04.03.2013

Projekt Matka. Niepowieść


Audiobook:
Autor: Małgorzata Łukowiak
Lektor: Anna Dereszowska
wydawnictwo: Świat Książki
Czas (min): 780
Dostępny na: Audeo.pl
Książka
Autor: Małgorzata Łukowiak
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: grudzień 2012
ISBN: 9788327302915
liczba stron: 384


Fakt, że zainteresował mnie ten tytuł mógłby wywołać wiele emocji wśród moich najbliższych. Mama i teściowa, pewnie oszalałyby ze szczęścia, z kolei dobre znajome mogłby nawet, pomimo przecież nadal młodego wieku, przeżyć pierwszy zawał serca. Ja i „Projekt matka”, bardziej kontrowersyjnej komnbinacji nie można sobie wyobrazić. Postawmy sprawę otwarcie. Nie jestem przeciwniczką dzieci czy też macierzyństwa. Nie wykluczam, że sama będę kiedyś matką, choć na pytanie „kiedy?” reaguję co najmniej alergicznie. Jednak, pomimo, że latka lecą, ja nadal nie postrzegam posiadania dziecka jako najwyższego priorytetu w życiu. Nie rozpływam się na widok bobasków w wózkach, nie stękam, że tak bym chciała, nie panikuję, bo może mieć nie będę. Wiem, że są kobiety, które myślą inaczej, bardzo je szanuję, jednocześnie wymagając podobnego szacunku z ich strony. „Projektem matka” zajęłam się trochę z przekory, trochę z ciekawości. Bo w końcu o tytule sporo się mówiło, że zabawny, że ciekawy, że wyjątkowy. Wystarczyło kilka minut, bym utwierdziła się w przekonaniu, że eksperyment z „Projektem matka” będzie dla mnie udany.

Autorka, Małgorzata Łukowiak, zdaje się być kobietą bardzo podobną do mnie. Pod nią również nie uginały się kolana na widok miniaturowych skarpetek a dziecko jako synonim sensu życia, wzbudzało w niej ogromne wzburzenie. W swoich rozważaniach posunęła się zdecydowanie dalej, protestując przeciwko postrzeganiu kobiety jako, uwaga, „ przedłużeniu macicy” lub jak kto woli „obudowy narządów rozrodczych”. Mocne... wzięło mnie. Ta oto kobieta, prowadząca całkiem udane życie, obok kochającego męża i spełniając się zawodowo, któregoś pięknego dnia zaczyna się zastanawiać, tak sama z siebie. Czy jednak chciałaby zostać matką, ile będzie miała lat, gdy dziecko osiągnie pełnoletność, czy to już ostatni moment, by się zdecydować? Nietrudno się domyśleć, że wcześniej czy później autorka faktycznie się decyduje, inaczej zapewne nie mielibyśmy do czynienia z „Projektem matka”. Jednak... co innego chcieć a co innego móc. Prześledzimy z nią trudne chwile, gdy starania zdają się nie przynosić skutków, z czasem pierwszą, drugą a nawet trzecią ciążę. Jednak nie na samych ciążach się zatrzymamy, bo przecież życie toczy się dalej a moment, w którym dziecko samodzielnie stanie na nogach to dopiero początek przygody.

Zastanawiam się, czy jest sposób, by opisać wszystkie wrażenia, jakie towarzyszyły mi podczas zapoznawania się z „Projektem”. Zaczynając, byłam praktycznie na tym samym etapie, co autorka, z czasem dotarłam z nią do stanu rzeczy, który ciężko mi sobie wyobrazić. Jednak pomyli się ten, kto pomyśli, że zatwardziała przeciwniczka macierzyństwa stała się przykładną Matką Polką, która surowo spogląda na kobiety, które jeszcze „nie oświeciło”. Małgorzata Łukowiak pisze zarówno o blaskach, jak i cieniach posiadania dzieci. Nie jest to słodka do bólu historia. Bywa ciężko, bywa boleśnie, bywa dramatycznie. Towarzysząc autorce na kolejnych etapach, miałam wrażenie, że bardzo zależy jej na tym, by opowiedzieć o macierzyństwie takim, jakim faktycznie dla niej było. Bez upiekszeń, ale i bez niepotrzebnego straszenia. Momentami bardzo rzeczowo, w innych przypadkach niesłychanie emocjonalnie. Autorka jest tylko człowiekiem, więc raz po raz popełnia drobne błędy. Czasem dopada ją zniechęcenie, nie brakuje też refleksji na temat innych matek. Wraz ze wzrastającą liczbą potomstwa, autorka zwraca coraz większą uwagę na tematykę macierzyństwa w mediach, dlatego będziemy również mieli okazję poznać jej, często dość ironicznie przedstawione opinie.

To co w „Projekcie matka” ujęło mnie najbardziej... trudno chyba opisać w jednym zdaniu :-) W pierwszej kolejności doceniam fakt, że autorka ani nie odstrasza, ani nie skłania do możliwie szybkiego zaopatrzania się w potomstwo. Już z perspektywy matki przyznaje, że wiele zmieniło się w jej życiu, jest z tego zadowolona, choć nie żałuje, że nie podjęła decyzji wcześniej. Podoba mi się otwarty sposób mówienia o macierzyństwie. Zamiast wynurzeń o błogosławionym stanie i niezwykłej więzi z potomkiem, poczytamy raczej o zakazach i nakazach odnośnie diety, szybkim męczeniu się czy bolesności piersi. Doceniam zdrowe podejście do wielu życiowych sytuacji. Matka naprawdę nie musi uznawać, że jest wyrodną matką, tylko dlatego, że od czasu do czasu marzy, by dzieci po prostu nie było, lub gdy w nadmiarze obowiązków zapomni spakować farbek do tornistra. Udowadnia, że bycie matką nie musi automatycznie oznaczać zaprzestania bycia kobietą. I choć łączenie różych ról, mimo dużego postępu, nadal jest dla kobiety bardzo trudne, jest możliwe, o ile faktycznie jej na tym zależy. Całość opisana inteligentnym i błyskotliwym językiem, który pokochałam od samego początku. Tym bardziej zaskoczył mnie fakt, że w wielu opiniach na temat „Projektu” odnalazłam stwierdzenie, że język jest zbyt skomplikowany i nie nadaje się dla przeciętnego człowieka... Cóż, albo nie doceniamy fantazji językowej „przeciętniaków” albo właśnie się dowiedziałam, że jestem na najlepszej drodze, by stać się „Panią Ą Ę”- prawdę mówiąc nawet mnie to nie martwi, język mi się podobał i już.

O ile kwestia, które książki nadają się na audiobooki jest często dyskusyjna o tyle w tym przypadku stawiam audiobooka dużo wyżej od książki. Bo choć nie wątpię, że książkę fajnie się czyta, interpretacja Anny Dereszowskiej w mojej opinii jest po prostu rewelacyjna. Naprawdę trudno było mi uwierzyć, że lektorka czyta. Te bezbłędne zmiany w intonacji, ale i krzyki, szepty, jęknięcia, łkanie... Cóż, może lepiej słuchać tego przez słuchawki, by nie narazić się na gniew otoczenia, jednak warto słuchać, bo przy tym słuchaniu można się nieźle ubawić.

„Projekt matka” to bodaj pierwszy raz, gdy sięgnęłam po tematykę cieni i blasków macierzyństwa, więc nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie książka aż tak odróżnia się od innych. Jednak z perspektywy żółtodzioba mogę stwierdzić, że była ona dla mnie naprawdę szalenie interesująca. I co tu kryć, bardziej przybliżyła mnie do myśli posiadania potomstwa, niż liczne rozmowy, bądź to z rodziną, bądź z tymi, które już mają i są zdania że powinnam też mieć. Za zdrowy rozsądek i szczere podejście do tematu, z mojej strony duży plus!



Projekt: Matka - CYFROTEKA.PL

24 komentarze:

  1. Ja znam już blaski i cienie macierzyństwa, więc chętnie bym poczytała jak to widzi autorka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię lektor Anny Dereszowskiej, więc choćby ze względu na jej osobę posłucham sobie ,,Projektu matki''. Wprawdzie nie jestem do tej książki zbytnio przekonana, gdyż wydaje mi się, że w temacie macierzyństwa przeczytałam bardzo wiele cennych publikacji, ale mimo to zaryzykuje i tym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy inne audiobooki przez nią czytane słucha się równie dobrze. Ja byłam naprawdę zachwycona :-)

      Usuń
  3. Bardzo mi się podoba Twoja recenzja i z chęcią sięgnę po tę książkę. Sama również jestem w wieku, kiedy dzieci są już naturalnym stanem rzeczy, choć w moim wypadku na razie okazja na nie się nie nadarza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WItaj w klubie ;-) My póki co własnie przygarnęliśmy... trzeciego kota ;-)

      Usuń
  4. Cóż - w tej tematyce też jestem żółtodziobem. :)
    A recenzję napisałaś w taki sposób, że chętnie przeczytałabym tę książkę. Choćby po to, żeby się przekonać co mnie czeka, albo nie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre podejście - ja też nie wiem czy mnie czeka ale jeśli, to czuję się już nieco lepiej przygotowana ;-)

      Usuń
    2. No proszę i to jest argument "za". W końcu przygotowanym trzeba być na różne przypadki, wypadki i... wpadki. :P

      Usuń
  5. Cóż, ja też się nie rozpływałam nigdy nad cudzymi dziećmi, co więcej, nadal mnie wkurzają - ale to nie ma nic do rzeczy w kwestii posiadania własnych :) Ale to też już na pewno słyszałaś milion razy :D

    Ja za to alergicznie reaguję na ten współczesny trend "Macierzyństwa bez lukru". Drażnią mnie zwierzenia, jakie to macierzyństwo jest ciężkie i jak często ma się dość. Pewnie, ja też mam dość - ale czy od opowiadania o tym na prawo i lewo będzie mi lżej? A przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo! Skąd w ogóle pomysł, że wychowanie CZŁOWIEKA mogłoby być łatwe? To nie rybka ani papuga.
    A żeby nie uważać się za wyrodną matkę bo zapomniało się farbek wystarczy odrobina zdrowego rozsądku - nie trzeba pisać o tym książek. Sorki, ale w ciąży jestem i łatwo się denerwuję :p Takie wynurzenia pojawiają się teraz jak grzyby po deszczu i niby takie odkrywcze - nie potrafię tego pojąć. Czy naprawdę ktokolwiek decydując się na dziecko myśli, że będzie tylko ładnie wyglądało w firmowych ciuszkach i ślicznym wózku? Że będzie słodkie, kochane, wiecznie uśmiechnięte i najlepiej pozbawione własnego zdania, bo te mówiące "nie" są niegrzeczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, z ciężarną kłócić się nie będę ;-) A tak na poważnie, to nie tak, że książka podoba mi się dlatego, że ktoś napisał, że życie to nie bajka. To wiem aż za dobrze. Ujęły mnie napjpierw przemyślenia osoby która dzieci jeszcze nie miała (bo w dużej mierze są identyczne z moimi) a później bardzo kompleksowe podejście do zagadnienia. Autorka nie użala się że jej życie jest teraz strasznie ciężkie, choć oczywiście bywa bardzo zmęczona. Pisze jednak o całej masie sytuacji, na które, niezależnie od tego ile już na ten temat czytaliśmy, nie jesteśmy przygotowani. Piszesz że wystarczy odrobina zdrowego rozsądku jednak macierzyństwo dla wielu matek stało się nową konkurencją. A bardziej prestiżowe szkoły jeszcze to szaleństwo podsycają, organizując dziwne procesy rekrutacyjne a później sugerując rodzicom coraz dziwniejsze zajęcia dodatkowe. Zanim człowiek sam podda się manipulacjom, warto pomyśleć, co naprawdę jest ważne. Cóż, ja jestem do książki przekonana, ale nie zmuszam, skoro nie masz ochoty ;-)

      Usuń
    2. A u mnie zmieniło się mniej niż przypuszczałam :)
      No ale wierzę, że książka może się podobać - mnie po prostu irytuje, że tego typu książek publikuje się teraz mnóstwo i niby wszystkie takie odkrywcze, że nikt nigdy wcześniej nie mówił że życie się wywraca do góry nogami i jest ciężko :)

      Usuń
  6. bardzo zaciekawiłaś mnie tą książką, nigdy o niej nie słyszałam, a chętnie bym się zapoznała,naprawdę a i gratuluję wygranej marzyłam o tym zestawie, więc strasznie zazdroszczę pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie Ty, przegapiłabym tą informację :-) Też bardzo się cieszę bo zestaw jest naprawdę świetny :-)

      Usuń
  7. Cieszę się, że książka Ci się spodobała. Przynajmniej to nie był stracony czas na jej lekturę (odsłuchanie w tym wypadku). Jednak sama obecnie nie potrzebuję tego typu książek. Jako mama już się nie zastanawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabyś za to powspominać, jak to było z Tobą ;-)

      Usuń
  8. Jak na razie tematyka nie dla mnie, może kiedyś....:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też póki co nie myślę o macierzyństwie, ale ta książka mnie zaintrygowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uważam, że są takie książki, które wymagają przeczytania, a są takie, które trzeba posłuchać. Tematyka obca, jak filozofia suficka, ale chętnie zapoznam się z tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli filozofia suficka jest równie dobra, chętnie się z nią zapoznam ;-)

      Usuń
  11. Mi do macierzyństwa jeszcze zdecydowanie daleko. Czasami wprawdzie wzruszam się na widok tych maleńkich skarpetuszek, jednak rozsądek bierze górę. Nie jestem gotowa na to psychicznie, materialnie ani w żaden inny sposób. Poza tym nadal nie jestem pewna czy chcę w ogóle poświęcić się macierzyństwu, bo to praca na pełen etat, przy której własne potrzeby odchodzą na bok.

    Dobrze jednak, że jeśli kiedyś zacznę rozważać zajście w ciążę to będę mogła dowiedzieć się jak będzie to wyglądało naprawdę, zamiast słuchać przecukrzonych opowieści i wmawiać sobie potem, że ze mną jest coś nie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Autorka w kilku sytuacjach nawet mnie nastraszyła czymś, czego nie brałam pod uwagę, koniec końcem jednak z wieloma aspektami jakoś mnie oswoiła. Naprawdę się cieszę że miałam okazję zapoznać się z tym projektem :-)

      Usuń
  12. Projekt - matka, bardzo fajny tytuł, ciekawy i bardzo osobisty wpis, pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. A, przeoczyłam jedną rzecz. Nie widzę informacji o tym, że recenzja bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi". Proszę, uzupełnij to, żebym mogła ją zaliczyć do wyzwania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, faktycznie przeoczyłam, już poprawione :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...