędne podstawy. Wiemy już jak poinformować o fakcie, że nasz samochód ma pięć kół, potrafimy się również wykręcić od spożywania mięsa ze szczura... Poziom drugi (str. 178-196) to niejako powtórka z części pierwszej, z tą różnicą, że tu usłyszymy wyuczone zwroty po hiszpańsku i to w potocznej jego wersji, a naszym zadaniem będzie przetłumaczenie ich na polski. Kto faktycznie przyłożył się do pierwszej części, bez problemu odgadnie, że nasz hiszpańki spiker, pragnie przykładowo wynając delfina dla narzeczonej i bardzo szybko przejdzie do kolejnego poziomu...

Poziom III

Zbudowany na tej samej zasadzie co poziom pierwszy, tym razem do wykucia mamy nieco bardziej złożone zdania, składające się przede wsztstkim z tego, co opanowaliśmy na poprzednich poziomach. Nic nie jest w stanie nas zaskoczyć, już nawet mięso ze szczura nie bawi...

Poziom IV

Już nie zdania a małe opowiastki z wykorzystaniem poznanych wcześniej słów i zwrotów. Przykład? Mała zagadka – jak nazywa się krótki film, opowiadający o jednej rzeczy, mówiący że jest najlepsza? Stawiałam na to, że rozmawiamy o Krótkim filmie o miłości... I wychodzi na jaw, że chyba nie do końca przykładałam się do kursu, chodziło o reklamę...

Poziom V

Poziom szumnie nazywany egzaminem. Tutaj usłyszycie szereg pytań po hiszpańsku, na które macie w tym samym języku odpowiedzieć. Biada Wam, jeśli nie wiecie co robić gdy na Waszej drodze pojawi się lew ... Egzaminu nie zaliczycie...

Do dyspozycji mamy jeszcze liczący pięć stron niezbędnik gramatyczny. Właściwie można było sobie nawet to podarować. Na temat rzeczownika dowiemy się jedynie, że występuje w formie męskiej lub żeńskiej, o przymiotniku, że może mieć albo żeńską albo męską końcówkę, ewentualnie pozostać bez zmian. Więcej na ten temat wiedzieć nie musimy, bo i po co...

Muszę przyznać, że kurs bardzo mnie rozczarował i nie mogę się nadziwić, że zdobył już tyle pozytywnych recenzji. Nie znalazłam w nim nic innowacyjnego, raczej monotonne klepanie zwrotów, po części tak egzotycznych, że najprawdopodobniej nigdy z nich nie skorzystam. Może miało być zabawnie i światowo, jak wyszło pozostawiam ocenie tym, którzy odważą się uczyć języka z tym kursem. Polecam co najwyżej osobom, które pragną odświeżyć znajomość hiszpańskiego i poćwiczyć właściwą wymowę. Sama na pewno już nigdy nie sięgnę po żadną książkę z tej serii...

38 komentarzy:

  1. Miałam kiedyś kurs do nauki angielskiego właśnie z tej serii autorstwa Pawlikowskiej. Pamiętam, że styl nauki mi się podobał, ale ostatecznie nic z niej nie pamiętam. ;) Zatem efekty mizerne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metoda sama w sobie jest już doskonale znana i skuteczna o ile połączy się ją z innymi elementami. W tym wydaniu niestety niewiele się z niej wynosi... Do tego jeszcze te dziwne zdania... po angielsku też musiałaś wkuwać zdania na temat szczurzego mięsa i reakcji na lwy?

      Usuń
    2. O rany, nie przypominam sobie żeby takie głupotki tam były. :) Ale może uleciały mi z pamięci, bo miałam ten kurs już spory kawałek czasu temu. :)

      Usuń
  2. Hmm... Sądząc po recenzji i ocenie, chyba raczej sobie odpuszczę. Choć akurat hiszpańskiego z chęcią bym się nauczyła;)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekaj na recenzje kolejnej książki do hiszpańskiego, możliwe, że będzie lepiej ;-)

      Usuń
  3. Gdy zrobiło się głośno o kursie "bez gramatyki, wkuwania słówek i odmiany czasowników", chciałam natychmiast udać się do księgarni. Na szczęście spotkałam się z wieloma opiniami, które skutecznie zniechęciły mnie do zapoznania się z książką pani Pawlikowskiej. Ta recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze postanowiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dałam się zwieść wierząc, że otrzymam coś naprawdę innowacyjnego... Powinnam się już nauczyć, że opanowywanie nowego języka zawsze wiąże się z pewną ilością wkuwania i gramatyki...

      Usuń
  4. Książka nie dla mnie :) Zazdroszczę wyprawy do Boliwii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc nie wiem, dla kogo jest ta książka ;-)

      Usuń
  5. Hiszpański nie jest językiem, który mnie interesuje, więc dam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kursy o których piszę mają wiele wersji językowych, dlatego nawet jeśli hiszpański Cię nie interesuje, warto wiedzieć, które serie są dobre a które niekoniecznie ;-)

      Usuń
  6. Mam wyrobione zdanie co do pani Pawlikowskiej i nawet bez Twojej recenzji nie sięgnęłabym po nic, co wyszło spod jej pióra, strata czasu. Ale czytało się świetnie!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam w planach jeszcze jedną książkę tej pani, już nie językową, jeśli i ona się nie sprawdzi, to po inne już na pewno sięgać nie będę...

      Usuń
  7. Ja czytałam "Blondynę na safari" i też mam kiepskie zdanie o pani Pawlikowskiej. A do nauki języków mam strasznie słomiany zapał, uczyłam się angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego i szwedzkiego + trochę łaciny na studiach, a naprawdę dobrze nie posługuję się żadnym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja palę się do języków, szczególnie od czasu gdy odkryłam przyjemność czytania w oryginale ;-)

      Usuń
  8. Spotkałam się już z tymi książkami, nawet zastanawiałam się, czy nie kupić sobie francuskiego, ale dałam spokój. Widać, że dobrze zrobiłam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem dobrze ;-) W ramach tego cyklu postaram się przedstawić lepszą alternatywę w podobnej cenie...

      Usuń
  9. taka forma nauki języka zupełnie do mnie nie przemawia, więc za książki tej pani nie zamierzam sięgać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci się nie dziwię ... samo powtarzanie zwrotów jest potwornie nudne...

      Usuń
  10. Uwielbiam zarówno osobę Beaty Pawlikowskiej, jak i jej książki. A tu takie rozczarowanie? No proszę, nie pomyślałabym. W takim razie pozostanę przy nauce języka za pomocą fiszek i nie będę szukać "kursów językowych" jej autorstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co znam ją jedynie od językowej strony, mam nadzieję że ta podróżnicza mnie nie rozczaruje...

      Usuń
  11. Nie skorzystam ale fajnie się czytało - pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo wnikliwa recenzja;) Nie lubię Beaty Pawlikowskiej. Kurs, który opisałaś może być dla kogoś przydatny, ale rzeczywiście różne dziwne zwroty i tak naprawdę uczenie się słówek na pamięć nie są chyba tym, czego oczekują przeciętni czytelnicy tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tym bardziej gdy kurs już na okładce krzyczy, że kucia nie będzie...

      Usuń
  13. Mam książkę z tej serii o hiszpańskim właśnie (ale nie latynoskim) i szkoda, że tak kiepską ją oceniłaś. Jeszcze nie próbowałam uczyć się tą metodą, ale ja oczekuję czegoś, co pozwoli mi na kontakt z językiem. Uczyłam się hiszpańskiego 2,5 roku, teraz musiałam przerwać, ale obiecałam sobie, że do hiszpańskiego wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na to nie poradzę ... sama robiłam sobie wielkie nadzieje i się rozczarowałam... Chętnie porównałabym obie wersje, kto wie, może w europejskiej nie będziesz się musiała uczyć zwrotów ze szczurzym mięsem... I skoro się już uczyłaś to w ramach ćwiczenia wymowy powinna się sprawdzić... przynajmniej taką mam nadzieję...

      Usuń
  14. ZAPRASZAM NA MOJĄ PIERWSZĄ ROZDAWAJKĘ

    OdpowiedzUsuń
  15. No szkoda, akurat szukam książki do hiszpańskiego, widzę że nie tędy droga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że masz jeszcze trochę czasu - recenzja następnego kursu już na początku czerwca.

      Usuń
  16. No szkoda. Ja akurat na gwałt szukam jakiegoś kompleksowego kursu z francuskiego... Takiego który pozwoli mi powtórzyć podstawy i szybko przejść w tryb zaawansowany, bo na razie jestem na średnim poziomie. Wiem już przynajmniej, której serii unikać. Dzięki za cynk. :) A Twoja ocena to dla mnie zaskoczenie, bo wszyscy tak ten kurs zachwalają... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że zachwalają go osoby które dopiero zaczynają z nim pracę. Na początku uczysz się bardzo podstawowych zwrotów i masz wrażenie, że naprawdę dobrze Ci idzie. Niestety bez innych możliwości utrwalenia materiału książka szybko trafia na półkę bo nauka robi się nudna a efekty wcale nie są zadawalające. Z calym przekonaniem mogę powiedzieć, że dla Ciebie ta książka się nie nadaje ale postaram się znaleźć alternatywę, która by Cię zadowoliła...

      Usuń
  17. Kurs hiszpańskiego by się przydał, ale może niekoniecznie z tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety po książki z tej serii nie sięgnę, nie jestem nimi zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zapraszam na nowy wpis. Dodaje do obserwowanych i gratuluje wygranej w konkursie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie kursy tej pani nie przypadają do gustu. Po prostu są trochę za bardzo napisane 'na odwal' i nieprzemyślane. Istnieją ciekawsze sposoby na naukę języka. :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Na początku nawet mi ten kurs odpowiadał (bzdurne fragmenty pomijałam), później zabrakło mi czasu na naukę. Myślałam, że dobrze jest się nauczyć na pamięć przydatnych (podkreślam - przydatnych) zdań i później tylko "podmieniać" w nich wyrazy, tworząc nowe kwestie, ale to chyba jednak nie do końca się sprawdza.
    Pewnie gdybym nadal pracowała w domu i miała czas, to bym jeszcze przez jakiś czas się uczyła za pomocą tego kursu, ale (może na szczęście) tak nie jest.
    No i przyznaję, że trochę mnie zniechęca tempo pojawiania się kolejnych książek z tego cyklu. Naprawdę autorka zna tak dobrze języki, żeby w ten sposób uczyć innych?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...