
Autor: Maria Nurowska
seria/cykl wydawniczy: Daria tom 1
wydawnictwo: Znak
data wydania: 23 stycznia 2012
ISBN: 978-83-240-1875-8
liczba stron: 272
Maria Nurowska uznawana jest jedną z najbardziej znanych polskich powieściopisarek. Po jej książki, przetłumaczone również na kilkanaście języków obcych, sięgają już kolejne pokolenia czytelników. Do jej najbardziej znanych powieści można zaliczyć choćby "Hiszpańskie oczy", "Rosyjskiego kochanka", "Sprawę Niny S" czy "Nakarmić wilki". “Drzwi do piekła” okrzyknięto jej najbardziej skandalizującą powieścią. Ten fakt w połączeniu z więzienną tematyką wydał mi się na tyle intrugujący, by sięgnąć po tę książkę.
Akcja rozgrywa się w więzieniu dla kobiet w Kowańcu. Właśnie tutaj zostaje osadzona pisarka Daria Tarnowska. Kobieta została skazana na 12 lat pozbawienia wolności za zabicie swojego męża. To najniższy, dopuszczalny wymiar kary, który zawdzięcza pewnym okolicznościom łagodzącym. Nie zmienia to jednak faktu, że czeka ją wiele trudnych lat w miejscu przepełnionym ludzkimi dramatami. Co skłoniło ją do tak drastycznego czynu? Jak poradzi sobie w nowej, trudnej rzeczywistości?
Jak łatwo przewidzieć wykształcona intelektualistka ma pewne trudności w aklimatyzacji pośród więziennego społeczeństwa. Otoczona kobietami o niskim wykształceniu, fizyczną i psychiczną przemocą, musi wypracować sobie możliwie silną pozycję. Ogromnym oparciem staje się dla niej Iza, opiekunka więźniarek. To jej przykładowo zawdzięcza pracę w bibliotece. I choć wyraźna przychylność opiekunki nie uchroni ją przed wszystkimi niegodziwościami więzienia, z pewnością pomaga jej przetrwać trudne sytuacje.
W książce teraźniejszość nieustannie przeplata się z przeszłością. Śledzimy trudne dzieciństwo Darii, dziewczynki z białoruskimi korzeniami, pozbawionej opieki rodziców. Kolejne lata na plebanii popa, studia, wreszcie wielka miłość zakończona małżeństwem. Niestety związek Darii nie jest tak udany, jak by pewnie sama sobie tego życzyła. Ulgą w nieszczęśliwym związku ma być pewien bardzo niecodzienny układ, niestety zamiast pomagać, wszystko jeszcze bardziej pogrąża.
Wszystkie te informacje są z pewnością bardzo ważne i bez nich czytelnik nie byłby w stanie zrozumieć motywów nieszczęśliwej kobiety. Problem polega jednak na sposobie, w jaki pisarka wymieszała przeszłość z sytuacją bieżącą. To, że w książce brak jest rozdziałów to jedna sprawa, jednak to, że wątki następują bezpośrednio po sobie, bez jakiegokolwiek rozgraniczenia, wprowadza prawdziwe zamieszanie. Niejednokrotnie czytelnik skupiony na konkretnej scenie, zmuszony będzie się zatrzymać, po czym cofnąć kilka linijek, uświadamiając sobie, że ma już do czynienia z czymś kompletnie innym. Przyznam, że ta dziwna mieszanka bardzo mnie irytowała i kilkakrotnie kompletnie wybiła z lektury. Niestety nie jest to jedyny mankament.
Główna bohaterka, Daria, nie wzbudziła we mnie większych emocji. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w dużym stopniu sama „zapracowała” sobie na trudną sytuację, z jaką musiała zmagać się w małżeństwie. Nie dostrzegłam również okoliczności, które uznałabym za wystarczające, by wymierzyć jej najniższą, dopuszczalną karę. Nie przeżywałam ciężkich chwil, jakich doświadczała w więzieniu. Prawdę mówiąc cały jej pobyt w tym miejscu nie zrobił na mnie jakiegokolwiek wrażenia, odebrałam go tak, jakby spędziła tam kilka, może nie najbardziej miłych, ale również nie wstrząsających dni. Lepiej ocenić mogę co najwyżej kilka głębszych przemyśleń więźniarki na temat kondycji jej życia i niewłaściwego wyznaczania priorytetów. Nie wzbudziła ona jednak we mnie ani sympatii, ani współczucia.
Właściwie cała fabuła wydaje mi się mało odkrywcza i niemal ze wszystkim miałam już kiedyś do czynienia. Zacznijmy od głównego bohatera, który zdecydowanie odstaje od obrazu typowego przestępcy. Mógłby wieść życie na poziomie, gdyby tylko COŚ się nie przydarzyło. W więzieniu oczywiście nieco „odstaje”, musi zawalczyć o swoją pozycje w grupie. Nie muszę chyba dodawać, że mu się to udaje. Do tego inny bohater, postrach całego otoczenia, który za sprawą głównego bohatera widocznie łagodnieje, wręcz wychodzi na całkiem fajnego człowieka. Na koniec przygotowania do wspólnego występu, w tym przypadku do wystawienia sztuki teatralnej, która w jakiś sposób łączy całą grupę. Niestety nie znalazłam tutaj nic innowacyjnego, czułam się tak jakbym czytała zlepek historii, które już wcześniej znałam.
Najciekawsza moim zdaniem bohaterka, pojawiła się stosunkowo późno i niestety odegrała jedynie trzeciorzędną rolę. Była to młoda kobieta, która tak nieszczęśliwie potrąciła osoby na przejściu dla pieszych, że życie straciły dwie osoby, w tym jedno dziecko. Myśl o tym, co zrobiła jest dla niej tak przytłaczająca, że dalsze życie jest dla niej męką nie do wytrzymania... Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby to ona była główną bohaterką książki, całość odebrałabym zupełnie inaczej. A tak, przeczytałam, pomijając przemieszanie czasu nawet dobrze się czytało lecz... niestety niewiele po tej lekturze zostało.
Nie mogę stanowczo odradzić tej książki bo wiem, że spotkała się ona z ciepłym przyjęciem wielu czytelników. Do mnie niestety pisarka kompletnie nie trafiła, dlatego z pewnością nie zdecyduję się na lekturę kontynuacji książki.
Miałam na nią ochotę, a po Twojej recenzji mam mieszane uczucia
OdpowiedzUsuńUmiesz napisać.
OdpowiedzUsuńNiestety lepsze książki pisała wcześniej. Teraz już chyba płynie z prądem.
Przyznam że akurat ta ze względu na tematykę najbardziej mnie interesowała. Cieszę się, że w końcu zaspokoiłam ciekawość, teraz pewnie zrobię sobie dłuższą przerwę...
UsuńŚwietna recenzja. Pozycja mnie jednak jakoś nigdy nie zachęcała ; )
OdpowiedzUsuńMyślałam, że przekonasz mnie do Nurowskiej, ale widzę, że nie jesteś zachwycona...
OdpowiedzUsuńNo niestety książka nie powaliła mnie na kolana. Szkoda, bo tyle pozytywnych opinii czytałam i liczyłam na coś wyjątkowego...
UsuńPomimo Twojego rozczarowania, nadal mam ochotę na tę książkę. Nie przeszkadza mi powielanie motywów. Jestem za to ciekawa jej wykonania.
OdpowiedzUsuńDoskonale to rozumiem. Sama pomimo pewnych sygnałów ostrzegawczych się skusiłam i ... przynajmniej zaspokoiłam ciekawość ;-)
Usuńhmm no cóż każdemu podoba się co innego ja tez jeszcze tego nie czytałam i nie wiem czy przeczytam ;D
OdpowiedzUsuńPodpisuje się pod twoją recenzją w zupełności. Mnie delikatnie mówiąc wynudziła ta książka. W ogóle nie potrafiłam utożsamić się z Darią, ani jej współczuć. Jej historia toczyła się jakby obok mnie, bez emocji.
OdpowiedzUsuńJak do tej pory z powieści Nurowskiej podobały mi się "Hiszpańskie oczy". "Drzwi do piekła" dopiero przede mną. Jestem ciekawa, czy mój odbiór tej powieści będzie podobny do Twojego.
OdpowiedzUsuńDla mnie ta książka to porażka, pod każdym względem, i sposobu narracji, i treści. Na drugą część nie traciłam już czasu.
OdpowiedzUsuńCiekawa okładka, ale nie jestem pewna czy po książkę sięgnę ; p
OdpowiedzUsuńJestem jedną z osób, którym ta książka bardzo przypadła do gustu. Kontynuacja wydaje mi się jednak inna. Recenzję mam u siebie na blogu, zapraszam.
OdpowiedzUsuńCzytałam drugą część- była wspaniała :D teraz poluje na pierwszą.
OdpowiedzUsuńjuż od dawna chciałabym przeczytać i pomimo, że Tobie nie przypadła do gustu kiedyś na pewno po nią sięgnę
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)
Swego czasu bardzo chciałam przeczytać tę książkę. Teraz już nie żałuję, że do tej pory tego nie zrobiłam. :P
OdpowiedzUsuńChyba raczej nie, skoro nie jesteś przekonana.
OdpowiedzUsuńNajlepiej sama się przekonam:)
OdpowiedzUsuńJa jakoś utknęłam na jednej książce tej pani i ruszyć dalej nie mogę...
OdpowiedzUsuńNie oddzielenie wątków przeszłości z wątkami przyszłości faktycznie wprowadza chaos i czytelnik się gubi. "Drzwi do piekła" to pierwsza przeczytana przeze mnie powieść tej autorki. Mogę szczerze powiedzieć, że nie mogłam się od niej oderwać i zakupiłam sobie kolejną powieść "Hiszpańskie oczy" , ciekawa jestem jakie wywrze na mnie wrażenie.
OdpowiedzUsuń- pozdrawiam serdecznie
Kontynuacja również wygląda, jakby mijały dni a nie lata , co drażni. Dla mnie ta książka była pierwszym kontaktem z Nurowską i po paru rozdziałach mnie zauroczyła - początek był dość toporny, ale później poszło gładko:) Zachęcona może nie odkrywczą, ale dobrą lekturą uznałam, że przeczytam coś jeszcze z szerokiego wyboru tytułów, jaki oferuje autorka. "Dom na krawędzi" wydawał mi się lepszy niż " Drzwi do piekła" choć nic wstrząsającego w porównaniu do pierwszej części się nie wydarzyło. Niestety każda kolejna książka pani Nurowskiej pokazywała mi, iż jest autorką "na jedno kopyto" - każdą powieść buduje wokół jednego schematu: zagubiona kobieta z trudna przeszłością, niby delikatna, ale z jajem, gdzieś w przeszłości ma na koncie 100 kochanków, ale w końcu spotyka tego jedynego. Punkt kulminacyjny - ukochany poznaje prawdę o głównej bohaterce itp. Cztery razy dałam się wciągnąć (pomijając "Miłośnicę", którą lubię bardzo, bardzo), ale ileż można? Jak dla mnie jest to lektura dla tych, którzy jeszcze z twórczością autorki nie mieli kontaktu, gdyż niestety, choć jej pióro nie jest złe, szybko się przejada.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
O tej książki zaczęłam swoją przygodę z Marią Nurowską i muszę przyznać, że mnie powaliła na kolana, teraz po pozycję tej autorki sięgam z przyjemnością, choć robię odstępy pomiędzy jej książkami, zbyt częste czytanie tych samych autorów mnie bardzo nuży, więc mieszam dosyć konkretnie. Teraz na półce czeka na mnie "Zabójca" i wkrótce po nią sięgnę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)