05.09.2015

"Grey. Pięćdziesiąt twarzy Greya oczami Christiana" E L James




Autor: E L James
Cykl: Pięćdziesiąt odcieni
Wydawnictwo: Sonia Draga
tłumaczenie: Katarzyna Petecka-Jurek, Paweł Korombel
tytuł oryginału: Grey: Fifty Shades of Grey as Told by Christian
data wydania: 10 września 2015
ISBN: 9788379994502


Trudno wskazać serię książek, która wywołała większe emocje niż erotyczna trylogia, której głównymi bohaterami jest młody biznesmen, Christian Grey i nieśmiała (do czasu) studentka, Anastasia Steele. Krytycy nie pozostawili na serii choćby jednej suchej nitki, nazywając trylogię "porno dla mamusiek" i wytykając całą masę niezręczności, popełnionych przez autorkę . Mimo to społeczeństwo oszalało na punkcie tej historii, a książka podbiła wszystkie możliwe listy bestsellerów. Faktem jest, że autorka zajęła się kontrowersyjnym tematem, wkroczyła w obszary erotycznych praktyk, o których istnieniu wiele osób miało jedynie mgliste pojęcie. Większość czytelniczek zapewne wcale nie chce doświadczyć podobnych rewelacji na własnej skórze, jednak możliwość "przeżycia" ich z książkową Aną stała się przyjemnie kusząca i ekscytująca. Lista wad jest niestety o wiele dłuższa. Mało wyszukany język, brak jakichkolwiek wątków pobocznych, liczne niespójności i absurdy, z czasem nawet nuda w kontaktach seksualnych, które miały być największym atutem trylogii. Podobno swego czasu sama autorka przyznała, że jest świadoma pewnych niedoskonałości swojej opowieści. Podobno wydawca tak bardzo naciskał na możliwie szybkie wydanie historii, że nie miała możliwości jej dopracować i co z tego wyszło, każdy może sprawdzić. Nawet jeśli to stwierdzenie jest jedynie plotką, zakładam, że autorka miała dość czasu, by zapoznać się z długą listą zarzutów, odnoszących się do jej książek, a co za tym idzie, w tej najnowszej, przynajmniej powinna postarać się ich unikać. Czy tak się stało? O tym już za chwilkę. 
 
Fabuły właściwie nie trzeba przybliżać, jest to bowiem dokładnie ta sama historia, jaką poznaliśmy w książce "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Jedyną różnicą jest fakt, że tym razem akcję śledzimy z perspektywy Christiana. Tak więc młody biznesmen ma udzielić wywiadu do studenckiej gazety. Zapowiedziana reporterka nie może stawić się na miejscu, więc podsyła swoją koleżankę, by ta uzyskała odpowiedzi na wcześniej przygotowane pytania. Mężczyzna już od pierwszej chwili czuje, że ta nieśmiała dziewczyna ma w sobie coś wyjątkowego i za wszelką cenę pragnie wprowadzić ją do świata swoich  mrocznych, erotycznych pragnień. Czy dziewczyna mu ulegnie i czy zdoła spełnić jego wyrafinowane oczekiwania?
 
Pomysł, by znaną historię pokazać z innej perspektywy wcale nie jest zły, tym bardziej, że chodzi o tajemniczego Christiana, który w trylogii bardzo niechętnie i enigmatycznie zdradzał tajemnice swojej przeszłości. Wiele czytelniczek wyobrażało go sobie jako chłodnego, inteligentnego, wykształconego mężczyznę, któremu po prostu nie da się oprzeć. Konfrontacja tego wyobrażenia z "Greyem" jest delikatnie mówiąc bolesna. To trochę tak, jakby czytelnik całował żabę z nadzieją, że ta przemieni się w księcia, podczas gdy ta wredota zamienia się w karalucha. O ile wcześniej łudziliśmy się, że małomówność Greya ma na celu zbudować erotyczne napięcie, o tyle teraz wiemy już, że biedak nie mówi, bo musi poradzić sobie z całą masą pytań, jakie produkuje jego ... mózg? A może jednak inna część ciała... Niestety natura nie obdarzyła go wewnętrzną boginią lub boginem, dlatego pytania pozostają bez odpowiedzi. Oj męczy się nasz biedak, analizując każdy ruch Any i nieustannie zadając sobie pytanie, czy pozwoli się zaliczyć. Język, jakim posługuje się mózg, tudzież inna część ciała Greya, woła o pomstę do nieba. Większego słownictwa i bardziej składnych wypowiedzi można doczekać się pod niemal każdą budką z piwem. Jakby tego było mało, znakomita część "przemyśleń" obraca się wokół seksu. I tak Grey albo myśli o tym, jak bardzo by chciał zaliczyć pannę Steele, albo o tym, jak jego ciało, tudzież jednak konkretna część ciała, reaguje na jej zachowanie, albo denerwuje się tym, że każda napotkana dama waży się do niego uśmiechać, co oczywiście jest równoznaczne z faktem, że pragnie go zaliczyć. W tym miejscu warto również zwrócić uwagę, że facet, który pragnie panować nad kobietami, zachowuje się tak ... jakby w życiu jeszcze żadnej nie miał. Nieustannie drży jak osika, zadając sobie pytanie, czy nieśmiała studentka go chce, czy jednak nie. Analizuje każdy jej gest, przy czym jedne powodują, że niemal skacze z radości, biorąc je za dowody jej oddania, podczas gdy inne doprowadzają go do czarnej rozpaczy. Biorąc pod uwagę, że gesty z reguły pojawiają się naprzemiennie, jest to wyjątkowo męczące, zarówno dla Greya, jak i czytelnika. Pamiętacie, kiedy ostatnio po wysłaniu maila do drugiej osoby siedzieliście przed ekranem i z przejęciem oczekiwaliście odpowiedzi? Czy to zachowanie naprawdę pasuje to osobnika, któremu ma ulec jakakolwiek kobieta? Zero pewności siebie, jakiegokolwiek magnetyzmu, w gruncie rzeczy czegokolwiek, co można by uznać za seksowne.
 
Fanki trylogii często zarzucają jej krytykom brak otwartości i fantazji w sferze seksu. Moim zdaniem w "Greyu" autorka serii wytrąciła ten argument z rąk swoich zwolenniczek, regularnie podkreślając, że pragnienia Greya to bezpośredni skutek traumatycznego dzieciństwa. I faktycznie, o ile czytając pierwszy tom trylogii, można było odczuć przyjemny dreszczyk podniecenia, o tyle tutaj nie można odgonić myśli, że to, czego jesteśmy świadkami, jest złe. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że mężczyzna zmusza Anę do praktyk, które wcale nie sprawiają jej przyjemności. Trzeba więc stawić czoło prawdzie - to, z czym mamy tu do czynienia, to nie przejaw otwartości w sferze seksualnej, a przypadek upokarzania zupełnie niedoświadczonej dziewczyny. Chyba nikt nie będzie w stanie temu zaprzeczyć, biorąc pod uwagę, że Grey zaspakaja się seksualnie, zadając ból kobiecie na wzór tego, co wcześniej musiała doświadczać najbliższa mu osoba. To po prostu chore... Wracając jeszcze do samej fantazji, zastanawiam się, czy jakakolwiek kobieta może odczuwać ekscytację, jeśli jej partner przed każdym stosunkiem informuje ją, że właśnie zamierza ją posiąść. Na dłuższą metę przypomina to zapowiedzi na stacji kolejowej - uwaga, pociąg pospieszny zaraz wjedzie na pierwszy peron...
 
Przechodząc do Any, która zdaje się składać jedynie z długich nóg, biustu i ust, czytając "Greya" trudno nie zadać sobie pytania, dlaczego w ogóle zechciała nawiązać kontakt z Christianem. Teoretycznie nie interesuje ją bogactwo, więc nie powinna należeć do kobiet, które przez łóżko próbują odpowiednio ustawić się w życiu. Co więcej, Ana nie ma jeszcze jakichkolwiek doświadczeń seksualnych, wydaje się więc absurdalne, by w ogóle chciała związać się z kimś, kto pragnie dla własnej frajdy czymkolwiek zatykać jej ... zadek. W książce nie znalazłam niczego, co mogłoby zaintrygować Anę bądź jej zaimponować do tego stopnia, by zechciała bliżej poznać Greya. Konia z rzędem temu, kto będzie w stanie wytłumaczyć fenomen jej postępowania. Gdyby Grey wręczył jej umowę z zapisem, że od teraz codziennie ma wąchać jego brudne skarpetki, zapewne wszyscy byliby zgodni, że czym prędzej powinna uciekać. Dziwne, że gdy w umowie stoi, że mężczyzna może wykorzystywać jej ciało seksualnie jak chce i ilekroć chce, tej zgodności już brakuje, co więcej, niektórzy uznają to za "sexy"... Druga zaskakująca sprawa, to nieustanna gotowość dziewczyny do wszelkich kontaktów seksualnych. Nieważne kiedy i gdzie, Ana zawsze jest gotowa, baaardzo gotowa. Do tego stopnia, że momentami ma się ochotę wręczyć jej pampersa, by jej "gotowość" przypadkiem nie zaczęła kapać na podłogę...
 
Nie muszę chyba pisać, że "Grey" mocno mnie rozczarował i porządnie wymęczył. W moim przekonaniu E L James zdołała zepsuć to, co póki co było najlepsze, czyli intrygującą, nieco niebezpieczną postać Greya, który przeobraził się w niezrównoważonego prostaka, myślącego tylko o seksie. Nic to, książce wróżę spory sukces finansowy, jestem bowiem przekonana, że nie zabraknie osób, które przymkną oko na większość fabuły, pozostając wierne ekscytującemu, erotycznemu wrażeniu, które tak naprawdę powstało nie w książce, a w ich głowach. Osobiście stanowczo odradzam, bardzo ciekawym polecam wyłącznie lekturę "Pięćdziesięciu twarzy Greya", w moim przekonaniu najciekawszej książki  w całej tej serii. 

17 komentarzy:

  1. Mnie już pierwszy tom wymęczył, dlatego na twórczość autorki nie tracę już czasu

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla sukcesu ciągną i ciągną aż przeciągają strunę. Nie czytałam Greya ,oglądałam film. Niestety jakoś mnie od początku nie kusiły te książki. Raczej po opisaną przez ciebie też nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po co to w ogóle pisać - i po co czytać? Wiadomo, że dno i kilogram mułu. Mnie jedna część zupełnie wystarczy, nic więcej tej autorki nie przeczytam. Nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź jest prosta, bo nie brakuje osób, które interesuje, jak prezentuje się najnowsza powieść tej autorki.

      Usuń
  4. Nie lubię poznawać tej samej historii z innej perspektywy, dlatego wiem, że nie sięgnę po powyższą książkę.
    ps. masz mały błąd w słowie ''fantazji w swerze''.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę, człowiek tyle razy czyta swoje teksty, że już niczego nie widzi :-)

      Usuń
  5. Jestem ciekawa, jak w moich oczach wypadłby Grey po przeczytaniu tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wymęczyłam się okropnie w trakcie czytania czytania pierwszego tomu i po żadną inną książkę z tej serii na pewno nie sięgnę. Masz rację - jest to totalne dno, ale i tak znajdą się chętni czytelnicy głodni erotycznych opisów i wrażeń...

    OdpowiedzUsuń
  7. Okropnie męczyłam się podczas czytania pierwszej części i postanowiłam, że mimo tego całego zachwytu i wszechobecnych rozmów o tej serii, odpuszczę sobie i nie będę zmuszać samej siebie do taki męczarni. Nie mam zamiaru czytać tej części, ale miałam nadzieję, że będzie ona trochę bardziej intrygująca, ale z tego co napisałaś można wywnioskować, że sam Grey jest lekko mówiąc totalnym przeciwieństwem określenia intrygujący. Cóż autorka mogła napisać coś porządnego, ale najwidoczniej nie potrafiła tego zrobić:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja w ogóle nie czytałam żadnego Greya, a po tego to już na pewno nie sięgnę, zwłaszcza, że piszesz iż jest gorszy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam trzy części. Podobały mi się, ale po filmie jakoś nie ciągnie mnie już do tej ksiażki.
    Ale zapraszam do siebie na recenzje pierwszej części.:)

    http://krainaksiazek0.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiadomo, że to romansidło, ale przeczytałam i nie będę żałować... wystarczająco jest w życiu szarości, czasem trzeba od tego odetchnąć:) Jednak mam zastrzeżenia co do tłumaczenia, bo lekko mnie szlag trafiał kiedy Grey jechał do Portlandu, albo był w Portlandzie:) Czy tak samo pojechałby do Los Angelesu????? No błagam:) Albo : przefajnie, przedobrze, przechu...owo?? Naprawdę mamy tak ubogi słownik?:) Poza tym, o wiele lepsze było tłumaczenie, które znalazło się na końcu 3 części. "Oczami CHristiana" tłumaczone na kolanie, bo jak można sobie wyobrazić, że Grey, biznesmen, człowiek jednak z klasą, trzymający dystans w kontaktach z ludźmi wchodzi do kuchni i mówi: Bry Gail ????? Co to miało być? Tekst jak z gimnazjum:) Ale jak już przetrawiłam te wesołe słowotwórstwo tłumaczy to dałam się ponieść fantazji, czy się komuś podoba czy nie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak bardzo podobają mi się Twoje argumenty, że pozwolę sobie zacytować fragment recenzji w czwartkowym poście. Jeśli będziesz ciekawa, zajrzyj ;)
    www.lustrorzeczywistosci.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam już wielokrotnie, że ta część jest wymęczeniem i można było zostawić spokojnie tamte części. Spodziewałam się czegoś innego po tej części, jednak wiem, że jeśli będę miała okazję to przeczytam.


    Pozdrawiam,
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytałam bardziej z ciekawości, autorka odarła bohatera z aury tajemniczości, a Ana stała się bardziej odległa. Na szczęście zabrakło bogini :) Co prawda nie podobała mi się jak poprzednie książki, ale jednak polubiłam i tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z Twoją oceną. Trylogia i film mi się podobały mimo niedociągnięć, ale tom oczami Greya mnie znudził i wymęczył nie wnosząc nic i psując efekt poprzednich. Na końcu masz jeszcze błąd w tytule "piędziesiąt".

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...