03.07.2012

Operacja Seegrund


Autor: Volker Klüpfel, Michael Kobr
tłumaczenie: Agnieszka Hofmann
tytuł oryginału: Seegrund
wydawnictwo: Akcent
data wydania: 2012
ISBN: 978-83-62180-24-0
liczba stron: 366



Spoglądając na okładkę, można odnieść wrażenie, że mamy przed sobą książkę historyczną. Miniaturki żołnierzy ze swastyką na ramieniu, ustawione na śniegu który powoli zabarwia się czerwienią... Do tego poważnie brzmiący tytuł „Operacja Seegrund” i nazwiska dwóch autorów. Dopiero kufelek piwa (który w książce wykorzystano również do oddzielania kolejnych scen) naprowadza nas na właściwy trop. Oto mamy przed sobą kolejne śledztwo komisarza Kluftingera.

Od razu pragnę zaznaczyć, że znajomość pierwszej części jego przygód, zatytułowanej „Szczodre gody” nie jest tutaj niezbędna. Sama moją przygodę z komisarzem zaczęłam właśnie od tej książki i bez najmniejszych problemów odnalazłam się w wykreowanym przez autorów świecie.

Zanim przejdę do samej książki, muszę koniecznie przybliżyć Wam postać samego komisarza, bo to właśnie on jest największym atutem calej serii. Niemcy już dawno oszaleli na jego punkcie. Na Facebooku strona poświęcona jego przygodom liczy już sobie ponad 16.000 fanów a na blogu poświęconym jego osobie[1] możecie nie tylko kupić szereg dodatkowych książek z nim związanych (choćby książkę kucharską z jego ulubionymi daniami) ale również zaopatrzyć się w ubrania i szereg gadżetów, dzięki którym, nikt nie będzie miał wątpliwości, że należycie do jego zagorzałych fanów. Skąd takie zainteresowanie głównym bohaterem kryminału? Cóż, komisarz Kluftinger jest daleki od ideału. Powoli zaczyna odczuwać swoje lata, chyba jeszcze bardziej rozrastającą się wokół brzucha oponkę piwną... Zdecydowanie nie nadąża za postępem technicznym, co boleśnie daje się odczuwać w wielu przekomicznych sytuacjach. Jest jedynym w swoim rodzaju gburem, wiernym swojej filozofii życiowej i niechętnym do jakichkolwiek zmian. Niemcy kochają go również za to, że stanowi doskonałe ucieleśnienie wszystkich możliwych stereotypów, jakie przypisuje się Bawarczykom.

Komisarz jest urodzonym pechowcem, który zdaje się przyciągać kompromitujące go sytuacje już samym swoim istnieniem. Nie inaczej jest w książce „Operacja Seegrund”, gdzie stawia się w bardzo niekorzystym świetle nowej dziewczynie syna - Yumiko, zanim jeszcze syn zdoła ją przedstawić. Pragnąc jakoś zatuszować to pierwsze niekorzystne wrażenie, komisarz proponuje wycieczkę, która, oczywiście po pewnych komplikacjach, prowadzi ich do okolic jeziora Alat. Z założenia sympatyczne rodzinne wydarzenie przeobraża się w kolejną katastrofę, gdy Yumiko dostrzega człowieka, leżącego w ogromnej czerwonej kałuży... Jednak jak to w przypadku komisarza bywa, nic nie jest tak, jak być powinno. Już niedługo później okazuje się, że człowiek, choć w ciężkim stanie, nadal żyje a otaczająca go kałuża to rzadko spotykana organiczna substancja. Zapewne w ogóle nie byłoby żadnej sprawy, gdyby nie tajemniczy znak na śniegu, obok nieprzytomnego człowieka. Zaczyna się zawiłe śledztwo, do którego dołącza również paląca w hurtowych ilościach, mająca niezwykły talent do irytowania komisarza Friedel Marx...

Książka „Operacja Seegrund” to dość specyficzny kryminał. Co prawda nawiązuje on do zdarzeń z niemieckiej historii, jednak w żaden sposób nie można go porównywać z tak popularnym, szwedzkim kryminałem. Nie ma tutaj specjalistycznych badań najdrobniejszych śladów na miejscu przestępstwa. W naszym przypadku brak nawet śmiertelnej ofiary. Mamy za to starą, dobrą szkołę policyjną, która za najważniejsze narzędzie uznaje przesłuchania z różnymi, często bardzo nietypowymi osobami. I jak to w przypadku podobnych kryminałów bywa, jedno przesłuchanie prowadzi do drugiego i trzeciego, by po jakimś czasie wracać do pierwszego, z nowymi poszlakami. I choć całość została bardzo zręcznie przedstawiona, z jeszcze większym zainteresowaniem, zatopiłam się w sceny z życia prywatnego komisarza. A tych znajdziemy w książce nadzwyczaj dużo. Doskonale bawiłam się czytając o jego perypetiach z nową wybranką syna, której egzotyczne pochodzenie, nijak ma się do naszego poczciwego komisarza. Jego pełne uprzedzeń i stereotypów wyobrażenie o Japończykach sprawia, że zanim zdoła jakoś wybrnąć z jednej wpadki, od razu pakuje się do nowej. Równie zabawne są jego relacje ze znajomym lekarzem, któremu bezskutecznie próbuje dorównać pod każdym względem. W pewnym momencie przyłapałam się wręcz na tym, że podświadomie wyczekuję momentu, gdy komisarz po kolejnym dniu śledztwa wróci do domu...

Całość określiłabym rozrywkową wersją kryminału, w której nie brak interesującej zagadki, ale i całej masy dobrze przyswajalnego, nie tylko dla Niemców, humoru. Zachęcam!



[1] http://kommissar-kluftinger.de/




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania "Operacji Seegrund" dziękuję portalowi:


 
Operacja Seegrund - CYFROTEKA.PL

18 komentarzy:

  1. Z chęcią bym przeczytała tę książkę,
    chociaż jeszcze nic tych autorów nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię kryminały, ale sięgam po nie raczej sporadycznie. Na ten zbytnio nie mam ochoty. Chyba bardziej ciągnie mnie do tych skandynawskich, czy amerykańskich. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozrywkowa wersja kryminału? Czytałam takowy polskiej autorki pamiętam, że dobrze się bawiłam. :) Może i tu byłoby podobnie?:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się bardzo ciekawie. Interesująca pozycja. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię kryminały. Chetnie przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta historia Niemiec w tle jeszcze bardziej przekonuje mnie, że powinnam przeczytać "Operację Seegrund" :)


    Ps. Ja już od jakiegoś czasu do Ciebie zaglądam, ale brakowało odwagi na pozostawienie komentarza. ;) Świetny ten Twój blog. Dziekuję za cenną uwagę. Mam nadzieję, że te ustawienia już się zmieniły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trzymajcie mnie, od kiedy ja gryzę, żeby się mnie bać? ;-) Cieszę się że wreszcie zebrałaś się na odwagę :-)

      Usuń
  7. Lubię humor w książkach ;) Na pewno kiedyś sięgnę po tę książkę

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka w sam raz dla mnie. Uwielbiam kryminały! Koniecznie muszę ją poszukać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka czeka na półce na swoją kolej i już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu po nią sięgnę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj czekam na Twoją recenzję, tym bardziej że znasz pierwszą część przygód komisarza :-)

      Usuń
  10. Ciekawa okładka, tak samo jak recenzja. Może kiedyś sięgnę ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Brzmi ciekawie, kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A Ty znowu szczęściaro masz książkę wydawnictwa Akcent. Uwielbiam ich pozycje! :) Na pewno przypadłaby mi do gustu i ta książka.

    P.S. Zapraszam Cię do wzięcia udziału w zabawie -> http://miqaisonfire.wordpress.com/2012/07/02/212-wyniki-konkursu-i-zabawa-blogowa/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że z każdą książką coraz bardziej doceniam to wydawnictwo. :-) A o zabawie nie zapomnę, spokojna głowa :-)

      Usuń
  13. Przymierzałam się już do kupna tej ksiązki, ale zawsze kupowalam coś innego:)Twoja opinia pomogła mi podjąć decyzję, idę do księgarni i bez tej ksiązki nie wracam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę wypatrywać Twoich wrażeń :-)

      Usuń
    2. Lubię ksiązki, gdzie główny bohater jest wyrazisty i barwny. Jestem wielbicielką dektektywa Monka:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...